Lewak, moher i stado lemingów – o znaczeniu inwektyw używanych w Internecie

Lewak, moher, leming - o popularnych inwektywach w dyskusjach internetowych

Czy wiecie, jak wygląda leming albo jaki jest w dotyku moher? Może tak, a może nie, ale idziemy o zakład, że często słyszycie te określenia wokół siebie. A czy używalibyście jednego z „ulubionych” epitetów Stalina? Szczerze wątpimy, a jednak „lewak” na polskich forach internetowych odmieniany jest przez wszystkie przypadki. To właśnie dyskusje prowadzone w Internecie są dobrym przykładem światopoglądowej i politycznej polaryzacji polskiego społeczeństwa.

Niestety, swobodna wymiana myśli, opinii i idei – do której wszyscy mamy pełne prawo – rzadko przybiera formę rzeczowego dialogu. Znacznie częściej mamy do czynienia z prymitywną retoryką i obrzucaniem się epitetami. W sieci – zamiast argumentów i kontrargumentów – królują inwektywy, frazesy i słowa-etykiety:

gorszy sort: – Wy psiowskie hieny, chcecie wprowadzić wasze totalitarne prawo, by represjonować swoich przeciwników, marzą wam się obozy dla opozycjonistów, jak w Korei pln, tylko POLSKA to nie Korea i możecie nam skoczyć, wiecie gdzie, plugawe świnie!

Miś: Folksdojcze z PO-patologii to żadna opozycja, to zaprzańcy, kapusie i donosiciele, zwykła Targowica, dla nich interesy obcych są ważniejsze od interesów Polski i Polaków, lepiej by się sprawdzili jako niemiecka partia, bo przede wszystkim niemieckich interesów bronią..

cinek40: Jesteś głupim moherem, homofobem, zacofańcem, zaściankowcem i faszystą!

nietypowy debil: Kolejny lewacki funkcjonariusz agitpropu. Nie ma pojęcia o ekonomii ani polityce, co nie przeszkadza mu w wypowiadaniu się na forum.

Argumenty ad personam i walka na etykietki

Językoznawcy analizujący język internetowych polemik zgodnie twierdzą, że stosowane przez dyskutantów chwyty retoryczne najczęściej mają na celu zdyskredytowanie i ośmieszenie przeciwnika.

Erystyka – rozumiana jako sztuka prowadzenia sporów za pomocą umiejętnie dobranych argumentów – została zastąpiona „poetyką ringu”. Dominuje pozamerytoryczny sposób argumentowania, a oponenci nie tyle chcą przekonać przeciwników do swojej racji, co narzucić im własne (jedynie słuszne) poglądy.

Do ulubionych technik sieciowych dyskutantów należy chwyt argumentum ad personam i kategoryzowanie adwersarzy za pomocą uogólniających etykietek (lewak, naziol, leming, moher, antypaństwowiec).

Argumentum ad personam (łac. „argument skierowany do osoby”) – zabieg polegający na personalnym ataku na przeciwnika i podważaniu jego wiarygodności. Dyskutant – ośmieszając oponenta – tym samym ośmiesza głoszone przez niego poglądy. Jednocześnie skutecznie ukrywa fakt, że nie posiada racjonalnych argumentów umożliwiających zwycięstwo w dyskusji. Artur Schopenhauer w swoim dziele Erystyka stwierdza, że jest to ostatni sposób nieuczciwej argumentacji, stosowanej, gdy wszystkie inne sposoby zawodzą i nie ma szans na wygranie sporu.

Typowe dla agresywnej techniki perswazyjnej jest używanie słów o silnym zabarwieniu emocjonalnym i szerokim zakresie znaczeniowym. Takie słowa-wytrychy pozwalają zaliczyć rozmówcę do określonej kategorii, zaszufladkować go po „tej” lub po „tamtej” stronie. Stosowanie etykietek ma jedną niezaprzeczalną zaletę – dzieli świat na „obcych” i „swoich”. Zwalnia również z konieczności dowodzenia swoich racji – skoro nasz przeciwnik jest „lewakiem” lub „prawakiem”, tym samym jego argumenty są a priori niesłuszne i nie warto wchodzić z nimi w polemikę (co najwyżej można je wyszydzić lub wyśmiać).

