Ostatnie komentarze

Czy neonaziści w Polsce to margines? Komentarze po (...)


Piotrze, wskazałeś kilka kwestii spornych, które zapewne pojawiłyby się w przypadku ewentualnej próby wprowadzenia podobnego zakazu. Nadal stoimy na stanowisku, że szanse na jego przyjęcie w proponowanej przez Ciebie formie byłyby bardzo niewielkie. Nie zrozum nas źle – na poziomie czysto teoretycznym Twoje propozycje są godne rozważenia, ale w praktyce ich zastosowanie zapewne okazałoby się niemożliwe, a w pewnych sytuacjach – wręcz szkodliwe.Już tłumaczymy, o co nam chodzi: co do dokumentów, archiwów i zbiorów muzealnych, to możemy się z Tobą zgodzić. Natomiast wprowadzenie nieuniknionego w takiej sytuacji ograniczenia wolności twórczej (swoją drogą, przykład rekonstrukcji na Helu jest rzeczywiście wyjątkowo smutny…) czy przede wszystkim prawa własności (kolekcjonerzy) jest dla nas, niestety, nie do przyjęcia. Zakaz posiadania wcześniej nabytych (legalnie!) przedmiotów byłby właśnie przejawem wstecznego działania prawa, o którym pisałeś. Pomimo niewątpliwie dobrych intencji, Twoja propozycja w oczywisty sposób godziłaby w podstawowe prawa obywatelskie. Nie możemy z góry zakładać, że samo posiadanie pamiątek z czasów wojny jest równoznaczne z podzielaniem nazistowskiej ideologii. Podobnie nieuzasadnione jest założenie, że gdy pan X nie będzie mógł posiadać na własność munduru SS czy egzemplarza „Mein Kampf”, to na pewno nie przyjdzie mu do głowy, by się taką ideologią zainteresować.Zgadzamy się, że należy walczyć z propagowaniem systemów totalitarnych; tyle, że nie powinniśmy tego robić przy wykorzystaniu „totalitarnych” narzędzi. Naszym zdaniem ograniczanie prawa własności czy wolności twórczej to jednak zbyt wysoka cena.

ideologia.pl 15.02.2018, 12:43

Czy neonaziści w Polsce to margines? Komentarze po (...)


