• >>
  • Pozostałe
  • >>
  • CETA – szanse i zagrożenia umowy handlowej z Kanadą. Czy powinniśmy się jej obawiać?

CETA – szanse i zagrożenia umowy handlowej z Kanadą. Czy powinniśmy się jej obawiać?

Umowa CETA z Kanadą - analiza szans i zagrożeń

CETA, termin jeszcze niedawno zupełnie większości Polaków nieznany, dziś budzi mieszane uczucia, a niekiedy i ogromne kontrowersje. Europejczycy boją się dyktatu wielkiego kapitału oraz niekontrolowanego napływu żywności GMO. Umowa o wolnym handlu z Kanadą została jednak zatwierdzona przez Radę Unii Europejskiej. Przyjrzeliśmy się temu tematowi i wyjaśniamy, czym jest umowa CETA, jakie zagrożenia i szanse niesie.

Czym jest CETA?

Pod terminem CETA kryje się „Kompleksowa umowa gospodarczo-handlowa” (Comprehensive Economic and Trade Agreement between the EU and Canada), którą ma zawrzeć Unia Europejska z Kanadą.

W dużym uproszczeniu jest to umowa o wolnym handlu z Kanadą. Po jej wprowadzeniu między UE a Kanadą mają zniknąć niemal wszystkie cła importowe. W skrócie przedstawia się to następująco:

  • zniesione zostanie niemal 100% ceł na wszystkie towary przemysłowe (z wyjątkiem kilku określonych typów pojazdów, zarówno po jednej, jak i po drugiej strony umowy);
  • zniknie ok. 91% ceł na europejskie produkty rolne;
  • zachowane zostaną czasowe lub stałe cła na towary uznane za wrażliwe – do tej grupy zostały zakwalifikowane m.in. niektóre produkty rolne i żywnościowe. Skutkuje to obłożenie ich siedmioletnim okresem znoszenia ceł (najdłuższy okres, jaki przewiduje umowa) lub zupełnym wykluczeniem z liberalizacji. W tej drugiej grupie znajdujemy m.in. mięso indycze, mięso drobiowe, jajka i produkty z jajek. Siedmioletnie cła obejmą mięso wołowe, wieprzowe oraz m.in. pszenicę. Unia zatrzymuje również system cen wejścia na wybrane warzywa i owoce importowane z Kanady.

Sam dokument liczy ok. 1600 stron, z czego dużą część zajmują różnego rodzaju szczegółowe wykluczenia i obwarowania. Link do oryginalnej wersji umowy można znaleźć tutaj, a do polskiego tłumaczenia pod tym adresem.

Droga do CETA

Prace nad umową trwały ponad siedem lat, od 2009 r. W sierpniu 2014 r. zakończono negocjacje, od tego czasu weryfikowano umowę pod kątem prawnym i tłumaczono na poszczególne języki narodowe. W lipcu bieżącego roku Komisja Europejska oficjalnie przedstawiła Radzie Unii Europejskiej dokumenty dotyczące podpisania, zawarcia i tymczasowego stosowania umowy. CETA miała zostać podpisana i zatwierdzona 27 października 2016 r., na razie tylko w wersji tymczasowej, dotyczącej części handlowej, jednak sprzeciw jednej z prowincji Belgii – Walonii – sprawił, że podpisanie umowy przesunęło się o kilka dni. Głos Walonii, podobnie jak pozostałych belgijskich regionów, był niezbędny do podjęcia wiążącej decyzji przez Belgię. Walonia zmieniła swoje stanowisko po kilku dniach, właśnie 27 października, co dało „zielone światło” dla CETA w całej Wspólnocie. Ostatecznie umowa podpisana została 30 października 2016 r.

Jednomyślność była tak ważna, ponieważ ostateczna część inwestycyjna i wejście w życie całej umowy wymagała decyzji RE, Parlamentu Europejskiego oraz ratyfikowania przez wszystkie państwa członkowskie Wspólnoty (proces ten ma trwać od 2 do 3 lat); jeżeli jedno państwo nie ratyfikowałoby CETA, umowa w ogóle nie weszłaby w życie.