Współczesna nowomowa

W opinii prof. Michała Głowińskiego, wybitnego teoretyka literatury, autora esejów poświęconych komunikacji językowej w czasach PRL-u, tendencja do jednoznacznego wartościowania pojęć i zjawisk, prowadząca do ich polaryzacji, stanowi główną cechę nowomowy. I choć zjawisko to jest typowe przede wszystkim dla ustrojów totalitarnych, to jego elementy pojawiają się również współcześnie. Są obecne w języku, jakim posługują się elity rządzące i niektóre mass media, a także przenikają do mowy potocznej, ujawniając się szczególnie dobitnie podczas internetowych dyskursów.

Podobne stanowisko zajmuje Andrzej Markowski, językoznawca analizujący publiczne wystąpienia polityków: – Trzeba pamiętać, że to, z czym mamy do czynienia obecnie, nie jest prawdziwą nowomową. Możemy mówić najwyżej o elementach nowomowy – choć są one liczne i mocno przypominają to, co było w czasach PRL.

Nowomowa – język obowiązujący w totalitarnym państwie opisanym przez George’a Orwella w antyutopii Rok 1984, narzucający obywatelom określony system wartości i prowadzący do schematyzacji myślenia. Z czasem pojęcie przekroczyło ramy powieści i zaczęło być odnoszone do języka propagandy obowiązującego w bloku państw komunistycznych. Obecnie określa się w ten sposób wypowiedzi, które – posługując się stałym formułami i sloganami (de facto nieniosącymi żadnych treści) – zubożają język i fałszują rzeczywistość.

Nowomowa prowadzi do dewastacji języka: odbiera słowom znaczenie (lub je przeinacza), tworzy językowe klisze, przekształca słowa neutralne znaczeniowo w wyrazy nacechowane emocjonalnie. Posługuje się słownictwem wartościującym, które wyklucza znalezienie wspólnej płaszczyzny z dyskutantem. Umożliwia narzucanie odbiorcy swoich poglądów, w domyśle: jedynie słusznych i obowiązujących. – W mowie publicznej przestała być ważna wymiana (idei, koncepcji, wartości), liczy się i ma swoją wagę coś całkiem innego, to mianowicie, co w języku peerelowskim nazywało się ustawianiem (przeciwnika, ale także sojusznika, czy w ogóle społecznej rzeczywistości) – podsumowuje tę tendencję Głowiński.

~ Vkolumnaniemiecka: – Gdyby nie PIS i uczciwy Kaczyński, nie byłoby Polski ani Polaka, byłby niemiecki land w islamskim smrodzie, antypolska mafia folksdojcza, żyda bolszewika pederasty z gender, który nienawidzi Polski i Polaka.

jaZauważam, że dużo tu PiSiurów. Dziwi mnie to, bo zawsze zakładałem, że większość zwolenników hodowcy kotów to stare mohery nie wiedzące, co to komputer.

Fred:Żałosna PO-bolszewicka swołocz – klei się do Kaczyńskiego jak „rząp do psiego ogona” nie może przeżyć tępotą, że Kaczyńskiemu do pięt nie dorasta.

„My” kontra „oni”

Analiza wypowiedzi internautów – zarówno tych, którzy utożsamiają się z prawicą, jak i tych o bardziej lewicowych lub liberalnych poglądach – dowodzi, że obie strony równie chętnie posługują się kliszami językowymi i słowami-wytrychami. Toczone w Internecie dyskusje nasycone są określeniami skrajnie pejoratywnymi, deprecjonującymi osobę i poglądy przeciwnika.

Do najczęstszych epitetów używanych w stosunku do osób o poglądach prawicowych (lub uznanych przez rozmówcę za prawicowe) należą:

klerykał, moher, ciemniak, matoł, katol, naziol, beton, faszysta, prawak, kaczysta, oenerowiec, narodowiec/ nacjonalista. Także pisior, pisiuar, bolszewik i zomowiec. Sporadycznie – prawicowiec, tradycjonalista. Prawie nigdy – chadek czy konserwatysta.