Witam.Bardzo dziękuję Redakcji portalu ideologia.pl za zainteresowanie się moim postem, jednakże chciałbym odnieść się do wskazanych w redakcyjnym komentarzu problemów.Istotnie, bezwzględny zakaz stosowania, używania i posiadania symboli nazistowskich wydaje się niezwykle trudny do prawnego sformułowania. Wystarczy jednak rozważenie celu, aby nie było to aż tak trudne. Co powinno być dozwolone?Dokumenty osobiste, korespondencja, zdjęcia osób spokrewnionych. To na poziomie "przeciętnego człowieka". Trudno bowiem uznać opatrzoną symbolami hitlerowskiej Rzeszy informację z KL czy miejsca "pracy (jako robotnika przymusowego) o śmierci babci/dziadka czy innych członków rodziny (lub choćby dokumenty osobiste, różnego rodzaju Kennkarty, Ausweiss-y) za "propagowanie nazizmu". Warunek prosty: dokument o charakterze osobistym i dotyczący osoby spokrewnionej. I przy okazji - takie dokumenty powinny trafiać do muzeów i placówek naukowych, nie powinny być zamknięte w szufladzie czy kartoniku. One są dowodem cierpień Polaków w okresie II wojny i należałoby zadbać o to, aby kolejne pokolenia nie uznały ich za "śmieci", nie zniszczyły. Tyle, że w tym aspekcie nie może być mowy o jakimkolwiek zakazie, a raczej odwołanie do społeczeństwa o upublicznienie tych dokumentów, przekazanie ich muzeom.Poziom "zbiorowy" nie jest aż tak trudny do zdefiniowania. Trudno sobie wyobrazić, aby muzea usuwały ze swoich zbiorów i wystaw wszystkie posiadane materiały i dokumenty zawierające nazistowską symbolikę, zatem wyłączenie nr 1 - jednostki prowadzące działalność na podstawie ustawy o muzeach. Na podobnych zasadach działają obiekty architektury militarnej z tamtego okresu wraz z towarzyszącymi im wystawami - różnego rodzaju stanowiska dowodzenia, bunkry (choćby w ramach kompleksu Wolfsschanze czy Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego), obiekty bojowe czy schrony, gdzie trudno sobie wyobrazić niszczenie ich "naturalnego wyglądu". Ale są to zwykle obiekty objęte ochroną konserwatorską jako zabytki i właściwa decyzja konserwatora ochrony zabytków będzie w tym wypadku wystarczającym dokumentem. Nie wyobrażam sobie także usuwania dokumentów opatrzonych symboliką nazistowską z archiwów publicznych (działających na podstawie ustawy o narodowym zasobie archiwalnym i archiwach) oraz z dokumentacji sądowej, w tym z ksiąg wieczystych. To byłoby kolejne wyłączenie.Z całą pewnością należałoby wyłączyć spod funkcjonowania takiego zakazu część działalności twórczej - filmy i przedstawienia teatralne. Jednakże takie wyłączenie powinno być poprzedzone dyskusją specjalistów i nie powinno dotyczyć "twórczości artystycznej w pełnym zakresie". Dam bowiem przykład - tak zwane grupy rekonstrukcyjne coraz częściej sięgają po okres II wojny światowej i "obrazują" przebieg jakiejś bitwy, potyczki czy zdarzenia. Oczywiście przyświeca im nawet szlachetny w założeniach cel (ukazanie bohaterskiej/patriotycznej postawy polskich żołnierzy), jednakże na tym sprawa się nie kończy. Byłem "obserwatorem" takiej właśnie imprezy - "rekonstrukcji" alianckiego desantu D-Day na Helu (impreza dość przewrotnie nazwana The Road to Hel). Ku mojemu zaskoczeniu właśnie żołnierze w niemieckich mundurach i niemieckie maszyny bojowe cieszyły się największą popularnością wśród widzów, którzy starali się zrobić sobie fotkę przede wszystkim z "Niemcami". Oczywiście niby jest to dalekie od promowania nazizmu, ale czy potrzebne? Poza tym, rzekoma przynależność do grupy rekonstrukcyjnej może być doskonałym usprawiedliwieniem dla osób o nazistowskich poglądach - mam mundur Wehrmachtu czy SS, gdyż jestem członkiem grupy rekonstrukcyjnej działającej jako stowarzyszenie pod taką to nazwą...Kolejnym problemem są książki. No właśnie, czy pisząc o II wojnie światowej (lub choćby obejmując książką także i jej okres) trzeba zdobić okładkę książki takimi symbolami lub zdjęciami czołowych postaci hitlerowskiej Rzeszy? Oczywiście jest to informacja dla potencjalnego czytelnika, że to jest właśnie książka o II wojnie lub którejś z najważniejszych postaci Rzeszy. Ale czy jest to zabieg konieczny? Kupiłem niedawno książkę Piotra H. "BARONA" zatytułowaną "Die Ehrenmenschen. Ludzie Honoru", która tak mniej więcej w połowie obejmuje okres "dojrzewania" Niemiec do nazizmu i okres II wojny światowej. Jednakże ani na okładce ani nigdzie w tekście hitlerowskiej symboliki nie ma. Czyli można. Książki, które już się ukazały, nie powinny być objęte jakimkolwiek działaniem prewencyjnym. Prawo nie działa wstecz i należy tej zasady łamać. Natomiast można sformułować w przepisach postulat, by ich wznowienia, przynajmniej na okładce, takich elementów nie zawierały. Podobnie można potraktować różnego rodzaju prace popularno-naukowe czy wręcz dokumentalne - trudno wyobrazić sobie bowiem opis walk takiej czy innej niemieckiej formacji wojskowej bez publikowania archiwalnych zdjęć. Inną sprawą jest, czy powinniśmy "bezwarunkowo" godzić się na publikowanie takich książek? Na dziś odpowiedź brzmi, że tak, no bo skoro znajdują nabywców i czytelników, to należy uszanować prawo wolnego rynku, ale też jest pytanie, czy ten wolny rynek powinien być aż tak nieskrępowany?Oczywiście inaczej powinny być traktowane prace naukowe dotyczące Niemiec (i chyba ne tylko z okresu 1918 - 1945), ale i tu można zastosować regulację prawną, np. ograniczyć rzecz do rozpraw doktorskich (i wyżej). No i przede wszystkim postawić pytanie Polskiej Akademii Nauk, czy nie ma ważniejszych potrzeb niż np. naukowe badania nad zmianami "wizerunku swastyki" w niemieckiej polityce?Prawdziwy problem może być z kolekcjonerami. Co począć z osobami, które amatorsko i dla własnego "widzi-mi-się-hobby" gromadzą przedmioty związane z hitlerowskimi Niemcami? Mundury, zarówno kompletne jak i ich elementy, pasy wojskowe, bagnety, ordery i oznaczenia, znaczki pocztowe z Hitlerem, różne wydania "Mein Kampf"... Osoby te częstokroć poświęciły wiele trudu (i pieniędzy), aby zgromadzić swoją kolekcję. Czy powinny być takim zakazem objęte? Otóż moim zdaniem - tak. Skoro bowiem ktoś zadaje sobie wiele trudu by takie kolekcje gromadzić, to ma w tym cel. Choćby tylko taki, że jemu "prywatnie i na użytek własny" to się podoba. Ale można także domniemać, że chodzi nie o "estetykę i jakość wykonania" tych rzeczy, ale o podobanie się samej ideologii. Skoro tak, krokiem kolejnym może być poszukiwanie osób o podobnych "zainteresowaniach" i powstawanie nieformalnych grup nazistowskich? neonazistowskich? rasistowskich? nacjonalistycznych? czy jak je tam zwać.Reasumując: przygotowanie "dobrej" podstawowej regulacji prawnej eliminującej z obrotu handlowego i publicznego prezentowania symboliki nazistowskiej jest możliwe. I jeśli uznajemy, że problem nacjonalizmu / rasizmu w Polsce wcale nie jest aż tak marginalny, jak to się pozornie wydaje, to środki przeciwdziałania muszą się pojawić szybko i, przynajmniej na początku, muszą obejmować jak największy zakres "zakazów i sankcji".Myślę, że pokazałem w tym materiale zarówno kilka obszarów możliwych do zastosowania rozwiązań jak i sporo obszarów do dyskusji, do której gorąco zachęcam.

Piotr (gość) 13.02.2018, 11:49