7.02.2018
Aktualizacja: 7.02.2018

Karać za „polskie obozy śmierci”? Nowelizacja ustawy o IPN szeroko komentowana za granicą

Nowelizacja ustawy o IPN.
© luzitanija/fotolia

Prezydent Andrzej Duda podpisał nowelizację ustawy o IPN przygotowaną przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Choć jednocześnie zdecydował o skierowaniu jej w trybie następczym do Trybunału Konstytucyjnego, to zmiana przepisów wydaje się być przesądzona.

Nowelizacja dotyczy wprowadzenia kar za przypisywanie narodowi lub państwu polskiemu odpowiedzialności za zbrodnie popełnione w czasie II wojny światowej oraz za „rażące pomniejszanie odpowiedzialności rzeczywistych sprawców tych zbrodni”. Najwyższą karą przewidzianą w nowelizacji za tego typu wypowiedzi mają być 3 lata więzienia. Nowe przepisy przewidują też stosowanie kary grzywny lub ograniczenia wolności.

Symbolem zjawiska, z którym chcą walczyć polskie władze, jest często pojawiające się w polskich mediach sformułowanie „polskie obozy zagłady”.

Przede wszystkim tak jak niektórzy mówią, co dla mnie jest ogromnie bolesne i myślę, że dla większości Polaków, że Polacy brali jako naród w instytucjonalizowany sposób udział w Holokauście, że miało to charakter systemowy. Otóż, proszę państwa – nie. Prawda historyczna jest taka, że Polacy w żaden zinstytucjonalizowany sposób, w żaden systemowy sposób nie brali udziału w Holokauście

– tłumaczył powody swojej decyzji prezydent.

Podpisana nowela trafi do TK

Duda podkreślił też, że nowelizacja nie dopuszcza stosowania sankcji wobec osób, które dopuściły się czynu zabronionego w związku z prowadzoną działalnością artystyczną lub naukową. Mimo to prezydent zapowiedział skierowanie noweli do Trybunału Konstytucyjnego w trybie następczym – oznacza to, że Trybunał oceni zgodność nowych przepisów z konstytucją w momencie, gdy będą już obowiązywały. Chodzi o rozwianie wątpliwości, czy ustawa łamie konstytucyjną zasadę wolności słowa.

Nie przekonuje to jednak społeczności międzynarodowej. Polski rząd, który wcześniej mógł liczyć w tej kwestii na zrozumienie zagranicznych partnerów, obecnie jest obiektem krytyki z wielu stron.

Izrael zmienia front

Sejm przyjął nowelizację 26 stycznia, czyli w przeddzień Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu. Przy okazji obchodów 73. rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz ambasador Izraela Anna Azari ostro skrytykowała propozycję resortu sprawiedliwości. O ile jej reakcja wzbudził co najwyżej lekką konsternację, o tyle sprzeciw izraelskiego premiera Benjamina Netanyahu stanowił już jasną zapowiedź przyszłego konfliktu.

Jeszcze w 2016 roku, podczas wizyty ówczesnej premier Beaty Szydło w Izraelu, stanowisko Netanyahu było zgodne z punktem widzenia polskiego rządu. Po spotkaniu premierów wydano nawet wspólne oświadczenie, w którym napisano:

Oba rządy zdecydowanie sprzeciwiają się jakimkolwiek formom dyskryminacji rasowej i antysemityzmowi, tak samo jak sprzeciwiają się podważaniu lub pomniejszaniu ofiary Żydów w czasie Holokaustu oraz używaniu tak błędnych sformułowań jak „polskie obozy śmierci”.

Ostatnio z Jerozolimy płynie jednak zupełnie inny przekaz. Netanyahu wyraził przekonanie, że ustawa penalizująca sugerowanie udziału Polaków w Holokauście w istocie stanowi próbę jego zanegowania. Jeszcze dalej posunął się jeden z tamtejszych posłów, Juri Lapida, który stwierdził, że „setki tysięcy Żydów zostało zamordowanych przez Polaków, nawet zanim zobaczyli niemieckiego żołnierza”.

Sprzeciw w izraelskich mediach

Odzwierciedleniem podejścia Izraela do tej kwestii są opinie pojawiające się w tamtejszej prasie. W lewicowym dzienniku „Haarec” napisano, że „nacjonalistyczna większość w polskiej polityce próbuje przeforsować historyczny rewizjonizm i ukryć fakt, że w narodzie polskim były i ofiary, i kolaboranci”, po czym niemal dokładnie powtórzono zdanie wygłoszone przez Lapida.

