• >>
  • Aborcja
  • >>
  • Argumenty pro-choice: dlaczego kobiety powinny mieć wybór w sprawie aborcji?

Argumenty pro-choice: dlaczego kobiety powinny mieć wybór w sprawie aborcji?

Argumentacja pro-choice, za prawem wyboru w sprawie aborcji

W ostatnim czasie w Polsce przetoczyła się fala protestów przeciwko próbom zaostrzenia ustawy aborcyjnej. Uczestniczki i uczestników tych wystąpień połączył opór wobec rozwiązań, które pozwalałyby przerwać ciążę jedynie w przypadku zagrożenia śmiercią życia matki. Spora część z tej grupy opowiadała się także za liberalizacją prawa aborcyjnego. Poniżej wyjaśniamy, o co chodzi środowiskom pro-choice opowiadającym się za prawem kobiety do wyboru.

Czym jest pro-choice?

Na wstępie należy poruszyć kwestię nazewnictwa; „obrońcom życia” przeciwstawia się „zwolenników aborcji”. Obie nazwy są płytkie i mylące. „Zwolennicy aborcji” to zwykły skrót myślowy, który może być – i często jest – wprost odczytywany jako przerywanie ciąży co drugi miesiąc między wizytą u kosmetyczki a deserem. W ten sposób ludzi tych można łatwo uznać za ideologiczne ekstremum i margines.

Tymczasem za wyborem w pewnych sytuacjach jest zdecydowana większość społeczeństwa – nawet polskiego – a same ruchy pro-choice (czyli właśnie: „za wyborem”) jako swój nadrzędny postulat wysuwają przede wszystkim ograniczenie konieczności wykonania aborcji do minimum. Jednych i drugich można by więc nazwać „przeciwnikami aborcji”. Różnice między zwolennikami prawa do wyboru a osobami, które chcą zakazać aborcji całkowicie, leżą przede wszystkim w sposobach, w jakich obie grupy chcą ograniczać przerywanie ciąży.

Zwolennicy prawa do wyboru rozumieją, że w życiu zdarzają się różne sytuacje, nierzadko trudne i dramatyczne. Ich celem jest doprowadzenie do tego, aby do takich ostatecznych sytuacji dochodziło jak najrzadziej. Prawo do aborcji to nie przywilej czy konieczność aborcji, ale możliwość wykonania aborcji. Paradoksalnie można być „przeciwnikiem aborcji” i jednocześnie popierać prawo kobiet do przerwania ciąży. Zwolennicy aborcji walczą o jej możliwość do 12 tygodnia ciąży, kiedy płód nie jest jeszcze rozwinięty.

Dlaczego powinnyśmy mieć wybór?

Zwolennicy prawa do wyboru słusznie zauważają, że w życiu zdarzają się różne sytuacje, a urodzenie dziecka może stać się życiową katastrofą. Nie zawsze kobiety przerywają nieplanowaną ciążę i nie każda taka ciąża jest niechciana, niemniej w wielu sytuacjach kobiety nie widzą innego wyjścia. Najczęściej powodem jest sytuacja ekonomiczna (brak środków i możliwości do bycia w ciąży i wychowania dziecka), społeczna (ostracyzm, wykluczenie), samotność, rozpad związku, utrata możliwości życiowych (przerwanie studiów, szkoły, pracy). Niekiedy kobieta po prostu nie chce być matką, nie chce być w ciąży ani rodzić. Niektóre kobiety wolą przerwać ciążę na wczesnym etapie, niż skrzywdzić później dziecko.

Cała odpowiedzialność za proces, jakim jest ciąża, leży tylko i wyłącznie po stronie kobiety i to matka ponosi największe konsekwencje, również te psychiczne. Embrion nie ma potrzeb ani psychicznych, ani emocjonalnych, płód do pewnego momentu rozwoju nie czuje też bólu – w przeciwieństwie do dojrzałej kobiety czy dziewczynki. W samym tylko 1993 r., kiedy zaostrzono ustawę, przynajmniej 6 ciężarnych kobiet popełniło samobójstwo, bo nie widziało wyjścia ze swojej trudnej sytuacji. Nikt im nie pomógł.

I. Nieodpowiedzialne nastolatki? To mężatki i matki najczęściej przerywają ciążę

Nie mogę zgodzić się ze względów etycznych na projekt, który mówi: róbta, co chceta ze swoim dzieckiem, bo to moje ciało. Trzeba było zdawać sobie sprawę, komu się dawało to ciało i kiedy się dawało, i jak się dawało, że się nie rozleciało.

[P. Kukiz, 2016]

Stereotypowa kobieta przerywająca ciążę to nastolatka o luźnych obyczajach, która „zaszła” z kimś na dyskotece i nawet nie wie z kim; ewentualnie „nowoczesna” karierowiczka, która wolałaby sprzedać duszę „korpo” niż poświęcić się dla innych. Rzeczywistość przeczy tym wyobrażeniom: statystycznie najczęściej przerywają ciążę mężatki, które urodziły już dziecko lub kilkoro dzieci. Są to więc kobiety z w miarę ustabilizowaną sytuacją życiową i ekonomiczną.

Z czego wynika ich decyzja? Najczęściej jest to niemożność urodzenia i wychowania kolejnego dziecka, niechęć do posiadania po raz kolejny potomstwa, zbyt zaawansowany wiek, poczucie odpowiedzialności wobec już urodzonych dzieci, brak wsparcia ze strony męża i rodziny, pogorszenia sytuacji materialnej rodziny w związku z pojawieniem się kolejnego dziecka, a czasami prowadzenie przez męża podwójnego życia.

Do tych kobiet raczej też nie dotrą argumenty, żeby oddać dziecko do adopcji. Trudno raczej ukryć ciążę przed resztą rodziny i innymi dziećmi, a na koniec oddać noworodka w szpitalu. Argument ten jest tym bardziej nietrafiony, że właśnie ewentualny sierociniec lub strach przed tym, co stanie się z dzieckiem w przyszłości, jeśli nie trafi do „kochającej rodziny, która już na niego czeka”, jest jednym z powodów podjęcia decyzji o aborcji. Większość kobiet decydujących się na aborcję wolała przerwać ciążę, nim dziecko się rozwinie, niż skazać je na los dziecka porzuconego.

Oczywiście, są studentki, „singielki” czy uczennice, które, gdy zaszły w nieplanowaną ciążę, zdecydowały się ją przerwać. Ich odsetek jest jednak niższy niż mężatek z dziećmi; wiele więc wskazuje na to, że sporo kobiet – wbrew obiegowym opiniom – rodzi dzieci z nieplanowanych ciąż, mimo że może to skutkować dramatyczną zmianą w życiu, ale jednocześnie należy zauważyć, że są to dzieci pierwsze. Wydaje się więc, że kobiety są w stanie poświęcić część swojego życia na urodzenie pierwszego dziecka, ale to zachowanie ma swoje granice i jeśli pojawi się kolejna nieplanowana – druga, trzecia lub czwarta – ciąża, to nie postąpią już w ten sposób.