Kalendarium prac nad CETA podsumowuje poniższa tabelka:

Październik 2008Publikacja oceny skutków CETA: „Ocena kosztów i korzyści bliższej współpracy gospodarczej między UE i Kanadą”
Maj 2009rozpoczęcie negocjacji UE-Kanada
Sierpień 2014zakończenie negocjacji UE-Kanada
Wrzesień 2014treść umowy podana do wiadomości publicznej
 Luty 2016publikacja umowy zweryfikowanej pod kątem prawnym (umowa przetłumaczona na wszystkie języki UE); wprowadzenie do umowy nowego sądu inwestycyjnego (ICS) w miejscu wcześniej wynegocjowanego arbitrażu (ISDS)
Lipiec 2016Przedstawienie przez KE projektów decyzji Rady ws. podpisania, tymczasowego stosowania i zawarcia CETA. Uznanie przez KE CETA za umowę mieszaną
23.09.2016nieoficjalny szczyt w Bratysławie ministrów krajów UE- decyzja o tymczasowym wdrożeniu umowy
06.10.2016głosowanie w polskim parlamencie nad trybem ratyfikacji CETA; decyzja: Sejm będzie ratyfikował CETA większością 2/3 głosów  (za 326 posłów, przeciw 90, 11 wstrzymało się)
18.10.2016posiedzenie Rady Unii Europejskiej/ głosowanie w Parlamencie Europejskim- brak porozumienia w sprawie CETA (sprzęcie Walonii)
27.10.2016pierwszy termin podpisania umowy wstępnej i wejścia w życie części handlowej umowy – odroczone; Walonia cofa swój sprzeciw wobec CETA
30.10.2016podpisanie umowy po decyzji Rady Europejskiej, Parlamentu Europejskiego i ratyfikacje przez poszczególne parlamenty krajów UE (szacuje się, że potrwa to ok. 2/3 lat)
15.02.2017Parlament Europejski zagłosował za przyjęciem CETA
21.09.2017W życie wchodzi część handlowa umowy CETA

W imieniu państw członkowskich UE umowę podpisuje Rada Unii Europejskiej, zgodnie z traktatem o funkcjonowaniu Wspólnoty, jednak procedura wymaga, aby CETA ratyfikowana została przez parlament każdego kraju członkowskiego.

Z ratyfikowanej umowy CETA państwo wspólnotowe nie może się wycofać; aby to zrobić, musiałoby opuścić Unię Europejską. O zmianie warunków umowy już po jej wejściu w życie będzie decydować Wspólny Komitet CETA (z przedstawicielami UE i Kanady), który ma monitorować wdrożenie, funkcjonowanie i wpływ CETA.

Czemu ma służyć CETA?

Celem wprowadzenia umowy CETA jest utworzenie wspólnej przestrzeni gospodarczej i wzmocnienie rozwoju gospodarczego oraz pobudzenie handlu. CETA, m.in. poprzez zniesienie ceł, ma sprawić, że oba rynki – kanadyjski i europejski – staną się bardziej przewidywalne dla inwestorów, co w konsekwencji powinno stymulować inwestycje, wzmocnić stosunki gospodarcze oraz tworzyć nowe miejsca pracy.

Umowa nie tylko znosi cła, ale likwiduje również ograniczenia w dostępie do zamówień publicznych, otwierając rynek usług. Dzięki temu zabiegowi np. polskie firmy będą mogły wygrywać przetargi na usługi, dostawy czy roboty budowlane zlecane w Kanadzie (odwrotny scenariusz stanie się oczywiście także możliwy).

Jednym z założeń CETA jest także zapobieganie nielegalnemu kopiowaniu innowacji oraz produktów tradycyjnych pochodzących z UE.

CETA ma także zastąpić inne, bilateralne umowy, które kraje współczesnej UE podpisywały z Kanadą na przestrzeni ostatnich dekad. Z punktu widzenia rządu polskiego CETA jest korzystniejsza niż obecnie obowiązująca umowa BIT (o wzajemnym popieraniu i ochronie inwestycji), którą CETA zastąpi. Tamta umowa z 1990 r. podpisywana była w zupełnie innej sytuacji gospodarczej; Polska, de facto będąca bankrutem, ledwo co włączyła się do świata wolnego rynku. Aby przyciągnąć zagraniczny kapitał, nasz kraj poszedł na wiele ustępstw, z dzisiejszego punktu widzenia – nieatrakcyjnych. Chodziło jednak o przekonanie zagranicznych inwestorów, że w Polsce można i warto inwestować i nie wiąże się to z ryzykiem. Obecnie nasza sytuacja i gospodarcza, i polityczna jest stabilna, a nasza pozycja negocjatora, jako kraju członkowskiego UE – nieporównywalnie mocniejsza niż 26 lat temu.