Określenia używane w stosunku do osób o poglądach lewicowych/liberalnych światopoglądowo (lub uznanych przez rozmówcę za lewicowe/liberalne):

lewak, POpapraniec, platformers, żyd, ubek, folksdojcz, przedstawiciel pseudoelity, leming (bezkrytyczny zwolennik lewactwa), liberał. Nigdy – lewicowiec, socjalista czy socjaldemokrata.

Na uwagę zasługuje fakt, że z publicznych dyskusji niemal całkowicie zniknęły takie określenia, jak komuch, solidaruch czy partyjny beton. Spór o dziedzictwo komunizmu ewidentnie przeszedł do historii, a linie podziału między Polakami przebiegają dziś gdzie indziej.

Ulubione wyzwiska

Terminami, które w ostatnim czasie zrobiły oszałamiającą karierę, są lewak, moher (moherowiec) oraz leming. Co ciekawe, określenia te od dawna funkcjonują w języku i posiadają ustalone słownikowe znaczenie: leming to gryzoń z podrodziny karczowników, moher – rodzaj puszystej wełny, natomiast lewak to radykalny lewicowiec.

Jednak analiza wpisów internautów ujawnia, że wyrazy te zostały dziś wyposażone w całkiem nowe sensy, znacznie odbiegające od źródłosłowu. Ponadto stały się wyrazami ekspresywnymi, o silnym ujemnym nacechowaniu emocjonalnym. Warto więc sprawdzić, co obecnie znaczą poszczególne pojęcia i w jakim kontekście są używane.

Lewak – czyli kto? Próba definicji

Chyba z najbardziej spektakularną zmianą znaczenia mamy do czynienia w przypadku określenia „lewak”. Słowo to ma dość długą i burzliwą historię. Zostało wymyślone w latach 20. ubiegłego stulecia w bolszewickiej Rosji i szybko stało się częścią partyjnej nowomowy.

Lewactwo (левизна) pojawiło się po raz pierwszy w książce „Dziecięca choroba lewicowości w komunizmie” autorstwa Włodzimierza Iljicza Lenina i już wówczas było terminem skrajnie pejoratywnym. Początkowo określano nim osoby o radykalnie lewicowych poglądach, niezgodnych wszakże z oficjalnym programem Rosyjskiej Partii Komunistycznej – lewakami byli zatem trockiści, anarchiści, mieńszewicy, anarchosydykaliści i anarchokomuniści.

Podstawową osią niezgody między bolszewikami a przedstawicielami tych ruchów była koncepcja sprawowania władzy. Bolszewicy optowali za wiodącą rolą partii, dzierżącą rządy w imieniu proletariatu. Natomiast politycy oskarżani o „lewicowe odchylenie” uważali, że klasa robotnicza powinna sprawować władzę w sposób autonomiczny, zarządzając sferą produkcji i państwa za pośrednictwem rad ludowych. Do tego dochodziły pomniejsze różnice doktrynalne, na przykład poglądy na kolektywizację czy planowanie gospodarki.

W czasach stalinowskich określenie „lewak” zaczęło pełnić rolę uniwersalnej etykiety przyklejanej wszystkim, których władza uznała za „wrogów ludu”. W ten sposób nazywano również prawomyślnych komunistów, których partia chciała się pozbyć w ramach wewnętrznych czystek.

W latach 60. ubiegłego wieku doszło do reanimacji pojęcia za sprawą Nowej Lewicy (ang. New Left, fr. La nouvelle Gauche, niem. Neue Linke). Ten rozwijający się w USA, Japonii i krajach Europy Zachodniej radykalny ruch ideologiczny i społeczno-polityczny skupiał studentów i intelektualistów, którzy z jednej strony postulowali gruntowną przebudowę państwa, z drugiej – odrzucali założenia programowe „starej lewicy” (marksizmu-leninizmu i socjaldemokracji).