II. Kobiety ponoszą odpowiedzialność za utrudniony dostęp do antykoncepcji

Środki antykoncepcyjne nie dają pełnego zabezpieczenia przed ciążą. Skuteczność prezerwatyw to nieco ponad 80% (byłaby wyższa, nawet do 95%, ale sporo użytkowników nie radzi sobie z prawidłową obsługą), gąbek dopochwowych od 76% do 91%, prezerwatyw żeńskich od 79% do 95%, wkładek domacicznych – do 99,5%, pigułek hormonalnych – od 99,5% do 99,8%. Maksymalne zabezpieczenie przed ciążą uzyskuje się przy odpowiednim zastosowaniu wszystkich zaleceń producenta środka antykoncepcyjnego, a zważywszy na sporą rozbieżność między potencjalną a rzeczywistą ochroną zalecenia te najwyraźniej sprawiają co niektórym sporą trudność.

Należy zwrócić uwagę, że choć liczby te wyglądają imponująco, ukazują one także, ile kobiet zaszło w ciążę po jednym roku stosowania danego środka antykoncepcyjnego. I tak, jeżeli weźmiemy pod uwagę najbardziej skuteczną pigułkę hormonalną, to sprawdziła się ona w 99,5% przypadkach, co oznacza, że na 1000 kobiet po roku w ciąży było 5 pań – i to przy możliwie najwyższej skuteczności stosowanego środka. Jeśli nie zastosowano wszystkich zaleceń korzystania z pigułki, jej skuteczność spada do ok. 90%, a to już daje – uwaga – 100 nieplanowanych ciąż.

Pigułka hormonalna, choć zmieniała się ogromnie na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat, wciąż ma wiele ograniczeń. Działanie pigułki może być zaburzone przez biegunkę, wymioty, gorączkę i przyjmowanie niektórych leków (np. niektórych antybiotyków). Ponadto nie wszystkie kobiety mogą przyjmować doustną antykoncepcję.

Warto też podkreślić, że w Polsce dostęp do skutecznej antykoncepcji dla kobiet jest utrudniony. W celu uzyskania recepty należy skontaktować się z lekarzem, przynajmniej raz na pół roku; w większym mieście nie stanowi to problemu, jednak dla mieszkanek małych miasteczek i wsi konieczność przejechania kilkudziesięciu kilometrów po receptę i następnie zamówienie leku w aptece (gdyż nierzadko nie ma ich na stanie) może być prawdziwym wyzwaniem. Ponadto pigułki hormonalne są najczęściej po prostu drogie, cena jednego opakowania to ok. 30 zł, co np. dla nastolatków potrafi być bardzo poważną kwotą. Leki te w znakomitej większości nie są w Polsce objęte refundacją. A mówimy o sytuacji, gdy w ogóle lekarz czy farmaceuta zechce kobiecie wydać receptę i lek, nie powołując się na „klauzulę sumienia”, która zabrania mu przepisywania lub sprzedawania antykoncepcji.

Ponadto – o czym również należy pamiętać – w Polsce niepełnoletnia nastolatka nie może bez zgody rodzica pójść do ginekologa po receptę na środki antykoncepcyjne. Co ciekawe, uznajemy, że 16- czy 17-latka jest zbyt niedojrzała, aby sama mogła decydować o pójściu do lekarza, ale jednocześnie wystarczająco dojrzała, żeby zostać matką.

Warto też zauważyć, że w zasadzie jedynym środkiem antykoncepcyjnym adresowanym do mężczyzn są prezerwatywy (o stosunku przerwanym nie wspominamy, gdyż nie jest to metoda antykoncepcyjna). Jeśli więc to kobieta jest przede wszystkim odpowiedzialna za antykoncepcję i za niedopuszczenie do nieplanowanej ciąży, to też kobieta ma prawo decydować, co dalej z nieplanowaną ciążą zrobić, ponieważ to nią jedną zrzucono całą odpowiedzialność.

III. Nielegalne aborcje zagrażają zdrowiu kobiet

Nikt z osób broniących prawa do wyboru nie mówi, że aborcja jest zwykłym zabiegiem, który można ot tak wykonać sobie po wizycie u fryzjera. W idealnym świecie kobiety nie zachodziłyby w niechciane ciąże, nie musiałyby stawać przed takim wyborem, nie chorowałyby, nie byłyby gwałcone i nie rodziłyby dzieci, które za chwilę będę musiały umrzeć lub będą cierpiały całe życie. Świat jednak wygląda inaczej, a we wspólnym interesie nas wszystkich jest to, aby to dostrzec i poprawić.

Od wieków wiadomo, że kobieta, która jest zdeterminowana przerwać ciążę, zrobi to. Zdarzają się sytuacje tak skrajne, że nawet najsurowsze prawo jej od tego nie odwiedzie. Nietrudno wyobrazić sobie, że dla niektórych kobiet nawet więzienie byłoby lepszym rozwiązaniem niż urodzenie dziecka mężczyźnie, którego nienawidzą. Kluczowe w takim wypadku są pytania: kiedy to nastąpi i jak?

Jak zdesperowane kobiety przerywają ciążę

O piekle nielegalnej aborcji powiedziano i napisano już wiele. Nawet polscy lekarze wspominali pacjentki, które – mając już kilkoro dzieci – tak bardzo chciały przerwać kolejną ciążę, że raniły się wewnątrz różnymi ostrymi przedmiotami, m.in. patykami, aby wywołać krwawienie. To się oczywiście udawało, choć krwotok często pochodził także z przebitych jelit, co często kończyło się nawet nie kalectwem, lecz śmiercią. W użytku były i są także inne przedmioty, jak metalowe cienkie wieszaki, igły, gałęzie.

Do innych „popularnych” metod należą środki zażywane doustnie i dopochwowo, najczęściej leki, które mogą wywołać poronienie, a przy okazji mają inne niebezpieczne skutki uboczne. Kobiety sięgają również po środki chemiczne, które dozują bezpośrednio – o ile realnie jest to możliwe – do macicy. Środki te to np. rozpuszczalniki (terpentyna), wybielacz, roztwór mydła, a nawet fosfor, powodujące ciężkie obrażenia i poparzenia. W gruncie rzeczy kobiety sięgają po coś, co mają pod ręką, często dosłownie: zdarzały się przypadki użycia błota, gorących naparów z herbaty, z okolicznych ziół, gnojówki itp.

„Obrońcy życia” często zarzucają kobietom egoizm i pójście na łatwiznę. Czy naprawdę w przypadku kogoś, kto jest w stanie w dramatycznej sytuacji poparzyć się chlorem, aby tylko nie urodzić dziecka, można z czystym sumieniem powiedzieć, że idzie na łatwiznę? Widać tu raczej ogromną desperację i dramat, a przy okazji – kompletną bezradność i brak pomocy. Nie trzeba dodawać, że często takie „domowe” próby aborcji kończą się śmiercią lub trwałym okaleczeniem kobiety. Czy życie kobiety nie podlega „obronie”? A co z ich już narodzonymi dziećmi?

