17.05.2017
Aktualizacja: 28.08.2017

Polska ma problem z wolnością prasy? Niepokojący ranking Reporterów bez Granic

Światowy Ranking Wolności Prasy 2017
pixabay

Niedawno obchodzony Światowy Dzień Wolności Prasy był pretekstem do przypomnienia, jak istotną rolę w demokratycznym państwie pełnią media. Trudno jednak o nastrój sprzyjający świętowaniu, gdy międzynarodowe stowarzyszenie Reporterów bez Granic (RsF) bije na alarm.

„Wolność mediów i pluralizm są zagrożone” – głosi tytuł krótkiego podsumowania sytuacji w Polsce. Tegoroczna edycja Światowego Rankingu Wolności Prasy przyniosła spadek naszego kraju o 7 pozycji. Na 180 uwzględnionych w zestawieniu państw zajmujemy 54. miejsce. Dramatyczny regres zanotowaliśmy już w ubiegłorocznym rankingu – w porównaniu z 2015 rokiem nasza pozycja pogorszyła się wówczas aż o 29 miejsc.

Niekorzystne trendy

Obawy budzi nie tylko słabnąca pozycja Polski, ale także globalne tendencje. Jako „trudną” lub „bardzo trudną” oceniono sytuację prasy aż w 72 krajach. Zakres wolności mediów uległ ograniczeniu w ok. 60% państw. Autorzy analizy dotyczącej rankingu doszli do wniosku, że naruszanie swobody przepływu informacji nie jest już wyłącznie domeną dyktatur i reżimów autorytarnych, a ograniczanie wolności prasy coraz częściej obserwujemy także w krajach demokratycznych.

W dziedzinie swobody funkcjonowania prasy wzorem do naśladowania dla reszty globu mogą być kraje nordyckie. Ranking otwiera Norwegia, która zdetronizowała ubiegłorocznego zwycięzcę – Finlandię (w tym roku 3. miejsce). Drugie miejsce zajęła Szwecja, a czwarte Dania. Także wysoko, bo na 10. miejscu, uplasowała się Islandia. Ostatnie pozycje w zestawieniu okupują głównie kraje afrykańskie (m.in. Sudan i Erytrea) i azjatyckie (Chiny, Syria, Turkmenistan i Korea Północna).

Współczynnik wolności prasy w krajach świata.
Współczynnik wolności prasy w krajach świata. Źródło: opracowanie własne na podstawie 2017 World Press Freedom Index.

Polski rząd tłumi wolność prasy?

RsF nie pozostawia suchej nitki na rządzie Prawa i Sprawiedliwości, który – ich zdaniem – uparcie dąży do ograniczenia swobody działalności mediów.

Zaledwie kilka tygodni po objęciu przez PiS władzy partia przeforsowała przepisy dające rządowi bezpośrednią kontrolę nad mediami publicznymi [tł. wł.]

– zauważają autorzy zestawienia.

W dalszej części padają jeszcze ostrzejsze słowa, m.in. o uczynieniu z państwowych mediów „narzędzia propagandowego”. Ten punkt widzenia podziela zresztą polska opinia publiczna. Z przeprowadzonych w kwietniu tego roku badań CBOS wynika, że aż 64% Polaków dostrzega w programach TVP1, TVP2 i TVP Info „sprzyjanie rządowi i partii rządzącej”. Dla porównania, w 2012 roku (za rządów PO-PSL) podobnej odpowiedzi udzielił jedynie co trzeci ankietowany.

W analizie zwrócono także uwagę na domniemaną chęć pogorszenia sytuacji finansowej wydawców kilku tytułów (takich jak „Gazeta Wyborcza”, „Polityka” i „Newsweek”) poprzez wycofywanie przez państwowe spółki prenumerat tych gazet oraz zaprzestanie zlecania im reklam. Wspomniano także o planowanym ograniczeniu dziennikarzom swobodnej pracy w budynku sejmu, z którego rząd wycofał się dopiero po głośnych protestach.

Reporterów bez Granic niepokoi trwająca od pewnego czasu dyskusja dotycząca repolonizacji mediów. Rząd głośno mówi o tym, że udział zagranicznego kapitału na rynku medialnym w Polsce powinien zostać ograniczony.

Zaniepokojona tym, jak kraj członkowski Unii Europejskiej lekceważy podstawowe wartości Wspólnoty, Komisja Europejska uruchomiła w styczniu 2016 roku procedurę kontroli praworządności. W odpowiedzi na rażące i powtarzające się naruszanie wolności mediów i zasady pluralizmu, Reporterzy bez Granic wezwali UE do zastosowania wobec Polski sankcji, w tym także finansowych [tł. wł.]