Głównym hasłem ideowym Nowej Lewicy było 3 x„M”, czyli Marks, Mao Zedong i Marcuse, których uznano za sztandarowych ideologów nowego ruchu. Umiarkowany odłam Nowej Lewicy opowiadał się za decentralizacją systemu politycznego oraz demokracją uczestniczącą, natomiast nurt rewolucyjny nawoływał do likwidacji instytucji państwowych na drodze zbrojnego przewrotu. Poglądy te głosiły m.in.: we Francji — Ruch 22 Marca i Lewica Proletariacka (Gauche Prolétarienne), we Włoszech — Walka Trwa (Lotta Continua) i Awangarda Robotnicza (Avanguardia Operaia); w RFN – Frakcja Czerwonej Armii; w USA — Meteorolog (Weatherman) i Czarne Pantery.

W kręgach radykalnej młodzieży słowo lewak zyskało nowy odcień znaczeniowy – oznaczało jednostkę nonkonformistyczną o postępowych poglądach i/lub bojownika walczącego z represyjnym państwem, ograniczającym wolności obywatelskie (za taką instytucję uważano również państwo demokratyczne). Pozostała część społeczeństwa utożsamiała lewaków z osobami ostentacyjnie wyznającymi skrajnie lewicowe poglądy i domagającymi się ich realizacji bez względu na sytuację. W krajach komunistycznych obowiązywała wcześniejsza wykładnia – lewak był synonimem politycznego awanturnictwa i zdrajcą ideałów marksistowsko-leninowskich.

Wydawać by się mogło, że w Polsce wraz z upadkiem komunizmu lewactwo bezpowrotnie odeszło do lamusa. Tak się jednak nie stało, chociaż termin przez ponad dwadzieścia lat był nieobecny w przestrzeni publicznej. Sytuacja uległa zmianie dopiero po Marszu Niepodległości zorganizowanym w 2011 r. przez środowiska prawicowe. Zdaniem Łukasza Drozdy, autora książki „Lewactwo. Historia dyskursu lewicy radykalnej w Polsce” – doszło wówczas do reaktywacji tego zapomnianego już pojęcia z jednoczesnym przesunięciem znaczeniowym. Słowo utraciło swoją wcześniejszą wymowę i jednocześnie stało się natrętem językowym. Obecnie pełni funkcję epitetu, za pomocą którego osoby o poglądach prawicowych etykietują swoich oponentów.

Natręt językowy, in. wyraz modny – w językoznawstwie określa się w ten sposób wyrazy nadużywane, stosowane bez istotnej potrzeby. Językoznawcy podkreślają, że słowa modne mają tendencję do rozszerzania swojego znaczenia i w końcu przestają znaczyć cokolwiek, zamieniając się w puste frazesy.

Analizując wypowiedzi internetowych dyskutantów, trudno odmówić językoznawcom racji. O ile wcześniej lewak posiadał w miarę wyraźne cechy, odróżniającego go np. od komunisty i socjaldemokraty, o tyle dziś trudno wskazać zespół wyróżników konstytuujących to pojęcie. Współczesny polski lewak jest postacią enigmatyczną i dość zagadkową.

Na podstawie materiału empirycznego (wpisów w sieci) można uznać, że obecnie wyznacznikiem lewactwa są przede wszystkim kwestie światopoglądowe. Lewakami najczęściej określa się osoby, które deklarują poparcie dla in vitro, są zwolennikami legalizacji aborcji, aprobują związki homoseksualne oraz równouprawnienie kobiet, opowiadają za laickim państwem, czują się obywatelami Europy, krytycznie oceniają historię (np. podważają sens zrywów narodowo-niepodległościowych), podoba im się państwo opiekuńcze i społeczeństwo wielokulturowe. – Nic więc dziwnego – twierdzi Łukasz Drozda – że w Polsce lewakiem może dziś zostać prawie każdy, nawet papież i Angela Merkel. Jedyną osobą pozostająca poza kręgiem podejrzeń pozostaje enfant terrible polskiej polityki, Janusz Korwin-Mikke.