Natomiast dziennikarze z prawicowego „Jerusalem Post” chyba nawet nie zadali sobie trudu, by przetłumaczyć treść krótkiej nowelizacji: „Izrael mniej się kłopocze frazą polskie obozy koncentracyjne, a bardziej prawem, które może mieć łagodzący skutek na akademickie badania dotyczące roli Polski w Holokauście” – czytamy tam pomimo obecnego w ustawie zapisu dotyczącego działalności naukowej. W każdym razie już w następnym zdaniu dodano: „Niezgodne z faktami historycznymi jest stwierdzenie, że naród polski nie miał z nim [z Holokaustem – red.] nic wspólnego”.

Waszyngton i Kijów także krytykują ustawę

Amerykanie postanowili wesprzeć w sporze polsko-izraelskim właśnie Izrael – z punktu widzenia amerykańskich interesów ważniejszego, mimo wszystko, sojusznika. Zdecydowanie na podpis prezydenta Dudy zareagował sekretarz stanu Rex Tillerson, który całkiem niedawno przyjechał do Warszawy z wizytą. Co ciekawe, w jego oświadczeniu również pojawia się kwestia możliwych konsekwencji dla naukowców.

Stany Zjednoczone są rozczarowane tym, że polski prezydent podpisał ustawę wprowadzającą kary za przypisywanie zbrodni nazistowskich narodowi polskiemu. […] Uchwalenie tej ustawy niekorzystnie wpływa na wolność słowa i badania naukowe.

Choć Tillerson wyraził zrozumienie dla faktu, że określenie „polskie obozy śmierci” jest dla Polaków krzywdzące, to stwierdził jednocześnie, że podobne nieścisłości muszą być zwalczane metodami nienaruszającymi podstawowych wolności. Wskazał w tym kontekście na „otwartą debatę” i edukację.

Skoro już jesteśmy po drugiej stronie Atlantyku, to warto także zwrócić uwagę na reakcję amerykańskich mediów. „The Washington Post”, w tekście prowokacyjnie zatytułowanym „Polskie obozy zagłady”, pisze:

Nazwanie obozów „polskimi” jest w najlepszym wypadku mylące. Prezydent Barack Obama roztropnie przeprosił po użyciu tego terminu w 2012 roku, a w „The Post” wyraźnie ustaliliśmy zasadę, by unikać takiego sformułowania. Jednak jedną rzeczą są apele historyków przeciw używaniu zwrotu „Polskie obozy zagłady”, a inną decyzja rządu, by grozić trzema latami więzienia każdemu na świecie, kto zdecyduje się go użyć.

Nie zabrakło też krytyki „prawicowego nacjonalistycznego rządu i jego przywódcy, Jarosława Kaczyńskiego” oraz przypomnienia o „marszu dziesiątków tysięcy skrajnie prawicowych nacjonalistów”.

Podpisana przez prezydenta ustawa okazała się nie być obojętna także dla Kijowa. Rada Najwyższa Ukrainy wydała oświadczenie, w którym odniosła się nie tylko do treści noweli, ale także do „demonstracyjnych akcji niszczenia ukraińskich upamiętnień na terytorium Polski, napaści na uczestników uroczystości religijnych i członków ukraińskiej społeczności w Polsce, zakazów imprez kulturalnych oraz szowinistycznej retoryki”. Zdaniem Rady obecna polityka historyczna rządu zmierza do konfliktów, które „leżą w interesie wspólnych wrogów państwowości” Polski i Ukrainy.

Sprzeciw opozycji

Słowa sprzeciwu wobec nowelizacji padają też ze strony polityków niechętnych obecnej władzy. Lawinę komentarzy wywołał tweet przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska, który zarzucił twórcom ustawy, że „wypromowali to podłe oszczerstwo [„polskie obozy…” – red.] na cały świat, skutecznie jak nikt dotąd”.

Platforma Obywatelska i Nowoczesna oskarżyły prezydenta o uleganie interesom partyjnym i zezwolenie na wejście w życie ustawy, która już doprowadziła do poważnego kryzysu dyplomatycznego:

Naruszenie naszych stosunków z trzema krajami jedną ustawą jest jednym wielkim błędem dyplomatycznym. Nie można kosztem dyplomacji uprawiać polityki historycznej

– mówiła Katarzyna Lubnauer.