Dagmara, pracownica jednego ze szpitali w Polsce: 

Żadna z kobiet nie przychodzi na zabieg tylko po to, by jutro iść na dancing. Każda z nich się boi, każda ma dylematy. Mają problemy ekonomiczne, kłopoty w małżeństwie. W początku lat 90. wszystko się chwiało w Polsce, faceci tracili grunt pod nogami i wyżywali się na swoich partnerkach. Dlatego one nie chciały rodzić im kolejnych dzieci. Ale przyczyny tych decyzji są naprawdę różne. Jedna z pacjentek trzykrotnie próbowała zostać matką, dwukrotnie poroniła, za trzecim razem dziecko urodziło się kompletnie niepełnosprawne, zmarło po trzech tygodniach. Za czwartym razem usunęła ciążę.

IV. Embrion czy płód to jeszcze nie człowiek

Spór o to, kiedy stajemy się człowiekiem, wydaje się nierozwiązywalny, a pogląd na tę kwestię jest różny. Trudno orzec, kiedy zaczyna się człowiek, ponieważ zapłodnienie jest zbyt skomplikowanym procesem. Nie zawsze jednak to musi być osią problemu; dla niektórych osób nie tyle istotne jest to, kiedy stajemy się ludźmi, ale prawo kobiety do samostanowienia i podejmowania samodzielnych decyzji.

Wielu ludzi nie uznaje aborcji za zabójstwo, dopóki płód nie przekształci się z embrionu lub nie zacznie odczuwać bólu. Zdecydowana większość ludzi rozróżnia różne etapy rozwoju człowieka i nigdy nie dopuściłaby do aborcji zdrowego płodu już rozwiniętego, mogącego przeżyć poza organizmem matki. Chcą przerwać ciążę, nim płód się rozwinie. Wyłącznie 14% respondentów jest za całkowitym zakazem aborcji, a 74 % społeczeństwa uważa, że jest ona możliwa przy zastosowaniu różnych ograniczeń czy wyjątków (CBOS, 2010). W opinii aż 78% osób ankietowanych aborcja nie zawsze jest złem (Aborcja między ideologią a doświadczeniem indywidualnym, E.Wejbert-Wąsiewicz, 2011).

Płód do pewnego momentu nie ma możliwości przeżycia poza organizmem matki i jest od niej w 100% zależny. „Obrońcy życia” jako początek człowieka wyznaczają moment zapłodnienia, a więc połączenie się dwóch komórek, męskiej i żeńskiej. Trudno jednak dociec, czemu wybrano akurat ten moment a nie inny. Dlaczego za „życie” nie uznać plemnika lub komórki jajowej? Czy one nie są żywe? Bo z pewnością nie są martwe. Warto sobie uświadomić, że „początek życia” jest terminem wyznaczonym arbitralnie i nie wszyscy muszą z tym zgadzać – i wielu ludzi się nie zgadza.

Trudno uznać, że zarodek to już człowiek, zważywszy na to, że zdecydowana większość z nich zawiera tyle wad, że jest usuwana samoistnie przez organizm kobiety w pierwszych tygodniach. R. T. Francoeur, profesor embriologii, zauważa, że:

Jeżeli każda zapłodniona ludzka komórka jajowa staje się automatycznie „płodem”, „dzieckiem” czy „osobą”, to Bóg czy natura z nas kpią. Naukowcy szacują bowiem, że podczas 5-6 dni po zapłodnieniu, to jest połączeniu plemnika z komórką jajową, około 1/3-1/2 tych „osób” obumiera, a następnie ulega reabsorbcji lub wydaleniu. Podczas drugiego tygodnia, 42% „osób” już zagnieżdżonych w macicy ginie. Podczas trzeciego i czwartego tygodnia ginie kolejnych 15% „osób”. W okresie płodowym 1/3 płodów ulega samoistnemu poronieniu. A więc, na 1000 poczętych „osób” urodzi się tylko 120-160. Jak więc przeciwnicy przerywania ciąży i teologowie, określający aborcję jako zabójstwo, wyjaśnią tę niezwykłą boską rozrzutność wobec życia ludzkiego?

Intuicyjnie bardziej cenimy życie ludzkie dopiero po narodzinach

Teoretyczne rozważania, kiedy zaczyna się człowiek, bledną w zestawieniu z rzeczywistością. Wygląda na to, że ogromna większość z nas, gdy „przychodzi co do czego”, potrafi poszczególne życia ustawić na skali ważności i wybrać to, które jest dla nas ważniejsze.

Przeprowadzono bowiem pewien eksperyment: określonej liczbie mężczyzn dano do rozwiązania test, który – bez ich wiedzy – był kluczem do wyboru kandydatów do kolejnego etapu. Każdego z wybranych postawiono w dramatycznej sytuacji: ukochana kobieta rodzi długo wyczekiwane dziecko, następują komplikacje i w ciągu kilku minut trzeba wybrać, kogo uratować. 92% mężczyzn wybrało kobietę, poświęcając tym samym życie swojego nienarodzonego dziecka. W podobnej sytuacji postawiono kolejną grupę, jednak tym razem należało wybrać między życiem ukochanej kobiety a życiem swojej 9-letniej córki… Nikt z nich nie umiał zdecydować.

Wpis z forum, Hiperon59b:

W całej tej dyskusji trzeba zmienić optykę myślenia i nie bronić zarodka tylko kobiety. Bez kobiet, matek ten zarodek zwany przez niektórych dzieckiem nie przetrwa ani 5 minut. Dbajmy o kobiety, matki, zapewnijmy im wszelkie potrzebne badania i ochronę w czasie ciąży bo tylko w ten sposób będziemy chronić nienarodzone dziecko.

V. Płód nie ma tych samych praw co człowiek

Prawdopodobnie nigdzie na świecie embrion czy płód nie mają takich samych praw jak narodzony człowiek; podobnie zresztą jak nie wszyscy mamy te sama prawa po urodzeniu.

Ustawodawstwo europejskie (w tym polskie) zajmowało się kwestią dopuszczalności aborcji wielokrotnie. W XX wieku prawa reprodukcyjne stawały się przedmiotem dyskusji i sporów, a w konsekwencji aborcję dopuszcza się obecnie niemal we wszystkich państwach europejskich. Zauważono bowiem, że zakazy dotyczące przerywania ciąży, nie tylko nie zmniejszały skali zjawiska, ale wręcz rozwijały podziemie aborcyjne i były zwyczajnie niebezpieczne dla życia i zdrowia kobiet. Nowoczesne demokracje przyjęły w XX wieku zasadę, że życie kobiety jako pełnoprawnego obywatela państwa jest ważniejsze od życia jej nienarodzonego dziecka i musi być to gwarantowane konstytucyjnie.

Wnioski, jakie płyną z dotychczasowe europejskiego orzecznictwa, opierają się na wyważonych racjach i opiniach, przy jednoczesnym poszanowaniu praw kobiety i nienarodzonego dziecka. I choć w Unii każde państwo członkowskie samo reguluje kwestie prawne związane z przerywaniem ciąży, Europejskiemu Trybunałowi Praw Człowieka udało się dojść do jednego stanowiska. Artykuł 2 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka brzmi: „Prawo człowieka do życia jest chronione”, jednocześnie jednak stwierdzono, że „dziecko nienarodzone nie jest uznawane za «osobę» korzystającą z bezpośredniej ochrony na podstawie art. 2 EKPCz, a jeśli nienarodzonemu przysługuje jakieś «prawo» do «życia», to jest ono z istoty rzeczy ograniczone prawami i interesami matki”. Stanowisko to wydaje się bardzo rozsądnym podejściem, jeśli weźmiemy pod uwagę, że to kobieta jest odpowiedzialna za ciążę, płód korzysta z zasobów jej organizmu i to matka ponosi największe konsekwencje ciąży.