Tak szerokie pole znaczeniowe sprawia, że określenie „lewak” stało się pojemną etykietą, charakterystyczną dla współczesnej nowomowy. Można nim nazwać dowolną osobę, która w danej kwestii głosi odmienne od naszych poglądy. Ponieważ do końca nie wiadomo, co wyraz oznacza, jest używany przede wszystkim w funkcji ekspresywnej. Jego podstawową rolą jest wartościowanie, nie zaś przekazywanie sensów umożliwiających wzajemną komunikację.

Moher – antyteza lewaka

Ciekawą ewolucję przeszło również słowo „moher”, stanowiący z kolei ulubiony epitet osób o liberalnych bądź lewicujących poglądach (bądź też osób nieutożsamiających się z prawicowym światopoglądem).

Z punktu nauki o języku określenie to zaliczamy do neosemantyzmów – wyrazów od dawna zakorzenionych w języku, którym zostało nadane nowe znaczenie. Jednym z mechanizmów umożliwiających powstawanie neosemantyzmów jest podobieństwo rzeczy lub zjawisk określanych tym samym terminem. Klasycznym przykładem może być słowo zebra (zwierzę w czarno-białe paski, ale też przejście dla pieszych oznakowane identycznymi pasami).

Podobny proces przeniesienia znaczenia zaszedł w przypadku słowa „moher”. Przez lata był to wyraz neutralny, pełniący przede wszystkim funkcję informacyjną. Oznaczał wełnę z kóz angorskich, charakteryzującą się dużą lekkością, puszystością i połyskiem, wykorzystywaną do wyrobu swetrów, czapek i szalików, jednak od 2004 r. uzyskał znaczenie wtórne, stosowane niezależnie od znaczenia pierwotnego.

Polityczna kariera wyrazu rozpoczęła się wraz z upowszechnieniem frazeologizmu „moherowe berety”, który po raz pierwszy pojawił się w artykule „Labirynty księdza prałata” autorstwa Mai Narbutt. W tekście omawiającym działalność Henryka Jankowskiego (kapelana „Solidarności” i wieloletniego proboszcza parafii św. Brygidy w Gdańsku) Narbutt pisała: Ekstatycznie wpatrzone w prałata Jankowskiego starsze kobiety oklaskami przyjmują niemal każde jego słowo. W Gdańsku mówi się, że ksiądz prałat ma swój „legion moherowych beretów”.

Ta działająca na wyobraźnię metafora niemal natychmiast została podchwycona przez publicystów i równie szybko trafiła do sieci. Początkowo funkcjonowała jako synonim zagorzałych zwolenniczek Radia Maryja (pań w starszym wieku noszącym moherowe nakrycia głowy), jednak już rok później oznaczała dowolnego przedstawiciela prawicy. Dobrą ilustracją tego procesu może być wypowiedź Donalda Tuska, wówczas jeszcze posła, który w 2005 r. podczas debaty sejmowej nad exposé Kazimierza Marcinkiewicza oznajmił: – Polska naprawdę nie jest skazana na, tak jak ją Polska od wczoraj nazywa, moherową koalicję (czyli porozumienie PiS, Ligi Polskich Rodzin i Samoobrony – przyp. red.).

Im częściej słowo „moher” pojawiało się w prasie i na internetowych forach, tym szersze stawało się jego pole znaczeniowe. Obecnie, aby zasłużyć na ten epitet, wystarczy spełniać następujące kryteria: być przeciwnikiem in vitro i legalizacji aborcji, wyznawać tradycyjne katolickie wartości, krytycznie oceniać związki homoseksualne i społeczeństwo wielokulturowe, optować za wyjściem Polski z EU, okazywać szacunek dla tradycji, głośno deklarować patriotyzm czy też stawiać na pierwszym miejscu interesy Polski (handlowe, gospodarcze, terytorialne, prestiżowe i in.).

Analiza wpisów na internetowych forach dowodzi, że obecnie „moher” stał się antytetycznym odpowiednikiem „lewaka” – oznacza nie tylko osoby identyfikowane z prawicą, ale każdego, kto posiada inne poglądy.