Co w praktyce ma przynieść umowa handlowa z Kanadą?

Zniesienie ceł i innych barier to pierwszy krok na drodze do rozwoju gospodarczego. Twórcy CETA spodziewają się, że obu stronom umowa przyniesie konkretne korzyści. Jak podaje polskie Ministerstwo Rozwoju, CETA pozwoli stworzyć bardzo korzystne warunki eksportu dla europejskich firm produkujących żywność przetworzoną, czyli np. przetwory z owoców i warzyw, wyroby cukiernicze, makarony itp., ale także wina i inne alkohole, których dostępność i sprzedaż była do tej pory regulowana w Kanadzie na poziomie nie ogólnokrajowym, ale poszczególnych prowincji. Ministerstwo prognozuje, że z wprowadzanych rozwiązań skorzystają także polskie firmy działające w branży meblarskiej, chemii gospodarczej, tworzyw sztucznych itd. (więcej znajdziesz na stronie Ministerstwa).

Co równie istotne, dla importerów z Europy zniesione zostaną cła na surowce z Kanady, potrzebne europejskiemu przemysłowi. W przypadku importu zza Atlantyku wysokie standardy europejskie mają zostać utrzymane, a produkty kanadyjskie będą musiały spełniać europejskie normy.

O CETA słyszy się, że nie jest to „zwyczajna” umowa gospodarcza. Jest w tym sporo racji, gdyż porusza się w niej wiele kwestii istotnych w punktu widzenia społeczeństw, państw i demokracji. CETA zakłada pełne zachowanie wysokich norm unijnych dotyczących bezpieczeństwa żywności oraz praw pracowniczych (jednak istnieje potencjalne zagrożenie obniżenia tych norm poprzez ujednolicone procedury testowania żywności). Gwarantuje, że rozwój gospodarczy nie może odbywać się kosztem demokracji, praw pracowników, środowiska czy zdrowia ludzkiego. Umowa pozostawia państwom prawo do podnoszenia standardów środowiska czy pracy, nawet jeśli działanie to będzie niekorzystne dla inwestorów. Jak zaznacza Ministerstwo Rozwoju, kanadyjscy inwestorzy i usługodawcy zobowiązani są do przestrzegania regulacji obowiązujących we Wspólnocie w usługach edukacyjnych, zdrowotnych, kulturalnych, społecznych i związanych z dystrybucją wody.

Co ciekawe, obu stronom umowy pozostawiono możliwość wprowadzania ograniczeń o charakterze dyskryminacyjnym w kluczowych lub wrażliwych sektorach. I tak, Polska zagwarantowała sobie m.in. możliwość wprowadzenia dyskryminacji usługowców kanadyjskich w przypadku ośrodków świadczących usługi społeczne (np. ośrodki opiekujące się osobami starszymi, niepełnosprawnymi, samotnymi matkami, placówki dla trudnej młodzieży, odwykowe, dla ofiar katastrof, migrantów itp.).

SZANSE

Wydaje się, że umowa między UE a Kanadą stwarza ogromne możliwości rozwoju, nie tylko gospodarczego, ale także związanego z zatrudnieniem, mobilnością pracowników, a także specjalizacją firm.

Większe obroty handlowe

Bruksela szacuje, że obroty handlowe między UE a Kanadą wzrosną o 23%. Europejskie, w tym polskie firmy zyskują możliwość inwestowania na nowym rynku i to niemal bez żadnych ograniczeń. Z kolei polski rząd przewiduje, że skumulowany efekt handlowy wprowadzenia CETA wyniesie w ciągu pierwszych 5 lat ok. 446,2 mln dolarów amerykańskich (ok. 44 mln dolarów w przypadku towarów rolno-spożywczych i ponad 400 mln dla towarów nierolnych). Kanada plasuje się na 26. miejscu na liście polskich rynków eksportowych, jeśli zaś chodzi o import – na 47. Wiele wskazuje na to, że CETA wzmocni ten stan, gdyż pozwoli naszym firmom na jeszcze sprawniejsze wejście na rynek kanadyjski.

Lepszy wybór i niższe ceny

Większa konkurencja przekłada się zwykle na zysk konsumenta. Nie tylko otrzymuje on możliwość lepszego wyboru i dopasowania produktu/usługi do swoich potrzeb, ale także uzyska to wszystko po niższej cenie. Preferencje konsumentów przekładają się z kolei na działania firm, które zmuszone większą konkurencją wprowadzają różnego rodzaju innowacje i ulepszenia swoich produktów (przykładem jest rozwój smartfonów).