Nie inaczej – wbrew pozorom – wygląda to w ustawodawstwie polskim. Różny jest tylko zakres „prawa matki”, np. w Polsce, w porównaniu do zdecydowanej większości krajów europejskich, aborcja jest dopuszczana tylko w kilku przypadkach: gdy ciąża jest wynikiem czynu zabronionego (przede wszystkim gwałtu, kazirodztwa), zagraża zdrowiu (fizycznemu) matki lub wiąże się z ciężkim, nieodwracalnym uszkodzeniem płodu. W większości państw europejskich można również przerwać ciążę z powodów społeczno-ekonomicznych lub na życzenie (do wczesnego etapu rozwoju embrionu, najczęściej do 12 tygodnia ciąży).

Nasza konstytucja w artykule 38 głosi, że „Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia”, brak jest jednak informacji o granicach ochrony życia, a co za tym idzie, przepis nie dostarcza odpowiedzi na pytanie o dopuszczalność aborcji. I choć orzeczenie z 1997 r. przypomina, że „(…) życie człowieka w każdej fazie jego rozwoju stanowi wartość konstytucyjną podlegającą ochronie, nie oznacza, że intensywność tej ochrony w każdej fazie życia i w każdych okolicznościach ma być taka sama”.

Orzecznictwo sądowe wyraża podejście zdroworozsądkowe. W przeciwnym wypadku, gdybyśmy uznali, że płód ma takie sama prawa, to musielibyśmy uznać jego odpowiedzialność za śmierć matki, a po poronieniu – wypłacać zasiłek pogrzebowy i wymagać pochówku na cmentarzu (co, na marginesie, potrafi się przytrafić w polskiej rzeczywistości: w niektórych szpitalach wymaga się od matki, która właśnie poroniła płód na wczesnym etapie rozwoju, aby wymyśliła mu płeć i wybrała imię. Być może dla niektórych kobiet jest to jakaś pomoc, dla innych jednak niepotrzebne rozszarpywanie ran i przywiązywanie się emocjonalne do dziecka, które nigdy się nie urodziło).

VI. Oficjalne statystyki a rzeczywistość: skala podziemia aborcyjnego w Polsce

W Polsce aborcja dopuszczona jest w trzech wypadkach:

  1. Zagrożenia życia i zdrowia matki.
  2. Gdy ciąża jest wynikiem czynu zabronionego: przede wszystkim gwałtu lub kazirodztwa.
  3. Gdy płód jest ciężko i nieodwracalnie uszkodzony.

Najczęściej – bo aż kilkudziesięciokrotnie więcej niż w innych przypadkach – przerwano ciążę z powodu ciężkiego i nieodwracalnego uszkodzenia płodu (97% przypadków). Gwałt lub kazirodztwo było przyczyną zaledwie trzech aborcji w 2013 r. (0,4% przypadków).

Powstaje jednak pytanie, na ile te dane odzwierciedlają rzeczywistość. Organizacje pro-choice, m.in. Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny podają, że w Polsce wykonuje się od przynajmniej 100 tys. do 200 tys. aborcji w ciągu roku (ok. 15% z tej liczby dokonywana jest za granicą, w Niemczech, Austrii, Słowacji i w Wielkiej Brytanii). Organizacje pro-life, że 7-13 tys.

Do wyliczeń tych ostatnich można mieć uzasadnione wątpliwości. Cała procedura wykonania legalnej aborcji w Polsce jest na tyle skomplikowana, że niektórzy lekarze sami doradzają pacjentkom, aby wyjechały za granicę. Najtrudniej uwierzyć w wiarygodność danych o aborcji z powodu gwałtu; co roku w Polsce notuje się ok. 4 tys. przestępstw takich jak gwałt, zmuszanie do prostytucji, znęcanie z podtekstem seksualnym czy kazirodztwo – a były lata, że legalnej aborcji nie przeprowadzono wcale! Gdzie podziały się te ciąże? Prawdopodobnie mało która kobieta miałaby ochotę przechodzić całą ścieżkę prawną i medyczną (zeznania, proces itd.) i w konsekwencji usunąć ciążę legalnie w Polsce; szybciej i prościej jest kupić i zażyć pigułkę poronną na wczesnym etapie ciąży, bez konieczności opowiadania policjantom, prokuratorom i innym gremiom, jak do gwałtu doszło.

Po zaostrzeniu prawa aborcyjnego w 1993 r. przerywanie ciąży zeszło do „podziemia”. Tajemnicą poliszynela jest, gdzie można udać się, aby wykonać aborcję. W gazetach i w Internecie nie brakuje ogłoszeń o „wywoływaniu miesiączki”. Początkowo aborcje przeprowadzano wieczorami w tych samych szpitalach, w których w ciągu dnia aborcja na „życzenie” była nielegalna (zresztą, w Polsce aborcja na życzenie nigdy nie była dopuszczalna. W okresie PRL można było przerwać ciążę z powodów społecznych lub ekonomicznych). Cena zabiegu od początku wynosiła mniej więcej jedną średnią pensję krajową, obecnie ceny dochodzą do ok. 4000 zł (w zależności od tygodnia ciąży), co sprawia, że aborcja w podziemiu jest raczej niedostępna dla kobiet słabszych (chorych, inwalidek, upośledzonych) i w gorszej sytuacji ekonomicznej. Polki mieszkające bliżej granicy często wybierają jednak oficjalne placówki medyczne za granicą.

Należy też zwrócić uwagę, że w Polsce niemal aż 30% kobiet przyznaje, że nie stosuje żadnej antykoncepcji, zaś 21% jako metodę antykoncepcji wybiera stosunek przerywany (który przez lekarzy w ogóle nie jest uznawany jako metoda antykoncepcyjna). Tymczasem Polska ma najniższą dzietność w Europie i jedną z najniższych na świecie, statystycznie na jedną kobietę wypada 1,33 dzieci. Gdzie podziała się reszta? Czyżby Polki (i Polacy) nie tylko nie stosowali antykoncepcji, ale i zachowywali przez większą część swojego życia wstrzemięźliwość seksualną?

Co gorsza, znane są przypadki w naszym kraju, w których lekarze, powołując się na „świętość życia płodu”, odmawiali pomocy kobietom ciężarnym w sytuacjach zagrażających ich życiu. Zdarzają się także przypadki, kiedy lekarze nie informowali matek o ciężkim uszkodzeniu płodu, z obawy, że kobieta zdecyduje się na aborcję. W konsekwencji młodzi rodzice nawet nie mogli przygotować się na przyjęcie ciężko lub zgoła śmiertelnie chorego dziecka.

Zatajając informację o chorobie lub upośledzeniu, lekarze potrafią przyczynić się do faktycznej śmierci lub pogłębienia niepełnosprawności noworodka. Jak mówi Joanna Ławicka, terapeutka pracująca z upośledzonymi i ciężko chorymi dziećmi:

W procesie porodu aktywny udział bierze także noworodek. Jeżeli jest słaby, niepełnosprawny – urodzi się dodatkowo z ciężkimi uszkodzeniami okołoporodowymi. Pracuję z takimi dziećmi. Urodzonymi w zamartwicy, z wylewami dokomorowymi, z wywichniętymi rękami… Tych tragedii można uniknąć, jeżeli postępuje się w zgodzie z wiedzą medyczną a nie ideologią.