Szefowa Nowoczesnej zaapelowała nawet do Andrzeja Dudy o zwołanie Rady Bezpieczeństwa Narodowego.

Szef MSZ deklaruje chęć dialogu

Polską dyplomację broni przed krytyką jej szef, Jacek Czaputowicz. Jeszcze przed podpisaniem ustawy przez prezydenta wskazywał on, że stanowisko Izraela opiera się na „fałszywych przesłankach”.

Intencja Polski jest inna. Chodzi o to, aby nie obciążać Polski, państwa polskiego, narodu polskiego rozumianego jako całość – tu chodzi o państwo narodowe, a nie o pojedyncze osoby – za zbrodnię Holokaustu, których naród ten nie popełnił

– mówił w audycji „Salon polityczny Trójki” na antenie Polskiego Radia.

Zadeklarował też, że „nie jest tak, że nie jesteśmy otwarci na postulaty Izraela, Stanów Zjednoczonych czy innych państw”.

Co myślicie o nowelizacji oraz o reakcji, jaką wywołała ona wśród polityków w Polsce i za granicą?

Dodaj komentarz

1 Komentarz do "Karać za „polskie obozy śmierci”? Nowelizacja ustawy o IPN szeroko komentowana za granicą"

avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Piotr
Gość

O tej sprawie wypowiedziałem się częściowo komentując kwestię problemu nacjonalizmu w Polsce. I nadal jestem przekonany, że jeśli problemem jest używanie (celowe czy ze zwykłej głupoty) określenia „polskie obozy śmierci” w odniesieniu do takich miejsc jak KL Auschwitz-Birkenau, KL Stutthof, KL Groß-Rosen (czy inne im podobne a leżące obecnie na terytorium Polski) to powinno się wprowadzić obowiązek stosowania ich niemieckojęzycznej nazwy (Konzentrationslager) z dopiskiem Deutsche, niemiecki, tak aby nikt nie miał wątpliwości, że chodzi o miejsca zagłady:
(1) zorganizowane przez państwo niemieckie,
(2) na podstawie niemieckiego prawa,
(3) zarządzane przez służby państwa niemieckiego (taką, gdyż finansowaną z budżetu Rzeszy było SS),
(4) obsługiwane przez Niemców (w szeregach SS nie mógł służyć ktoś, kto nie był „czystym rasowo” Niemcem) lub obywateli innych państw, uznanych przez służby państwa niemieckiego za Volksdeutschów, czyli osoby spełniające kryteria wynikające z niemieckiej ustawy o czystości krwi niemieckiej i niemieckiej czci (uchwalonej w 1935 roku w ramach tzw. Nürnberger Rassengesetze – norymberskich ustaw rasowych),
(5) finansowane z budżetu Rzeszy Niemieckiej,
(6) przynoszące dochody budżetowi Rzeszy Niemieckiej, tak poprzez wykorzystywanie niewolniczej pracy więźniów KL jak i poprzez grabież mienia osób, które „zostały wywiezione” wbrew swojej woli do KL.
To są niepodważalne fakty, zarówno prawne jak i faktyczne. Nawet jeśli do budowy KL Auschwitz czy innych „zatrudniano” Polaków, to działo się to pod przymusem wiążącym się z bezpośrednim zagrożeniem utraty życia, na koszt niemieckiego państwa, pod dozorem służb niemieckiego państwa i zgodnie z planami (organizacyjnymi, finansowymi) wykonywanymi przez poszczególne służby niemieckiego państwa.

Takie polskie uregulowanie prawne (nazwa brzmiąca Deutsche Konzentrationslager np. Auschwitz) jednoznacznie by określało, co jest przedmiotem noweli (dotyczy wprost niemieckich obozów koncentracyjnych) a kara dotyczyłaby każdego, kto nie stosuje się do nakazu stosowania nazwy niemieckojęzycznej. I nie byłoby wątpliwości, że nie jest celem nowelizacji utrudnianie dochodzeń czy prowadzenia badań naukowych dotyczących zbrodni popełnianych poza systemem KL, również z udziałem Polaków.
Natomiast nie jestem przekonany, o co w tej całej sprawie chodzi Żydom, Amerykanom czy Ukraińcom.
Ukraińcy? No cóż, najlepsza jest ponoć obrona przez atak. A ponieważ chcą pokryć milczeniem Rzeź Wołyńską (i inne, późniejsze zbrodnie UPA, OUN i im podobnych organizacji nacjonalistycznych) wolą atakować Polskę szermując postulatem rozliczenia Polski i Polaków za wszystkich Ukraińców zabitych przez Polaków w okresie Rzeczypospolitej Obojga Narodów…
Amerykanie nie mogą oskarżać Polaków o jakiekolwiek zbrodnie popełnione na obywatelach USA, gdyż takowych, nawet i z braku możliwości, być nie mogło. Zatem zabierają głos w imieniu bardzo licznej i wpływowej w USA społeczności żydowskiej.