Nowe miejsca pracy za granicą

Dla wielu pracowników CETA oznacza potencjalne nowe miejsca pracy i nowe szanse rozwoju zawodowego. Jest wysoce prawdopodobne, że na CETA skorzystają specjaliści, którzy zyskają kolejne szanse rozwoju (poza granicami naszego kraju) bez żmudnego udowadniania swojego wykształcenia i doświadczenia. Zyskujemy nie tylko szybsze uznanie naszych dyplomów, ale i znacznie łatwiejszą ścieżkę wysyłania pracowników na kontrakty, nawet wraz z rodzinami, gdy nasza firma postanowi otworzyć w Kanadzie filię. Jednocześnie zalew specjalistów z Kanady raczej nam nie grozi, zważywszy na potencjały ludnościowe obu stron umowy (we Wspólnocie żyje obecnie ponad 500 mln ludzi, w Kanadzie – nieco ponad 35 mln).

Kolejne rynki zbytu dla naszych produktów i usług

Dla tradycyjnych wyrobów europejskich, produktów przemysłowych i rolnych otwiera się kolejny rynek zbytu. Dla firm, które obecnie wykorzystały już szanse rozwoju w UE, CETA to prawdziwa szansa. Unia jest jednym z największych producentów żywności o wysokiej jakości, a konsumenci kanadyjscy dysponują na tyle wysokimi dochodami, aby mogli sobie pozwolić na jej zakup. Szczególną szansę na rozwój nasi rządzący upatrują w eksporcie do Kanady polskich jabłek, niemniej wskazuje się również na możliwości wzrostu w:

  • przetwórstwie żywności;
  • przemyśle lotniczym i obronnym,
  • energetyce (LNG, wymiana technologii z zakresu energii jądrowej, wydobycie gazu łupkowego),
  • branży budowalnej i meblarskiej,
  • wymianie naukowo-badawczej, przede wszystkim w wymienionych wcześniej obszarach.

Podobne zjawiska zaobserwowano już we Wspólnocie po podpisaniu podobnej umowy UE z Koreą Południową; eksport z Unii do tego kraju wzrósł o 55%, usługami zaś – ponad 40%. Silniejsze związki, nie tylko gospodarcze, są korzystne pod kątem konkurowania z krajami trzecimi, głównie z Chinami oraz z USA. Kanada od kilku lat stara się zmniejszyć uzależnienie swojej gospodarki od południowego sąsiada i – jak podkreśla nasze Ministerstwo Rozwoju – „należy wykorzystać nastawienie Kanady do dywersyfikacji rynków w eksporcie/imporcie”.

ZAGROŻENIA

Jak zgodnie przyznają niemal wszyscy eksperci zajmujący się porozumieniami międzynarodowymi, problem z tego rodzaju umowami polega na tym, że ich skutki można ocenić dopiero po upływie pewnego czasu od ich wejścia w życie, natomiast przed ratyfikacją zdani jesteśmy jedynie na przypuszczenia i prognozy. A te nigdy nie są jednoznaczne.

Dominacja dużych koncernów

Choć rozwój gospodarczy jako skutek wprowadzenia CETA wydaje się dość oczywisty, to powstaje pytanie, czy wszyscy na nim skorzystamy. Pojawiają się obawy, że na tego typu rozwiązaniach wygrają duże koncerny, z którymi małe firmy – np. polskie – nie mają większych szans konkurować. Dotyczy to zwłaszcza firm, które zajmują się wytwarzaniem i oferowaniem dóbr powszechnych (nieunikalnych). W takich branżach bariera wejścia na rynek może zdecydowanie wzrosnąć na skutek efektu skali, doświadczenia i kontaktów biznesowych, jakimi już teraz dysponują duże korporacje, a mali gracze dopiero próbują zdobyć.

Widać, że CETA będzie chronić prawa korporacji, a ograniczać uprawnienia rządów i władz samorządowych. Powstaje pytanie, w czyim interesie Komisja Europejska przez pięć lat negocjowała traktat, skoro nie było konsultacji społecznych, a jak już to raczej z korporacjami. To rozwiązanie, które ma służyć totalnej deregulacji pod pretekstem umowy handlowej.