VII. Nawet Kościół nie zawsze był przeciwnikiem aborcji

Jeszcze do niedawna księża najczęściej odmawiali wyprawienia pochówku płodom, ponieważ, jak sami twierdzili, to jeszcze nie są ludzie (na szczęście to w ostatnich latach się zmieniło). Stanowisko Kościoła katolickiego nie było szczególnie konsekwentne.

Zgodnie z obecną doktryną Kościoła katolickiego wszyscy ludzie, wliczają w to ludzkie zygoty, zarodki i płody, są osobami. Jednak przekonanie, że zarodek lub płód jest człowiekiem od samego początku (gdzie i kiedykolwiek by on nie był), jest stosunkowo nowe; przez wiele stuleci dominowało inne stanowisko.

Choć zawsze istnieli teolodzy, którzy uważali płód za istotę ludzką od chwili poczęcia, to przez wiele wieków stanowili oni mniejszość, gdyż większość teologów i przedstawicieli papiestwa uważała, iż uczłowieczenie płodu dokonuje się później (od 6 do 12 tygodnia po zapłodnieniu). Według II Soboru Nicejskiego w przypadku zarodka męskiego dusza wciela się dopiero 40 dni po zapłodnieniu, a w przypadku żeńskiego po 80 dniach. Podsumowując, wg Kościoła embrion był tym, co się „dopełnia”, jest w trakcie procesu uczłowieczania i dopiero stanie się człowiekiem, zyskując także nieśmiertelną duszę.

Kościół katolicki rozróżniał ciężar grzechu aborcji przed tym terminem i po nim. Zarówno w Starym, jak i w Nowym Testamencie nie ma wzmianki o tym, że zabicie płodu równa się zabiciu człowieka; życie płodu jest traktowane jako mniej ważne niż życie dorosłego człowieka.

Dopiero w 1869 roku papież Pius IX zabronił aborcji w całym okresie ciąży, w tym także preembrionalnym. Jednym z powodów było zbawienie duszy nienarodzonego; uznanie, że embrion ma duszę od samego początku prowadziło do konkluzji, że należy zrobić wszystko, aby dziecko się urodziło i zostało ochrzczone. W tej optyce życie kobiety – osoby już ochrzczonej – było drugorzędne, ponieważ kobieta już otrzymała swoją szansę na zbawienie poprzez chrzest. Radykalnie antyaborcyjne stanowisko Watykanu liczy sobie nie 2 tysiące, ale 147 lat, a prawdę mówiąc, najbardziej tę kwestię zaczęto eksponować za pontyfikatu Jana Pawła II.

W Starym Testamencie zawarto przykazanie: Nie zabijaj. Od tysiącleci traktowane jest wybiórczo, nie tylko przez wiernych, ale i przez sam Kościół. „Nie zabijaj” nie stanęło na przeszkodzie w zorganizowaniu krucjat, polowań na czarownice, wymordowaniu heretyków. Jak do „nie zabijaj” ma się obecność chrześcijańskich kapłanów w wojsku – kapelanów? A czy „nie zabijaj” nie odnosi się także do osób, które każą matce „poświęcić” swoje życie w imię wydania na świat dziecka lub zmuszają dziewczynkę do donoszenia ciąży?

VIII. „Obrońcy życia” a zwykła hipokryzja

„Obrońcy życia” zaczynają i kończą „dyskusję” zawsze tym samym argumentem: najważniejsze jest życie. W tej kwestii można mieć jednak uzasadnione wątpliwości, ponieważ:

  1. Życie kobiety się dla nich nie liczy. Poseł Dominik Tarczyński zapytany o los zgwałconych kobiet, które już są przecież ofiarami, a zmuszanie ich do rodzenia dzieci z gwałtu dodatkowo je upokarza, odparł: – A co z dzieckiem? Mają być dwie ofiary gwałtu? Jest jedna.
  2. Ciąża z wadami stanowi zagrożenie dla życia kobiety (obumarcie płodu w macicy lub odejście niesie realne i bardzo poważne zagrożenie powikłaniami mogącymi spowodować śmierć matki).
  3. Ciąża w zbyt wczesnym etapie życia stanowi śmiertelna zagrożenie dla dziewczynki.

Łatwiej jest zakazać aborcji w ustawie, niż przeciwdziałać temu zjawisku na co dzień. W Polsce nie ma dobrej edukacji seksualnej, a i tak środowiska „pro-life” postulują jej dalsze ograniczanie. Jednocześnie wskazują na grzech, jakim jest stosowanie antykoncepcji, czyli jednej z dwóch najskuteczniejszych metod zabiegania niechcianej ciąży (drugim jest abstynencja seksualna).

Kobieta, która zaszła w nieplanowaną ciążę i rozważa jej przerwanie, jeśli nie ma wsparcia najbliższych osób, jest w gruncie rzeczy pozostawiona sama sobie: w przeciwieństwie do mieszkanek krajów zachodnich, np. Niemiec, nie ma łatwego dostępu do psychologa, grup wsparcia czy personelu medycznego. Zabezpieczenie socjalne ze strony państwa – np. w przypadku utraty pracy – również jest mizerne. Jakie jest tego sens?

Wszystko to prowadzi do niezbyt optymistycznych wniosków, że oprócz „życia” liczy się coś jeszcze, a mianowicie – władza.

Kobiety są „winne”

Organizm gorszego sortu [kobiety] – cytat z forum o autorce posta na Facebooku.

Być może niezamierzonym, ale w zasadzie niemożliwym do uniknięcia efektem narracji tzw. „obrońców życia” jest uczynienie z każdej kobiety-matki potwora czyhającego na życie „niewinnego” dziecka. W postulatach „obrońców życia” kobieta powinna być pilnowana na każdym kroku, ponieważ nie ma ona uczuć ani sumienia i może zagrażać swojemu „dziecku poczętemu”. Dodatkowo kobietom, które popierają prawo do aborcji i dopuszczają to rozwiązanie, życzy się, aby nigdy nie miały dzieci, bo – w domyśle – z pewnością je skrzywdzą.

Oczekiwaną postawą wobec kobiety noszącej śmiertelnie chore dziecko lub samej będącej w ciężkim stanie jest wytrwanie w ciąży, choćby rezultatem miałaby być śmierć matki lub dziecka. Nikt nie pyta o los już urodzonych dzieci, które zostaną bez matki lub które popadną w ubóstwo, gdy matka z powodu ciąży lub problemów zdrowotnych spowodowanych ciążą nie będzie mogła zapewnić im bytu. Zapomina się, że dojrzała kobieta może jeszcze urodzić inne dzieci, ale dziecko matkę ma tylko jedną. Ci, którzy oczekują od kobiet poświęcenia i bohaterstwa, nie wymagają podobnej postawy od siebie (i jest wielce prawdopodobne, że nie wymagaliby tego od swojej żony, córki czy wnuczki). Kobieta zgwałcona wedle tej narracji musi urodzić, ponieważ „dziecko nie jest niczemu winne” (a czemu winna jest matka?).