Natomiast jeśli chodzi o Żydów… Oni, podobnie jak Ukraińcy, stawiają na atak, gdyż mają pewien interes w „zaognianiu” sporu. Nie ulega raczej wątpliwości, że zbrodnia w Jedwabnem, nawet jeśli była sterowana przez Niemców, została prawdopodobnie popełniona przez Polaków. I jest również wielce prawdopodobne, że takich zdarzeń było zapewne więcej. Tej może i niewygodnej dla nas historycznej prawdy nie możemy odrzucić, jednakże w każdym takim przypadku niezbędne jest ustalenie roli niemieckich okupantów. Inaczej bowiem należy oceniać sytuację, gdy do zbrodni doszło „z własnej inicjatywy” Polaków wiedzionych chęcią zysku i zagarnięcia majątku sąsiadów nie-Polaków (bo miejscami dotyczyło to nie tylko Żydów ale i ludzi innych narodowości) a inną ocenę postawić, gdy do zdarzenia doszło pod bezpośrednim przymusem ze strony Niemców (albo wy zabijecie Żydów albo my zabijemy Żydów i was wszystkich!). Pomiędzy tak różnymi co do okoliczności zbrodniami nie można postawić znaku równości.

Ale też cala ta sprawa jest przyczynkiem do postawienia pytania, czy powinniśmy być aż tak wrażliwi na uczucia Żydów? A może powinniśmy przyjąć ich sposób myślenia?
Żydzi chcą, aby Polacy i Polska, wszyscy hurtem, przyjęli na siebie odpowiedzialność (a zatem i obowiązek wypłaty odszkodowań) za wszystkie zbrodnie popełnione przez chyba dość nieliczną garstkę Polaków na Żydach. Jeśli taka jest intencja dyplomacji Izraela oraz członków Światowego Kongresu Żydów, to odwróćmy problem.
Po 17 września 1939 r. wielu Żydów na obszarach zajętych przez Sowietów podjęło współpracę z NKWD, doprowadzając do śmierci wielu Polaków. Podobnie wielu Żydów prowadziło antypolską działalność na ziemiach Rzeczypospolitej zajmowanych od zimy 1944 przez Armię Czerwoną, a po wojnie wstąpiło w szeregi Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, sprawowało ważne funkcje w prokuraturach i sądach. Zatem przypiszmy odpowiedzialność za ich zbrodnie całemu narodowi żydowskiemu, a ponieważ znaczna część Żydów z taką przeszłością opuściła Polskę i stała się obywatelami Izraela – przypiszmy odpowiedzialność za te zbrodnie także państwu Izrael.
USA czy Wielka Brytania także przyjmowały polskich Żydów z ubecką przeszłością, zbrukanych całkowicie krwią polskich ofiar, podobnie zresztą jak bezpośrednio po II wojnie światowej ściągały do siebie niemieckich naukowców i konstruktorów. Liczyła się ich wiedza i „przydatność”, natomiast kwestie nazistowskiej postawy i, bardzo często, odpowiedzialności za śmierć setek czy tysięcy więźniów KL albo robotników przymusowych zatrudnionych przy realizacji tych „projektów badawczo-rozwojowych” stała się tematem tabu. Operacja Paperclip, jak ją nazwali Amerykanie, miała priorytet (przed sprawiedliwością) i rządowe poparcie a zbrodniarze ściągnięci w jej ramach do USA mogli liczyć nie tylko na bezkarność, ale i na bardzo dostatnie życie.

Powtórzę zatem: jeśli Żydzi chcą rozliczeń typu „zbiorowa odpowiedzialność wszystkich za zbrodnie popełnione przez nielicznych” to może nie jest to rozwiązanie najlepsze, ale zgódźmy się. Na zasadach wzajemności, tak jak to wyżej opisałem.
Wiem, że ten postulat może wywołać oburzenie, ale moim zdaniem powinniśmy głośno powiedzieć DOŚĆ! i skoro inni nas oskarżają – zażądać rozliczenia także i w drugą stronę. Na równych prawach.

wpDiscuz