 

– prof. Leokadia Oręziak, kierownik Katedry Finansów Międzynarodowych Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie

Utrata miejsc pracy

Warto mieć na uwadze, że nie wszyscy eksperci podzielają entuzjazm twórców CETA odnośnie rozwoju rynku pracy. Dla przykładu, Global Development and Environment Institute w swych badaniach prognozuje, że do 2023 r. zniknie ok. 200 tys. miejsc pracy we Wspólnocie i ok. 30 tys. w Kanadzie. W ciągu pierwszych lat obowiązywania umowy PKB Unii ma nie tylko nie wzrosnąć, ale wręcz zmaleć, m.in. z powodu zwiększonego bezrobocia (średnia europejska prognozowana jest na –0,53%, przy czym największy spadek w UE może grozić Francji i Włochom, odpowiednio –0,65% i 0,78%). Z raportem GDAE możesz się zapoznać tutaj.

Problemy polskiego rolnictwa

Podobne zagrożenia upatrywane są w rolnictwie. Kanadyjskie rolnictwo opiera się dziś na gospodarstwach wielkoobszarowych nastawionych na produkcję masową. Zmiana ta nastąpiła wyraźnie po wyprowadzeniu porozumienia NAFTA. Jak podaje kanadyjski urząd statystyczny w latach 2006-2012 liczba kanadyjskich gospodarstw rolnych zmniejszyła się średnio o 10%, podczas gdy średnia wielkość gospodarstwa zwiększyła się o 7%. Podobny kierunek zmian, po przystąpieniu do CETA, może stwarzać zagrożenie dla charakteru europejskiego (w tym polskiego) rolnictwa i bardziej tradycyjnych metod produkcji.

Rolnictwo przemysłowe z jednej strony umożliwia wzrost wielkości plonów i spadek cen żywności, z drugiej jednak wpływa na środowisko (degradacja gleby, uodpornienie chwastów na pestycydy, karczowanie lasów itd.), na społeczeństwo (zmniejszenie liczby miejsc pracy) i na zdrowie (skażenie żywności nawozami sztucznymi, pestycydami, hormonami wzrostu czy antybiotykami wpływa na wskaźniki zachorowań na raka czy wskaźnik otyłości).

Niższe procedury jakościowe i GMO

Kolejnym czynnikiem niepokojącym obywateli UE jest fakt, że w Kanadzie obowiązują inne standardy i procedury jakościowe. W Unii, jeżeli istnieje samo podejrzenie, że produkt może być szkodliwy dla zdrowia konsumentów lub środowiska, nie zostanie dopuszczony do sprzedaży; dopiero seria badań ma udowodnić, czy jest on niebezpieczny, czy nie. W Kanadzie, podobnie jak w USA, produkt może zostać wycofany dopiero po udowodnieniu, że jest szkodliwy.

Kolejnym „czarnym punktem” jest GMO. Kanada jest trzecim największym na świecie producentem żywności genetycznie modyfikowanej. Obywatele europejscy obawiają się, że CETA otwiera furtkę GMO na rynek europejski. Żaden chyba aspekt CETA nie budzi tak skrajnych emocji jak żywność modyfikowana genetycznie. CETA miałaby produktom z GMO szeroko otwierać drzwi na europejskie stoły. Co prawda w umowie wyraźnie napisano, że żywność ta będzie musiała przejść w Europie dodatkowe testy, niektórzy jednak obawiają się, że standardy będą równane w dół, a nie w górę. Wynika to zapowiedzi o ujednoliceniu testów, aby ułatwić import takiej żywności. Zapisy te są niekiedy interpretowane jako próba obejścia przepisów i faktyczne obniżenie standardów europejskich.

Kontrowersje prawne i polityczne: Trybunał Arbitrażowy

Jednym z podstawowych założeń CETA jest powołanie międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego, który rozstrzygałby kwestie sporne pomiędzy inwestorami a państwami.

Rozwiązanie to nie jest niczym nowym: od dziesiątek lat powstają takie trybunały, zazwyczaj w przypadku umów bilateralnych. Ich stworzenie miało zagwarantować łatwość w dochodzeniu swoich praw, przede wszystkim w krajach, w których bano się inwestować: niepewnych, mało stabilnych politycznie czy gospodarczo, gdzie prawo nie jest przestrzegane, a sądy są stronnicze.