Tymczasem „obrońcy życia” zapominają, że do takich postaw można zachęcać (jest to jednak wątpliwe moralnie), ale z pewnością nie przymuszać, motywacja bowiem musi wypływać z wewnętrznych przekonań każdego człowieka. Kobieta musi sama, bez żadnych zewnętrznych nacisków, podjąć suwerenną decyzję, czy chce donosić ciążę i ponieść wszystkie tego konsekwencje. Trudno pojąć, jak można być tak aroganckim, żeby uznawać, że ma się prawo coś jej narzucać, ignorując zupełnie jej doświadczenie, mądrość, emocje i sumienie.

Rumpa, wpis z forum:

A ja chcę zwrócić uwagę na inny problem – w naszym kraju setki ludzi umierają, są kalekami podłączonymi do maszyn, ślepną z powodu braku dawców. Należy stworzyć centralny rejestr DNA i gdy pojawia się potrzeba – wzywać jednostkę z pasującym DNA do obowiązkowego oddania nerki, kawałka wątroby – bo nie cała jest potrzebna przecież, odrodzi się z kawałka, jednej siatkówki czy tam czego – z jednym okiem też można żyć, a inną osobę wyciągnie się z ciemności, skóry, szpiku, kości, ręki, stopy, czego tam jeszcze się da, a co nie zabije dawcy, okaleczenie akceptujemy, bo życie jest ważniejsze od zdrowia, prawda? więc żądne egoistyczne kwilenie o komforcie czy możliwościach życiowych dawcy nie powinno być brane pod uwagę, to czyste wygodnictwo i egoizm.

Użytkownik forum ironicznie zwraca uwagę na to, że gdyby żądania wysuwane pod adresem kobiet w wieku rozrodczym rozciągnąć na całe społeczeństwo – a tak powinno być, jak wszyscy, to wszyscy – mielibyśmy do czynienia z niemałym absurdem. A jednak gdy chodzi o kobiety, żądanie poświęcenia zdrowia, życia, komfortu niektórym wydaje się być czymś moralnym i wręcz pożądanym.

IX. Tragedie osamotnionych i upośledzonych dzieci

Na straszny los dzieci głęboko upośledzonych lub z ciężkimi wadami rozwojowymi „obrońcy życia” mają jedną receptę: niech państwo się nimi zajmie. Ale państwo to my i tutaj należy postawić pytanie: dlaczego w Polsce NIGDY nie powstała lista chętnych do zaopiekowania się takimi dziećmi? Choćby jednym. Dlaczego?

Trudno nie odnieść wrażenia, że w Polsce to „życie urodzone” już się po prostu nie liczy. Dzieci ciężko upośledzone mają małą szansę na adopcję, warunki ich życia w ośrodkach są często straszne i wcale nie wynika to tylko z braku pieniędzy. Można – gdyby któryś z naszych polityków na poważnie zajął się kwestią „ochrony życia”, a ogół Polaków chętnie przyklasnąłby wyższym nakładom na opiekę socjalną – zapewnić pieluchy, jedzenie, nowoczesne meble i multum zabawek w takich ośrodkach, ale nikt dziecku, zwłaszcza małemu, nie może dać koniecznej dla jego prawidłowego rozwoju ciepła, miłości i codziennej troski, kompleksowo dbać o jego rozwój, o wiele przecież trudniejszy niż osoby w pełni sprawnej i zdrowej. Nikt nie będzie w stanie chronić go przez całą dobę. W ośrodkach zdarzają się gwałty i wykorzystywanie seksualne na dzieciach upośledzonych dokonywane przez inne upośledzone dzieci. Dzieci cierpią i czują się samotne. Wiele z nich ma myśli samobójcze.

Badania z 2005 r. pokazują, że wychowankowie domów dziecka doświadczają wykorzystywania seksualnego częściej niż ich rówieśnicy spoza placówki. Współżycia seksualnego pod przymusem doświadczył niemal co dziesiąty wychowanek domu dziecka. Również co dziesiąty wychowanek deklaruje, iż przed ukończeniem 15.r.ż. współżył seksualnie z osobą dorosłą. 12% z nich miało wtedy mniej niż 7lat.

Z tego też powodu większość matek nigdy nie decyduje się na oddanie dziecka do ośrodka. Państwo i inne organizacje, również te „chroniące życie”, zostawia je samym sobie. Dostęp do nowoczesnych terapii farmakologicznych, do fizjoterapii, do pomocy wykwalifikowanych pielęgniarek, do sprzętu, do darmowych pieluch jest w Polsce iluzoryczny. Cierpią na tym całe rodziny, cierpią fizycznie i psychicznie i dzieci, i matki. Brak pomocy ze strony państwa zmusza kobiety do porzucenia pracy i poświęcenia całego życia na pielęgnację chorego dziecka. Pół biedy, jeśli trudna sytuacja nie przerośnie ojca dziecka i w rodzinie jest choć jedna osoba pracująca zawodowo. W rzeczywistości znakomita większość samotnych rodziców z niepełnosprawnym dzieckiem to kobiety, mężczyźni bowiem w takich sytuacjach często porzucają rodzinę.

A co z dziećmi, które po urodzeniu cierpią aż do ciężkiej, bolesnej śmierci? Przeciwnicy aborcji z powodu uszkodzeń płodu argumentują, że nawet ciąże z wadą letalną należy donosić, gdyż jest to wyrok boski, a poród daje szanse na przeżycie żałoby i pożegnanie się ze swoim dzieckiem, które aborcja rzekomo zabiera. Co ciekawe, przeciwko tym tezom występują sami lekarze, zwracający uwagę na pewien nieporuszany w tej narracji fakt: płód jest zdolny do odczuwania bólu, być może już od 25 tygodnia ciąży. Nim się więc urodzi, dziecko ze śmiertelną chorobą może po prostu cierpieć (w zależności od schorzenia), a fakt, że jest w brzuchu matki, przed bólem wcale go nie chroni.

Są schorzenia wyjątkowo bolesne i choć niektórzy zapewniają, że po narodzinach można takie dziecko znieczulić, to co z poprzednimi miesiącami w brzuchu? A jak długo można znieczulać tak ciężko chore dziecko? Co wtedy, gdy terminalnie chore dziecko żyje pół roku i bardzo cierpi? Każdy wie, że możliwości ograniczenia bólu są w takiej sytuacji znikome (choćby ze względu na łatwość wkłucia się w żyłę). Czy to są rzadkie sytuacje? Niestety, wcale nie. Naprawdę jakikolwiek Bóg tego chciał? A człowiek?

Podsumowanie: kobiety powinny mieć prawo do wyboru

Wbrew temu, co często zarzucają „obrońcy życia” zwolennikom wyboru, ci ostatni wcale nie „popierają aborcji”. Jednych i drugich można nazwać przeciwnikami aborcji, jednak postawa osób przyznających kobietom prawa do wyboru wydaje się opierać nie na zaklinaniu rzeczywistości, lecz na rozsądnym podejściu do problemu. Przerwanie ciąży jest w tej optyce rozwiązaniem ostatecznym i środowiska pro-choice wdrażają różne pomysły na to, aby nieplanowanych ciąż było jak najmniej, czemu zapobiegać ma edukacja seksualna i łatwy dostęp do antykoncepcji (których to sposobów zakazują niektóre środowiska „pro-life”).