– podsumowuje RSF.

Lekka przesada?

Zarzuty stawiane rządowi przez Reporterów bez Granic robią wrażenie. Co gorsza, nie sposób zarzucić im nieprawdziwości. Partia rządząca – choć deklaruje czyste intencje – rzeczywiście wprowadza dość istotne zmiany w funkcjonowaniu mediów (nie tylko publicznych), które mogą być odbierane jako próba ograniczenia ich wolności.

Krytyka RsF wobec Polski nie jest niczym nowym. W marcu Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich wyraziło swoje niezadowolenie z powodu zorganizowanej przez RsF konferencji prasowej, na której przedstawiono sytuację mediów w Polsce w niekorzystnym dla naszego kraju świetle.

Tego rodzaju działania, piętnowanie i stygmatyzowanie Polski jako kraju niedemokratycznego, porównywanie go do państw, w których dziennikarze są mordowani czy więzieni, jest celową manipulacją o podłożu politycznym

– napisało SDP w oświadczeniu.

Niezależnie od motywacji Reporterów bez Granic należy przyznać, że polski rząd dostarcza wielu pretekstów do krytyki, także tej dotyczącej państwowej ingerencji w rynek medialny. Z drugiej strony, jak słusznie zauważyło SDP, nie powinniśmy popadać w paranoję. Nasz wynik w rankingu nie budzi już bowiem tak wielkich emocji, gdy zauważymy, że niewiele wyżej od nas uplasowały się chociażby Stany Zjednoczone czy Włochy, a w tyle zostawiamy innych partnerów z UE – Węgry, Chorwację, Grecję i Bułgarię.

Czy niepokoi Was spadek Polski w Światowym Rankingu Wolności Prasy?

Dodaj komentarz

2 komentarzy do "Polska ma problem z wolnością prasy? Niepokojący ranking Reporterów bez Granic"

avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Piotr
Gość

A co niby ma nas niepokoić? Że w jakimś rankingu spadła pozycja Polski?
Przepraszam może za niewiedzę, ale trudno mi powiedzieć, kogo reprezentuje organizacja Reporterzy bez Granic? Kto ją utworzył? Jeśli jest to organizacja typu „wewnętrzny związek dziennikarzy np. koncernu Axel Springer”, to z pewnością nie jest ona miarodajna.
Nie wiem także, czy wolności typu skandynawskiego powinny być dla Polski wzorem. Wystarczy popatrzeć się właśnie na zwycięzcę w rankingu – Norwegię i jej niektóre uregulowania prawne. Za ukaranie dziecka (które ma w takiej sytuacji prawo skargi na policji) rodzice mogą zostać pozbawieni praw rodzicielskich i niejedna polska rodzina zamieszkała w Norwegii już tego doświadczyła. Oczywiście skutkuje to brakiem poczucia jakiejkolwiek wewnętrznej odpowiedzialności oraz postawą stricte roszczeniową. Finałem takiej polityki jest sprawa Andersa Behringa Breivika – terrorysty, mordercy (nie wiem, czy nie byłoby właściwszym słowo ludobójcy), który po zamordowaniu (łącznie ze zmarłymi w wyniku odniesionych ran) 77 osób i ranieniu ponad 30 dalszych został skazany aż na 21 lat więzienia, po czym wytoczył Norwegii proces o rzekomo nieludzkie warunki traktowania go: odizolowanie, pozbawienie dostępu do internetu i kontrolę (jak kto woli – cenzurę) korespondencji. I wygrał!!!
Faktycznie, norweska prasa cieszy się wielką wolnością słowa, skoro wypowiedzi Breivika, czysto faszystowskie i nacjonalistyczne w treści, były (i są) w niej publikowane bez istotniejszych komentarzy. Podobnie postępowały inne norweskie media – radio i telewizja. Tylko czy taka akurat swoboda słowa nie wykracza aby poza granice zdrowego rozsądku?
Tym samym ciemnozielonym kolorem zaznaczono naszego zachodniego sąsiada – Niemcy. Te same Niemcy, które ponoć cieszą się bardzo wysoką wolnością prasy, skutecznie zablokowały wszystkie media w podawaniu informacji o molestowaniu seksualnym Niemek przez imigrantów podczas pamiętnego sylwestra 2015/16 (dopiero po kilku dniach fakty trafiły do opinii publicznej) i skutecznie, choć raczej metodami niejawnymi, blokują pokazywanie w mediach protestów, jakie są organizowane przez partie typu Alternative für Deutschland czy PEGIDA. Obraz, jaki wyłania się z niemieckich mediów, jest niemalże sielankowy: niemiecka gospodarka rozwija się znakomicie, jest bezpiecznie, pani kanclerz i służby mają wszystko pod kontrolą, multi-kulti to wielki sukces…
Na tak naszkicowanym tle zewnętrznym możemy spokojnie popatrzeć na to, co dzieje się w Polsce.
„Gazeta wyborcza” i „Newsweek” tracą czytelników i spada im nakład… Czy aby na pewno wskutek zaniechania przez urzędy administracji publicznej prenumeraty?
„Gazeta wyborcza”… Pamiętam ją od samego początku, czyli od 1989 roku. Kiedyś czytałem. Przestałem, gdy stała się wagowo niemalże cegłą. Ale nie od ilości artykułów, ale reklam, reklam, reklam… Wolę zerknąć na stronę internetową, zobaczyć kto i o czym pisze i, jeśli tematyka mnie zainteresuje, przeczytać tekst „on line”.
„Newsweek”. Kiedyś był przyczółkiem dobrego stylu i niezależnych opinii. Ale stał się periodykiem anty-pisowskim. Za to bardzo chętnie „popierającym” środowisko Platformy Obywatelskiej, Nowoczesnej.pl, partii RAZEM i różnych niszowych społeczności (lesbijek, gejów, transseksualistów itp.). Otóż zdecydowana większość naszego społeczeństwa ma poglądy konserwatywne, kształtowane przez kościół Rzymsko-katolicki. To jest bardzo duża część naszego społeczeństwa (niezależnie od tego, czy chodzą do kościoła, czy żyją zgodnie z zasadami religii).
Prasa to towar. Ktoś go wytwarza, aby ktoś inny go kupił. Czysto handlowa relacja. Klient ma swój gust, nie kupi czegoś, co mu się nie podoba, czego nie chce. Kiedy rezygnuje się (a tak postanowiły kierownictwa „Newsweeka” i „Gazety”) z walki o największą (najliczniejszą) klientelę a adresuje się ofertę do mniejszych grup odbiorców, skutek w postaci spadku sprzedaży jest oczywisty. Tym bardziej, że żaden tytuł nie ma monopolu na informację. To nie jest rok 1989 czy 1990, kiedy był wybór pomiędzy czerwoną „Trybuną Ludu” a opozycyjną „Gazetą”.
Klient ma prawo wyboru. Klient mniejszościowy ma swoje potrzeby, klient większościowy – inne. Jedni ubierają się w drogich, ale „oryginalnych” salonach mody, inni jeżdżą po galeriach, second-handach. Oferta „Newsweeka” czy „Gazety” nie trafia w gust klienta konserwatywno-katolicko-pisowskiego. Do tego większościowego klienta-czytelnika trafiają inne oferty, inne tytuły prasy codziennej, inne tygodniki. Klient ma wybór i z niego korzysta. Dokładnie taki, jak przy innych zakupach – Biedronka? Lidl? Kaufland? A może Piotr i Paweł? Lub inna sieciówka?
A że rząd (i szeroko rozumiana administracja rządowa) nie chce w takich tytułach zamieszczać swoich ogłoszeń? Przecież administracja rządowa to niewielka część administracji publicznej, a większość tej samorządowej nadal pozostaje w rękach PO i PSL, przy częstym wsparciu SLD. Ale nawet i ci ideowi samorządowi partnerzy „Gazety” czy „Newsweeka” nie lokują w tych tytułach takiej ilości ogłoszeń, jak kiedyś. Zatem może chodzi o coś innego? Na przestrzeni ostatnich lat nastąpiły bardzo głębokie zmiany choćby w prawie zamówień publicznych – dziś ogłoszenie prasowe o przetargu już praktycznie jest czymś zamierającym, liczy się ogłoszenie w internetowym biuletynie informacji publicznej, na portalu „konkurencyjność”… Media elektroniczne wypierają media papierowe – potwierdzenie tej prawdy jest doskonale widoczne na rynku księgarskim, gdzie audiobook czy e-book sprzedają się zwykle w większej ilości egzemplarzy, niż wersja drukowana książki. Zresztą dokładniejsza analiza wyników finansowych „Gazety” skłania do podobnego wniosku – spada nakład drukowany i wysokość przychodów ze sprzedaży „drukowanej”, natomiast wzrastają przychody na działalności internetowej.
A co do TVP… Jakoś nie dostrzegam, aby w głównym wydaniu „Wiadomości” brakowało wypowiedzi przedstawicieli Platformy Obywatelskiej, Nowoczesnej.pl, PSL czy Kukiza. Nawet i lewicy, choć akurat czemu zwykle jest to głos byłego ponoć szefa SLD Leszka Millera a nie obecnych władz? Jednakże nikt nie zarzuci TVP, że poglądy tych najważniejszych sił opozycyjnych nie są na jej antenie prezentowane. A to, że TVP reprezentuje rząd? Rację ma ten, kto ma pieniądze. Skoro TVP nie utrzyma się z abonamentu (za dużo kanałów, większość kosztowna a o małej oglądalności, dużo irytujących reklam, mało atrakcyjna oferta filmowa – głównie powtórki dla sklerotyków), rząd dotuje TVP a ta wspiera rząd. Trudno nawet napisać, że za poprzedniego rządu było tak samo, bo byłaby to część prawdy. Tak było też za rządów Marcinkiewicza, Millera, Cimoszewicza, Oleksego, Pawlaka, Buzka… Coś, co trwa od jakichś dwudziestu lat, może i dłużej.
A komu TVP nie odpowiada, kto uważa, że „Wiadomości” TVP są nieobiektywne, ma wybór. O 18:50 „Wydarzenia” Polsatu. O 19:00 „Fakty” TVN. Albo „Informacje dnia” Telewizji Trwam o 20:00. Każdy ma prawo ocenić samodzielnie, które podejście „programowo-ideologiczne” najbardziej mu odpowiada, kto dostarcza mu najlepszy produkt.
„Gazeta” i „Newsweek” piją właśnie piwo, które same sobie poniekąd nawarzyły. Przez lata głosiły, że polskiej gospodarce potrzebny jest liberalizm, że wszystkie problemy wyreguluje „niewidzialna ręka rynku”. Dziś czują, co znaczy w praktyce hasło „Klient nasz pan!”. Duża grupa ich klientów przeszła do konkurencji lub, w poszukiwaniu godnych warunków pracy i płacy, wyjechała za granicę. No cóż, upadłość to też jedno z rozwiązań oferowanych przez gospodarkę wolnorynkową.