Najczęściej jednak o trybunałach arbitrażowych słyszy się w kontekście skandali. W 2012 r. francuski koncern energetyczny Veolia pozwał Egipt za podniesienie płacy minimalnej, które to działanie przyczyniło się do zmniejszenia zysków firmy; Urugwaj, Australia czy Togo pozwane zostały przez producenta papierosów za wprowadzenie przepisów nakładających umieszczanie na paczkach papierosów ostrzeżenia o skutkach palenia.

Trybunał arbitrażowy powołany w ramach CETA ma być odpowiedzią na te patologie. W zamierzeniach ma on przyjąć formę stałego sądu inwestycyjnego (ICS), składającego się z dwóch instancji. Arbitrzy będą wybierani z listy układanej przez strony umowy, na której znaleźć musi się pięciu obywateli Wspólnoty, pięciu – Kanady i kolejnych pięciu z krajów trzecich (zastrzeżono także, że ich liczba może zostać zwiększona). Wprowadzona zostanie możliwość odwołania się od wyroku, do tej pory właściwie nieobecna w arbitrażach inwestycyjnych, a także prawo do odrzucania nieuzasadnionych pozwów. Docelowo trybunał miałby być finansowany przez UE i Kanadę.

W rozdziale ósmym umowy (art. 8.9 ust. 1 i 2 CETA) podkreśla się zrównoważenie ochrony inwestora i inwestycji z prawem państwa do wprowadzenia regulacji. Jak wspomina się w dokumencie Ministerstwa Rozwoju, dotychczasowe orzecznictwo trybunałów arbitrażowych mogło prowadzić do „zbyt przychylnej dla inwestorów” interpretacji zawartych umów. Wynikało to z faktu, że trybunały nie były w swym orzecznictwie zobowiązane do brania pod uwagę prawa państwa do tworzenia regulacji prawnych dla uzasadnionych celów – gdyż prawa te nie były wpisywane do postanowień traktatów. W przypadku CETA praktyka arbitrażu ma wyglądać inaczej.

Powstaje jednak uzasadnione pytanie, po co nam tego rodzaju trybunał? Czy sądy państw członkowskich Wspólnoty lub Kanady (lub krajów postronnych) nie są wystarczająco kompetentne do rozstrzygania spraw z obszaru gospodarczego i inwestycyjnego? Tkwi tu być może przekonanie, że sądy krajowe nie będą wystarczająco obiektywne, a przecież sądownictwo europejskie jest jednym z najlepiej rozwiniętych na świecie i odznacza się wysokimi standardami, istnieje też ostateczna instancja ogólnoeuropejska, Europejski Trybunał Sprawiedliwości, do której w ostateczności mogliby zwrócić się pozywający.

Po drugie, warto zastanowić się, czy taki trybunał (złożony np. z arbitrów z Kanady, Niemiec i Francji) będzie dbał o interesy wszystkich państw w równym stopniu, bez realizowania interesów politycznych. Niemniej tego typu zarzuty pojawiają się przy okazji każdego międzynarodowego organu sądowniczego.

Amerykanie wejdą bocznymi drzwiami?

CETA jest również przedstawiana jako „klon” TTIP – podobnej umowy pomiędzy UE a USA, której ratyfikowanie zostało jednak odłożone na bliżej nieokreśloną przyszłość. Krytycy CETA zwracają uwagę, że w Kanadzie działa 41 tys. amerykańskich firm. Dzięki umowie Kanady z UE także i one uzyskają wolny dostęp do rynku europejskiego – a to już znacząco zmienia proporcje po obu stronach umowy. Jak jednak zauważają eksperci z polskiego rządu, taki scenariusz wykluczają zawarte w umowie zapisy dotyczące reguł pochodzenia towarów i definicji inwestora, m.in.:

  • nieprzetworzone produkty rolne muszą w całości pochodzić i być uzyskiwane w Kanadzie;
  • przetworzone produkty żywnościowe muszą spełniać szereg innych warunków:
    • mięso musi pochodzić od zwierząt urodzonych i wyhodowanych w Kanadzie,
    • produkty przemysłu młynarskiego muszą być wytwarzane z kanadyjskich zbóż,
    • warzywa, rośliny i produkty roślinne muszą być uprawiane i zebrane na obszarze Kanady;
  • samochód zostanie uznany za produkt kanadyjski, jeżeli wartość jego komponentów i części niepochodzących z Kanady lub z UE nie przekroczy 50% ceny fabrycznej tego samochodu (w ciągu pierwszych 7 lat, później – 45%) – w przypadku importu ponad 100 tys. maszyn rocznie (jeżeli import będzie niższy, wtedy wartość nie-kanadyjskich bądź nie-europejskich komponentów może wynosić do 70% ceny auta).