Zwolennicy prawa do wyboru rozumieją również, że w życiu zdarzają się takie sytuacje, w których zdeterminowana kobieta i tak ciążę usunie. Dostęp do legalnej aborcji ma sprawiać, żeby nie narażała przy tym swojego życia i zdrowia, oraz, równocześnie, usuwać patologie z funkcjonowania systemu medycznego i prawa (odmawianie wykonania badań w przypadku podejrzenia ciąży z wadami, odsyłanie do prywatnego gabinetu itd.). Środowiska pro-choice postulują możliwość przerwania ciąży do 12 tygodnia, nim płód się rozwinie.

Tak się składa, że i zwolennicy wyboru są „za życiem”; wiedzą oni jednak, że na pierwszym miejscu powinno znaleźć się życie osoby już urodzonej, kobiety-matki, i to prawa kobiety są w tym ujęciu ważniejsze. Pamiętają także, że „życie” nie kończy się tuż po urodzeniu i że należy brać pod uwagę warunki, w jakich dziecko będzie egzystować.

Źródła:

Duża książka o aborcji, Szczuka K., Bratkowska K, Wydawnictwo Czarna Owca, 2011 r.

Aborcja? No to zacznijmy debatę, Środa M., 2011 r. (artykuł)

Czysto etycznie o aborcji, Martyniuk M, 2010 r.

Dopuszczalność aborcji w różnych sytuacjach – komunikat CBOS BS/100/2010 (PDF)

Jestem za PRAWEM do aborcji. Co to znaczy? Ilnica V., 2011 r. (artykuł)

Prolajferzy też chcą zabijać, Karczmarewicz S., 2016 r. (artykuł)

Aborcja w czasach Chrystusa, Jaworowski Z., 2007 r. (artykuł)

Dzieci poronione mają prawo do godnego pogrzebu – wywiad z ks. Aleksandrem Sobczakiem

Dodaj komentarz

13 komentarzy do "Argumenty pro-choice: dlaczego kobiety powinny mieć wybór w sprawie aborcji?"

avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Atia
Gość

Bardzo dużo z podanych powyżej „argumentów ” jest śmiesznych. Jakoś mnie moja mama nauczyła że jak idę z facetem do łóżka to muszę się liczyć z tym że pomimo zabezpieczeń może się to skończyć ciążą. I jakoś nie musiałam uprawiać seksu jak tylko mnie chcica poniosła….
Po drugie od jakiegoś czasu powtarzam:
A co jeśli sytuacja kobiety (ekonomiczna, rodzinna itp itd…) się zmienia jak dziecko już ma kilka miesięcy, to wtedy też może je zabić?
Jeśli kobieta już zaszła w ciążę to powinna mieć odwagę cywilną sprostać zadaniu.
Kolejny z „argumentów „”embrion nie czuje bólu „…..kiedyś operowano niemowlęta bez znieczulenia bo podobno też nie czuły bólu. Teraz ludzie się za głowy łapią jak im się mówi że małe już urodzone dziecko nie czuje bólu. Nie ma jak tego sprawdzić co czuje embrion.
Mówi się że serce dziecka bije dopiero koło 8 tygodnia, a ostatnie doniesienia naukowców mówią o tym że serce dziecka zaczyna bić już 16 dni od zapłodnienia.
Jeśli ktoś nie jest gotowy na bycie matką to albo nie jest gotowy na seks, albo może poddać się sterylizacji.

Beata
Gość

Wiesz co, siedzę od 10 minut z chęcią odpisania Ci, ale co chwile opadają mi ręce. Nie da się merytorycznie odpowiedzieć na taki stek bzdur, bo cała publikacja, pod którą się wpisałaś, jest odpowiedzią na Twoją infantylną wypowiedz.

kometax
Gość

Odczuwanie bólu nie ma nic wspólnego z biciem serca tylko stopniem rozwoju mózgu. Płód zaczyna być zdolny do odczuwania bólu pod koniec drugiego trymestru i żadne kwilenie o bijących seduszkach tego nie zmieni.

Pro_chocie
Gość

W 2010 raporty zamówione przez Departament Zdrowia Wielkiej Brytanii stwierdzają, że „przed upływem siódmego miesiąca ciąży płód znajduje się w stanie stałego braku przytomności, przypominającego sen lub narkozę oraz, że jest widoczne, że połączenia nerwowe z korą mózgową są nierozwinięte, a ponieważ większość neurochirurgów wierzy, że kora mózgowa jest niezbędna do odczuwania bólu, można wnioskować, że płód nie może odczuwać żadnego bólu do tej fazy rozwoju”. Tyle w temacie odczuwania bólu. Co do sterylizacji – w Polsce jest nielegalna.

Proszę najpierw się pewnych rzeczy dowiedzieć, a potem się wypowiadać. Pozdrawiam!

Duża Mi
Gość

„moja mama nauczyła że jak idę z facetem do łóżka to muszę się liczyć z tym że pomimo zabezpieczeń może się to skończyć ciążą. I jakoś nie musiałam uprawiać seksu jak tylko mnie chcica poniosła” wedle tego ewidentnie widać, że w ogóle artykułu nie przeczytałaś, więc się tylko zbłaźniłaś 😀

asmira
Gość

Właśnie nie można się poddać sterylizacji. Mężczyzna może poddać się wazektomii ale, realnie, który się na to zdecyduje? Kobieta może zostać poddana zabiegowi podwiązania jajowodów tylko w sytuacji, w której byłby to element leczenia. Realnie – nigdy. Lekarze nie chcą za pieniądze tego zabiegu wykonywać, a jak już ktoś go dokona, żeby ratować życie kobiety, którą kolejna ciąża by zwyczajnie zabiła, to potem muszą się gęsto tłumaczyć.
Jeszcze jeden problem. Nie wszyscy rodzice rozmawiają z dziećmi na temat seksu i zabezpieczeń, nie ostrzegają ich o chorobach wenerycznych, a w szkole to tylko klepanie pacierza i mówienie o abstynencji i kalendarzyku. I czego są te osoby winne? W internecie prędzej znajdą porno które wyjaśnia te sprawy od strony technicznej, ale nie wyjaśni powikłań ciążowych.

Tabi
Gość

Beata – dokładnie. Cały powyższy artykuł jest odpowiedzią na komentarz Atii. Jak nie zrozumiała albo nie przeczytała za pierwszym razem to już nie ma szans.

Monika z Krakowa
Gość

Świetny artykuł podsumowujący. Jedyne co mnie zastanawia to: „Ciąża z wadami stanowi zagrożenie dla życia kobiety (obumarcie płodu w macicy lub odejście niesie realne i bardzo poważne zagrożenie powikłaniami mogącymi spowodować śmierć matki).” Odejście czego/kogo?
Dobrze, że jest wypunktowana zmiana podejścia kk w kontekście mojających lat: „Radykalnie antyaborcyjne stanowisko Watykanu liczy sobie nie 2 tysiące, ale 147 lat, a prawdę mówiąc, najbardziej tę kwestię zaczęto eksponować za pontyfikatu Jana Pawła II.”