Leming a sprawa polska

„Leming” to kolejne słowo-wytrych nadużywane przez internetowych dyskutantów. Pojęcie zostało upowszechnione przez prawicowych publicystów i blogerów w okolicach 2008 r., chociaż sporadycznie pojawiało się już w latach 90. Zarówno wtedy, jak i dzisiaj terminem tym określa się osoby ślepo wierzące politykom PO i „lewackim” mediom, takim jak „Gazeta Wyborcza” czy TVN24. Są to więc ludzie, którzy – w przenośnym znaczeniu – przejawiają stadne, bezrefleksyjne zachowanie, przypisywane prawdziwym lemingom.

Wikipedia: „Lemingi (szczególnie leming norweski zamieszkujący Skandynawię), wykazują szczególną formę przystosowania się do zmieniających się okresowo warunków środowiska. W sytuacji masowego rozmnożenia się gatunku duże grupy osobników opuszczają przegęszczony teren (…) i rozpoczynają migrację w dół dolin, gdzie mogą łączyć się w wielkie gromady. Podczas migracji przebywają rzeki, a nawet wchodzą do morza i płyną przed siebie. Nie potrafią ocenić odległości od celu, a jeśli odpowiednio szybko nie natrafią na ląd (nie są w stanie przepłynąć dystansu większego niż 200 m) – masowo toną”.

Gwoli ścisłości warto zaznaczyć, że zoolodzy nie zgadzają się z tym opisem i pogląd, że lemingi popełniają masowe samobójstwo, zaliczają do mitów.

Szeroki zakres znaczeniowy pojęcia „leming” (teoretycznie można nim objąć absolutnie wszystkie osoby, które czytają prasę, oglądają telewizję i wypowiadają się na tematy światopoglądowo-polityczne – stąd też w Internecie egzystują również „prawicowe lemingi”) skłonił Roberta Mazurka, publicystę tygodnika „Uważam Rze” do doprecyzowania tego terminu. Tak powstał „Alfabet leminga” – szydercze zestawienie zachowań i wartości, z którymi według autora identyfikują się sympatycy Platformy Obywatelskiej:

Auris – toyota, zazwyczaj biała. Firmowe auto leminga, najbardziej widoczny symbol jego statusu społecznego. Swych służbowych białych aurisów lemingi broniłyby bardziej niż niepodległości i gotowe są w ich obronie wywołać powstanie.

Yaris – biedniejszy model aurisa.

Ikea – świątynia lemingów. Spotykają się tam co niedziela na klopsikach szwedzkich lub sałatce z krewetek. W Nowy Rok przypada odpust – rozpoczyna się wielka promocja.

Młodzi wykształceni z wielkich miast – krew z krwi i kość z kości lemingów, elita narodu. Lemingi małomiasteczkowe marzą o tym, by kiedyś wejść do krainy wiecznego szczęścia, w której wszyscy mają białe yarisy, służbowego smartfona i opaleniznę z Hurghady, a do Końskich wpada się tylko na weekendy.

Mohery – rodzice i dziadkowie lemingów. Obciach gorszy niż Polsat.

Osiedle strzeżone – strefa Schengen. Mohery nie dostają wiz. No chyba że teściowa z Działdowa przyjechała dziecka popilnować”.

Zdaniem Mazurka podstawowym wyróżnikiem leminga jest niechęć do prawicy, a w szczególności do Jarosława Kaczyńskiego. – Lemingi nie pojawiły się nad Wisłą nagle – stwierdza publicysta – Żyły tu, choć bezimienne, już w latach 90. Od początku wiedziały, że wspierać należy „partię ludzi przyzwoitych”, czytać najważniejszą z gazet i szczerze nie znosić oszołomów, jak wtedy nazywano dzisiejsze mohery. Nie lubiły polityków raz tych, raz owych (były czasy, gdy wieszały psy na tak zacnych ludziach jak Stefan Niesiołowski i Lech Wałęsa, tak, tak!), choć jest coś stałego na świecieKaczyńskiego nie cierpiały zawsze.