Podobne obostrzenia stosowane są w przypadku nawozów sztucznych oraz wyrobów włókienniczych i odzieży. Eksperci rządowi przyznają, że ustalenia te są kompromisem między interesami Kanady a UE, a kompromis ten może stanowić furtkę dla firm amerykańskich – niemniej ryzyko to jest bardzo ograniczone. Fakt, że niektóre komponenty czy wyroby mogą pochodzić z krajów trzecich, niekoniecznie musi być zawsze zagrożeniem.

W samej Kanadzie, notabene państwie z bogatym doświadczeniem w zawieraniu umów międzynarodowych (np. NAFTA, podpisana w 1992 r.), CETA budzi ogromne nadzieje. Były premier tego kraju nazwał CETA „historyczną szansą”; dla Kanadyjczyków ewentualne korzyści zdecydowanie przeważają nad stratami. Potencjał i ludnościowy, i gospodarczy Kanady wobec USA jest niewielki, a w umowie gospodarczej z Unią Kanadyjczycy upatrują możliwość stworzenia wspólnego frontu z Europą przeciwko protekcjonizmowi gospodarczemu ze strony USA. Przynajmniej oficjalnie.

Współczesny świat jest zbyt skomplikowany, by dało się go jednoznacznie ocenić

Jak już wspomnieliśmy, pełne skutki umów międzynarodowych zawsze widoczne są dopiero po pewnym czasie. Jedno wydaje się pewne: nigdy nie są one całkowicie korzystne lub zupełnie negatywne. W przypadku tak skomplikowanych decyzji czy traktatów, które dość mocno ingerują w otaczającą nas rzeczywistość (taki jest ich cel), jest niemal pewne, że obraz nigdy nie będzie czarno-biały, bowiem różne aspekty można – i należy – rozpatrywać pod różnym kątem.

Unia Europejska, w tym Polska, spodziewają się, że CETA przyniesie nam znaczny wzrost obrotów handlowych, powstaną nowe miejsca pracy (w tym stanowiska pracy za granicą dla polskich specjalistów), a firmy europejskie zyskają nowy zamożny rynek zbytu swoich produktów. Ponadto traktat ma ułatwić współpracę technologiczną i naukową i jednocześnie chronić innowacje przed nielegalnym kopiowaniem.

Zapisy umowy mają gwarantować utrzymanie wysokich standardów prawa, opieki i ochrony środowiska obowiązuje w UE i nie kolidować w przyszłych kolejnych regulacjach państwowych lub ogólnoeuropejskich, nawet jeśli nowe przepisy nie będą po myśli inwestorom.

Przeciwnicy CETA obawiają się obniżenia standardów dotyczących stosowania chemii w rolnictwie, sprowadzania żywności genetycznie modyfikowanej i zniszczenia małych gospodarstw rolnych.

Problemem jest także możliwość łatwiejszej ekspansji koncernów amerykańskich i kanadyjskich na rynku europejskim, co miałoby negatywny wpływ na małe, rodzime firmy. Jak przyznaje polskie Ministerstwo Rozwoju, w tym wypadku faktycznie istnieje pewna furtka, jednak jest ona obwarowana licznymi zapisami umowy, w której przewidziano, że taka sytuacja może mieć miejsce. Czy te zapisy okażą się jednak skuteczne?

Kontrowersje rodzi również kwestia trybunału arbitrażowego. Choć proponowane w tym przypadku rozwiązania mają docelowo zapobiegać różnym patologiom (korupcji, jednostronności itp.), to i tak powstaje pytanie, czemu spory na linii inwestor-państwo nie miałyby być prowadzone w krajowych sądach.

Podsumowując:

  • Z jednej strony jesteśmy związani z Kanadą umową handlową już od 1990 r., a mimo ogromnych różnic w rozwoju gospodarczym, posiadanym majątku i PKB, to Polska eksportowała do Kanady więcej niż Kanada do Polski. Przez ostatnie 26 lat nie zalała nas tańsza żywność zza północnego Atlantyku, zaś nasze rolnictwo jest prawdopodobnie najsilniejsze w naszej historii. Być może i teraz otwierają się dla nas nowe możliwości.
  • Z drugiej strony, wraz z CETA duże korporacje zagraniczne, dysponujące przewagą w zakresie technologii, doświadczenia i patentów (GMO), zyskują narzędzie i przywileje (trybunał arbitrażowy), dzięki którym być może będą mogły skutecznie usunąć z rynku konkurencję w postaci mniejszych firm, co z kolei wpłynie na jakość oferowanych produktów (przede wszystkim żywności) i może skutkować problemami np. polskiego rolnictwa.