Filip
Gość

Po pierwsze, Reporterzy bez Granic to nie jakiś tam anonimowy twór tylko międzynarodowa organizacja walcząca o wolność mediów i monitorująca przypadki jej naruszania (serio, wystarczy poszukać w sieci, nawet źródło z artykułu odsyła do oficjalnej strony organizacji- polecam zakładkę Who are we?, na stronie jest też podana metodologia wg której powstal ranking). Odpowiadając na pytanie z artykułu: tak, spadek w rankingu to zła informacja. Zresztą i bez niego widać, czym stała się TVP za rządów PIS i nie ma sie z czego cieszyć.
Po drugie, nie widzę związku między wolnością mediów w Norwegii a prowadzoną wobec rodzin polityką. Od odbierania dzieci, poprzez postawę roszczeniową przechodzisz nagle do sprawy Brejwika. Nie nadążam chyba za twoim tokiem rozumowania, ale argumenty dotyczące Niemiec już do mnie trafiają.
Po trzecie, jeśli norweskie media uczciwie podają informacje o motywach jego zbrodni (jakiekolwiek by one nie były) to chyba dobrze świadczy o wolności prasy? Nie wiem, czy o rozsądku Norwegów też, ale nie tego dotyczył ranking…
Po czwarte, racja – administracja rządowa to tylko ułamek całej administracji, ale głównie chodzi o reklamy zamieszczane w gazetach przez spólki skarbu państwa, a nie samorządy….
Po piąte, błagam – nie chodzi o to, czy „Wiadomości” pokazują polityków opozycji czy nie, tylko JAK pokazują. Jeszcze tylko tego by brakowało, żeby TVP pokazywała wyłacznie pisowców…
Po szóste, ludzie mają wybór co chcą oglądać, ale nie mają wyboru za co chcą płacić. Na publiczną telewizję płaci każdy niezależnie od poglądów politycznych, a na prywatne stacje – nie. Piszesz o wolnym rynku zapominając, że jego zasady obowiązują wszystkie telewizje z wyjątkiem TVP. Co to za wolny rynek, gdy jedna z telewizji ma zagwarantowane wsparcie państwa? To nie ma nic wspólnego z konkurowaniem na równych zasadach, bez którego nie ma mowy o wolnym rynku. Pozdrawiam

wpDiscuz