Warto dodać, że kolejny sadystyczny projekt chce zakazac nawet antykoncepcji.

ehhh
Gość

Uznanie, że embrion to człowiek od momentu zapłodnienia nie wynika z dogmatów religijnych. Sam jako agnostyk i absolwent studiów medycznych uważam, że nie można wskazać innego „punktu” w rozwoju embrionu, który by można było uznać za „uczłowieczający”. Zygota posiada pełen, unikatowy zestaw genów, w odróżnieniu do 23-chromosomowych komórek rozrodczych i może rozwinąć się w embrion i płód. Zapłodnienie jest jedynym sensowym punktem za które można uznać początek człowieka. Nie rozumiem w jaki sposób fakt dużej ilości poronień miałby zmieniać naturę embrionu.

I taki pogląd, którego nie zmienię póki nikt mi nie pokaże bardziej uzasadnionego momentu powstania człowieka, powoduje że reszta argumentów wymięka. Analogicznie nie odbiorę życia człowiekowi pod narkozą, bo może mi to przynieść jakąś korzyść, bo dzięki temu mógłbym w jakiś sposób uniknąć cierpienia, bo JA uważam, że lepiej mu będzie umrzeć niż się obudzić. Poszanowanie czyjegoś życia to wartość na której zbudowano tą cywilizację i warto się jej trzymać.

Natomiast aborcja z powodu zagrożenia życia matki to jak dla mnie dramat, ale moralnie znajdujący uzasadnienie, ponieważ przeciwstawiamy sobie życie najczęściej przeciwko dwóm życiom.

Piotr Bienias
Gość

Nie zgadzam się z wymową artykułu. Przede wszystkim kłamstwem jest, że obrońcy życia stawiają życie dziecka ponad życiem matki. Odrzucony projekt Ordo Iuris podpisany przez niecałe pół miliona z nich dawał prawo leczenia matki także kosztem dziecka. Niezależnie od poprawności legislacyjnej taka była intencja.

Nie jest też prawdą, że za początek ludzkiego życia jego obrońcy uznają moment poczęcia. Część na pewno, ale to uproszczenie. Wielu po prostu uznając, że nauka nie wie, kiedy poczyna się człowiek, nie chce ryzykować jego zabicia.

Argumenty religijne z całym szacunkiem dla rozmówców uważam jako historyk za śmieszne. Kiedyś Kościół twierdził też, że ziemia jest płaska i co z tego? Podobnie należy traktować naukową część poglądów sprzed 1869 r. Wartość zachowują jedynie twierdzenia teologiczne. Poza tym wśród obrońców życia są też ateiści i osoby innych niż katolickie wyznań. Także wielu katolików przekonują bardziej argumenty niereligijne przeciw aborcji.

Paskudnym kłamstwem jest opinia, jakoby obrońcy życia nie interesowali się trudną sytuacją matek. Funkcjonują okna życia, kościelne instytucje pomocy matkom i dzieciom, fundacje itd. Projekt Ordo Iuris miał zobowiązać też państwo do pomocy matkom. Po jego odrzuceniu PiS dalej deklaaruje taką chęć, ale nie wiadomo, co z tego wyjdzie. Nawet 500 plus jest formą wsparcia. Był to jeden z powodów przyjęcia programu. Przez to jeśli dobrze pamiętam, jak sam mówił, głosował „za” poseł Marek Jakubiak z Kukiz 15, generalnie przeciwny formie programu. Wiem – to wciąż za mało – ale przynajmniej zawsze coś.

Pytam natomiast, ile punktów pomocy matkom czy okien życia prowadzą środowiska „pro choice”. Jedynymi pojawiającymi się w publicznej debacie pomysłami większości z nich są: aborcja i edukacja seksualna. A może poruszone w tekście problemy dałoby się jakoś rozwiązać równolegle z zakazem aborcji? Takich analiz ze strony „pro choice” nie widziałem. Nie mówiąc już o tym, że i w tych środowiskach są patologie podobnej rangi, jak te z artykułu. Część z nich to po prostu aborcyjny biznes, faktyczni zwolennicy aborcji. Oni na tym zarabiają, a dodatkowo sprzedają organy zabitych dzieci. Kobiety wykorzystują jako „pożyteczne idiotki”, bazując na ich obawach, stereotypach i kłamstwach.

Dorosła kobieta powinna ponosić odpowiedzialność za swoje czyny. Wiedza, że antykoncepcja nie działa w 100 % jest chyba powszechna. Dlatego uprawiając seks ludzie powinni zatem liczyć się z dzidziusiem. Kobieta powinna więc go urodzić, a mężczyzna – zająć się albo płacić alimenty. W ustawowych wyjątkach mogę po ludzku zrozumieć kobietę, chociaż tych wyjątków nie popieram. Ale zabijanie dla przyjemności z seksu albo samego komfortu to naprawdę odrażający egoizm.

Straszenie rodzeniem „potworków” to manipulacja działająca na emocje kobiet. 90% eugenicznych aborcji to zabójstwa dzieci z zespołem Downa. A prawo dotyczy wszystkich. Wszystkich przypadków nie obejmie obejmieza to nigdy. Stąd też możliwość odstąpienia od kary przez sąd w odrzuconym projekcie.

Środowiska „pro choice” pomijają też dwie bardzo ważne kwestie: prawa ojca i dziecka. „Broniąc” życia kobiet, jednocześnie nie zwracają uwagi na życie dziewczynki w brzuchu matki. To nielogiczne. A może ojciec chciałby się nią zająć, ale matka nie chce z jakiegoś powodu urodzić?

Dziękuję za przeczytanie do końca tej długiej wypowiedzi. Może nie jestem ekspertem w tej sprawie, ale jako że lepsi na razie się tu nie objawili, jestem gotów na dalszą dyskusję, ale na spokojnie, bez grania na emocjach i argumentów ad personam. Chodzi o życie ponad 1800 dzieci (wg danych na 2015 r.).

bio
Gość

,,A może ojciec chciałby się nią zająć, ale matka nie chce z jakiegoś powodu urodzić?” Gdyby ojciec mógł wziąć na siebie obowiązek urodzenia jej, to proszę bardzo.

Dawid
Gość

Przeczytałem wszystkie trzy artykuły na temat aborcji i bałem się, że będę sobie włosy z głowy rwał czytając fanatycznie religijną argumentację pro-life. Okazało się jednak, że to argumenty z powyższego artykułu są w większości idiotyczne bądź nastawione na chamskie zdyskredytowanie opozycji.
Szczególnie denerwujące to, że kobiety są tu przedstawiane jako bezmyślne idiotki niezdolne do analizowania, przewidywania i rozwiązywania problemów. Mężczyźni natomiast to nieodpowiedzialni tchórze. W tej sytuacji chyba najlepszym rozwiązaniem będzie całkowita eksterminacja ludzkości, ponieważ postępujące zidiocenie gatunku nie rokuje dobrze.
Przeważnie staram się być po środku, ale jeżeli ten artykuł rzetelnie obrazuje sposób myślenia pro-choice to ja od dzisiaj jestem pro-life.

wpDiscuz

Polecane artykuły i koncepty