Na koniec dodamy, że w tym temacie nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa. Artykuł będzie na bieżąco uzupełniany, kolejne argumenty się pojawią, a klarowne wnioski być może po czasie same się nasuną.


Czy w kwestii CETA przeważą szanse, czy zagrożenia? – czas pokaże. Już teraz chcielibyśmy jednak poznać Wasze zdanie:

  • Czy widzicie więcej szans, czy potencjalnych zagrożeń związanych z CETA?
  • Czy na miejscu rządu podpisalibyście taką umowę?
  • Czy pominęliśmy jakieś istotne argumenty – zarówno „za”, jak i „przeciw” – które powinny się znaleźć w artykule?

Zachęcamy do komentowania.

Dodaj komentarz

3 komentarzy do "CETA – szanse i zagrożenia umowy handlowej z Kanadą. Czy powinniśmy się jej obawiać?"

avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Rev
Gość

Uważam że powinniśmy przystać. Nie ma takiej umowy co by nie dało jej się zerwać gdy okaże się negatywna. Jedyne co to zmienić sądy arbitrażowe. Zbędny i niepotrzebny wydatek. Cła można znieść ale do praw w danym państwie powinna dostosować się firma eksportująca. To że nasze małe firmy se nie radzą to wina a) rządowych obostrzeń b) mentalności przedsiębiorców chcących zarabiać na tnięciu kosztów c) oszczędnej mentalności klientów z niemal każdej warstwy społecznej.

Andrzej
Gość

Niby tak, ale za zerwanie umowy mogą być olbrzymie kary – i na pewno coś takiego zamieścili w tej CETA. Gdyby każdą umowę można było zerwać w dowolnej chwili bez konsekwencji, to po co komu taka umowa? Niczego by nie gwarantowała. No i w artykule piszą, że żeby zerwać CETA to trzebaby wyjść z Unii, bo to jest umowa między Kanadą a UE, nie między Kanadą a Polską. Więc nie tak łatwo… No ale zgadzam się że te sądy arbitrażowe to przesada. Tak jakby polski sąd od razu był podejrzany o nie wiadomo jakie przekręty. To nas trochę obraża, w końcu nie jesteśmy jakimś krajem 3 świata. A tak to w sądzie arbitrażowym będą Kanadyjczycy i np. Niemcy z Włochami i będą decydować o sprawach Polski. Brzmi jak druga Jałta, tylko Rosji brakuje do kompletu.

Z tymi małymi firmami możesz mieć trochę racji. Na pewno zgadzam się z c). Ludzie chcą wszystko jak najmniejszym kosztem i za cholerę nie dadzą zarobić innym. „Zrobię to sam”, choćbym się na tym kompletnie nie znał i choćby mi to miało zająć 5x dłużej niż fachowcom. Byle taniej.

Miszka
Gość

Cóż, Meksyk też przystał na NAFTĘ. W efekcie miliony meksykańskich rolników straciły środki do życia, bo zezwolono na wwóz północnoamerykańskich subsydiowanych produktów spożywczych. Broniąc się przed upadkiem, farmerzy zaczęli karczować lasy pod pola uprawne. To również nie pomogło. Pracę na roli straciło 1,3 mln Meksykanów. Farmerzy zostali zmuszeni do szukania zatrudnienia w nowej przygranicznej strefie przemysłowej, gdzie powstało 3 tys. zakładów – zwanych maquiladoras – produkujących na potrzeby amerykańskich korporacji. Część zgodziła się na niskie stawki i trudne warunki pracy, inni przedostali się na amerykańską stronę. W ciągu 9 lat od podpisania umowy liczba nielegalnych imigrantów z Meksyku wzrosła dwukrotnie. Do tego doszła rabunkowa działalność kanadyjskich firm wydobywczych. To dobrze pokazuje, że na takich umowach zawsze korzysta najsilniejszy – nie słabszy. A na jakiej pozycji my się znajdziemy? Jak myślicie?

wpDiscuz

Polecane artykuły i koncepty