Według Mazurka polski leming jest bezrefleksyjnym „przeżuwaczem papki medialnej”. Choć sam uważa się za osobę światłą i samodzielnie myślącą, jednak w rzeczywistości jest politycznym ignorantem. Światem leminga rządzą dobra materialne i to one są dla niego najważniejsze. Leming zajęty jest przede wszystkim zarabianiem pieniędzy, dlatego poprze każdą partię, która zagwarantuje mu utrzymanie wysokiego statusu. W ujęciu Mazurka lemingi są więc nie tylko bezkrytyczne i podatne na manipulację, co najzwyczajniej w świecie – bezideowe.

Pomieszanie znaczeń

W ostatnich latach mamy do czynienia z gwałtownym procesem ideologizacji języka. Arbitralne narzucanie znaków wartości i nieprzywiązywanie wagi do precyzji znaczeniowej użytych wyrazów skutkuje myślowym chaosem i utrudnia dialog.

Kryteria, za pomocą których klasyfikuje się oponentów (przypisując im lewicowe bądź prawicowe poglądy), zostały sprowadzone głównie do różnic światopoglądowych. Obecnie wyznacznikiem lewicowości jest raczej sympatia dla pełnej legalizacji aborcji lub postawa antyklerykalna, aniżeli wiara w interwencjonizm państwowy. O prawicowości dyskutanta świadczy nie tyle jego stosunek do wolnego rynku, co brak aprobaty dla małżeństw homoseksualnych. Kwestie ekonomiczne, społeczne i gospodarcze – współtworzące wszak tożsamość partii politycznych – nie odgrywają w sieciowych dyskusjach praktycznie żadnej roli.

Ponieważ stosowane w polemikach i sporach określenia są niezwykle pojemne znaczeniowo, nic nie stoi na przeszkodzie, aby je łączyć w dowolne konfiguracje – w efekcie powstają takie językowo-myślowe potworki jak „totalitarne eurolewactwo”, „bolszewicki prawicowiec”, „ubecki pseudo-liberał” czy „lewacki nazista” itp. Dla osób posługujących się tymi zlepkami wartość semantyczna wyrazów jest nieistotna, liczy się ich nacechowanie emocjonalne.

PRAWACTWO TO BOLSZEWICKO HITLEROWSKIE ROBACTWO JAK ICH RELIGIE!!

– Tak wygląda koniec wolności wypowiedzi i demokracja. Naziści lewaccy dorwali się do władzy.

Lewica i prawica, problemy z definicją

Być może jednak płynność pojęć używanych w politycznym dyskursie ma swoje głębsze podłoże. Zdaniem niektórych ekonomistów i politologów takie kategorie jak prawica czy lewica coraz bardziej tracą swoją rację bytu, a proces ów znajduje swoje odzwierciedlenie w języku.

Chantal Mouffe, autorka książki „Hegemonia i strategia socjalistyczna” pisze:

Obecnie różnica między lewicą i prawicą jest niemal niezauważalna, akt wyborczy przestaje mieć znaczenie, gdyż po dojściu do władzy przedstawiciele każdej opcji robią właściwie to samo. Ludzie tracą możliwość identyfikacji z jasno określonymi stanowiskami lewicowymi i prawicowymi, co zmusza ich do samodzielnej – nie zawsze udanej – reinterpretacji tradycyjnych określeń.

Podobne stanowisko zajmuje Peter Sloterdijk, niemiecki filozof, kulturoznawca i eseista. Sloterdijk uważa, że podział na tradycyjną lewicę i prawicę nie ma dziś większego sensu, ponieważ żyjemy w czasach absolutnej dominacji polityki centrowej. Jego znaczenie utrzymuje się wciąż na poziomie retorycznej identyfikacji, niemniej jednak – na poziomie praktyki politycznej – rzadko pojawiają się prawdziwe różnice.

Zwolennikiem tezy o nieaktualności podziału lewica – prawica jest również francuski pisarz, filozof i eseista, Alain Finkielkraut, oraz amerykański ekonomista Jeffrey Sachs. Zdaniem Sachsa wkroczyliśmy w nową „postpolityczną” erę, w której dawne różnice ideowe straciły znaczenie. Dzisiejsze linie podziału przebiegają w obszarach, którymi nie zajmowała się tradycyjna polityka. Jednym z nich jest starcie zwolenników globalizacji i internacjonalizmu ze zwolennikami państwa możliwie jak najbardziej autarkicznego i zamkniętego we własnych granicach. Drugim – spór o to, czy powinniśmy być raczej wierni tradycyjnym wartościom religijnym, czy lepsze jest hołdowanie wartościom świeckim. Trzeci konflikt, blisko związany z poprzednimi dwoma, ogniskuje się wokół problemu imigracji.

  • Czy faktycznie podział na tradycyjną lewicę i prawicę jest dziś przestarzały?
  • Jeśli tak – co dziś oznacza bycie lewicowcem, prawicowcem, liberałem?
  • Kim jest socjalista, chadek lub narodowiec?

Zapraszamy do dyskusji – spróbujmy wspólnie zdefiniować te pojęcia i nieco uporządkować polską scenę polityczną. Oczywiście – uporządkować znaczeniowo.

Źródła:

Jakiego języka używają skrajni prawicowcy do sporów z lewicą– artykuł Polityka, Podgórska J., 2015 r. (artykuł)

Nowomowa władzy– artykuł Polityka, Głowiński M., 2006 r. (artykuł)

Koniec podziału lewica – prawica – artykuł Newsweek, 2009 r. (artykuł)

Alfabet leminga- artykuł Uważam rze, Mazurek R., 2016 r. (artykuł)

Dodaj komentarz

3 komentarzy do "Lewak, moher i stado lemingów – o znaczeniu inwektyw używanych w Internecie"

avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Szejek
Gość

Osobiście nie lubię podziału polskiej sceny politycznej na prawicę i lewicę. By ogólnie zdefiniować daną partię, trzeba oddzielnie rozpatrywać sprawy światopoglądowe i ekonomiczne. Dlatego boli mnie uznanie PiS za prawicę, gdy jest to partia socjalistyczno-konserwatywna, gdzie państwo socjalne (opiekuńcze) jest po przeciwnej stronie, aniżeli wolny rynek. Liberalizm kojarzy mi się od razu z poglądami prawicowymi ekonomicznymi, natomiast nowoczesny liberał z poglądami światopoglądowymi lewicowymi. Co do wszystkich inwektyw w internecie, to wystarczy mieć inne zdanie niż inni w jakiejkolwiek kwestii- nie musi być to polityka, by zostać obrzucony błotem. Najlepiej się tym nie przejmować i ignorować osobiste wycieczki. Co do artykułu, to z przyjemnością mi się go czytało.

PePeSza
Gość

Z całym szacunkiem ale niestety powiela pan bzdury które w polskim internecie rozpropagował Janusz „lekka pedofilia” Korwin-Mikke.
Sugerowanie że podział lewica-prawica bierze się z podziały na kwestie gospodarcze tzn. etatyzm-leseferyzm, jest błędne bo primo pierwszym w Europie który wprowadził szeroką politykę socjalną w Europie był konserwatysta Otto von Bismarck(tak w nawiązaniu do „socjalistycznego”{bo socjal nie równa się socjalizm} PiS) zresztą innym prawicowym ideologiom jak ordoliberalizmowi, chadecji czy korporacjonizmowi również daleko do leseferyzmu, secundo partia liberalna w Danii która zawsze odpowiadała się za wolnym rynkiem jest Venstre czyli po duńsku „lewica”, tercero po lewej stronie jest wiele doktryn antyetatystycznych(w tym anarchistycznych) którym raczej daleko zarówno do leseferyzmu jak i etatyzmu.

PePeSza
Gość

Bardo dobry tekst. Nie myśleli Państwo o napisaniu czegoś o alternatywach dla podziału na lewica-prawica(np. kompas polityczny)?

wpDiscuz

Polecane artykuły i koncepty