• >>
  • Wiadomości
  • >>
  • Unijna dyrektywa. Ochrona praw autorskich czy cenzura?
27.06.2018
Aktualizacja: 28.06.2018

Większa ochrona praw autorskich czy cenzura w sieci? Różnice w ocenie unijnej dyrektywy

Unijna dyrektywa. Ochrona praw autorskich czy cenzura?
© KPixMining/fotolia

Tydzień temu Komisja Prawna Parlamentu Europejskiego zaakceptowała treść unijnej dyrektywy, która ma chronić prawa twórców i wydawców publikujących treści w sieci. Nie brakuje jednak opinii, że prawo na zawsze zmieni Internet i wprowadzi w nim zwykłą cenzurę. Jaka jest prawda?

O kontrowersjach związanych z dyrektywą świadczy również wynik głosowania w komisji – 14 głosów „za” i 9 „przeciw”, przy dwóch głosach wstrzymujących się, trudno nazwać jednomyślnością. Następnym krokiem będzie przyjęcie projektu podczas głosowania plenarnego na forum Parlamentu Europejskiego, do którego ma dojść już 4 lipca. W przypadku przegłosowania dyrektywy rozpoczną się negocjacje z przedstawicielami państw członkowskich.

Na dyrektywie ws. praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym w założeniu zyskają twórcy. Nowe prawo ma skończyć ze zjawiskiem kradzieży treści, a twórcy oryginalnych materiałów mają zacząć zarabiać na tym, że ktoś wykorzystuje ich utwory w sieci. Na pierwszy rzut oka trudno doszukiwać się tu jakiejkolwiek kontrowersji.

A jednak. Dyrektywa budzi ogromne emocje, a przez niektórych aktywistów-obrońców wolności słowa jest wręcz określana jako „nowe ACTA”. Czy słusznie?

„Podatek od linków”

Najczęściej dyskutuje się o dwóch artykułach dyrektywy – 11 i 13. Pierwszy z nich dotyczy prawa do cytowania utworów, a jego wejściu w życie, zdaniem krytyków, oznaczać będzie wprowadzenie „podatku od linków” płaconego na rzecz twórców. W praktyce zabronione miałoby być udostępnianie (np. na portalach społecznościowych czy aplikacjach newsowych) fragmentów artykułów lub innych materiałów.

„Chodzi nawet o przeglądy prasy, albo to, co robi Wykop, czyli pokazywanie dużych fragmentów pewnych dzieł” – stwierdziła na antenie radia TOK FM Sylwia Czubkowska z „Gazety Wyborczej”. Przeciwnicy dyrektywy wieszczą nie tylko koniec swobodnego dzielenia się linkami (co mieliby szczególnie mocno odczuć mali wydawcy), ale także… memów.

„Dostawcy podejmują środki…” – cenzura w sieci kwestią czasu?

Jeszcze więcej emocji wywołuje jednak artykuł 13, który wprost bywa określany jako próba cenzurowania Internetu. Oto jego fragment:

Dostawcy usług społeczeństwa informacyjnego, którzy przechowują i zapewniają publiczny dostęp do dużej liczby utworów […] podejmują środki w celu zapewnienia funkcjonowania umów zawieranych z podmiotami praw o korzystanie z ich utworów lub innych przedmiotów objętych ochroną bądź w celu zapobiegania dostępności w swoich serwisach utworów lub innych przedmiotów objętych ochroną zidentyfikowanych przez podmioty praw w toku współpracy z dostawcami usług. Środki te, takie jak stosowanie skutecznych technologii rozpoznawania treści, muszą być odpowiednie i proporcjonalne.

Z powyższego zapisu wynika, że odpowiedzialność za przestrzeganie praw autorskich twórców mają ponosić duzi gracze, tacy jak Google, YouTube czy Facebook. Będą oni zmuszeni do opracowania takich narzędzi, które umożliwią wykrycie materiałów naruszających prawa twórców jeszcze przed ich publikacją. Niektórzy idą o krok dalej, sugerując, że cenzura (o której skuteczności, siłą rzeczy, będzie decydował algorytm) obejmie również publikowane w takich serwisach komentarze użytkowników.

Obawy o daleko idącą ingerencję w wolność słowa w sieci podziela europoseł Ryszard Czarnecki (Prawo i Sprawiedliwość):

Jestem zdecydowanie przeciwny cenzurze w Internecie. Uważam, że oczywiście, trzeba zadbać o mechanizmy chroniące twórców i prawo autorskie, ale nie w taki sposób, żeby dać pretekst, aby wprowadzić mechanizmy kneblowania Internetu. Tego typu regulacje są niepotrzebne. Myślę, że są efektem pewnego lobbingu.

Rozwiązania, które się nie sprawdziły

W dyskusji na temat dyrektywy przytacza się przykłady państw europejskich, które swego czasu postanowiły wprowadzić własne przepisy. W Niemczech i Hiszpanii domagali się tego duzi wydawcy (u naszych zachodnich sąsiadów był to koncern Axel Springer, wydawca m.in. tabloidu „Bild”), którzy twierdzili, że swoboda dzielenia się w sieci ich artykułami jest niesprawiedliwa i działa na ich szkodę.

Efekt nowych niemieckich przepisów był odwrotny do zamierzonego. Po usunięciu treści „Bilda” z Google News to właśnie wydawca odnotował większe straty, głównie z powodu dużego spadku liczby wyświetleń jego artykułów. „Linkowanie, choć niektórym mediom może być nie w smak, w sposób wymierny przyczynia się […] do popularyzacji produkowanych przez nich treści, a co za tym idzie, zarabiania na reklamach i ruchu generowanego przez odesłania z innych platform” – ocenił w swoim tekście dla Wirtualnej Polski Marcin Makowski.

Obawy krytyków są przesadzone?

Nie brakuje także tych, którzy próbują tonować emocje związane z dyrektywą. Marek Krześnicki z serwisu Bezprawnik widzi co prawda potencjalne zagrożenia związane ze „zbyt gorliwym dostosowaniem się” serwisów do treści artykułu 13, ale zaraz potem dodaje:

„[…] bez problemu można sobie wyobrazić takie rozwiązania, które nie będą zbyt inwazyjne dla nikogo, za wyjątkiem piratów. Pozostali powinni cieszyć się, wciąż obowiązującym, prawem cytatu. O ile, oczywiście, algorytmy nie będą zbyt nadgorliwe”.

Obawy związane z rzekomym zakazem udostępniania linków, którym straszą przeciwnicy projektu, nazywa „bzdurą”. „Gorzej będą się miały co najwyżej takie serwisy jak Google News, które opierają się na korzystaniu z cudzej treści” – przewiduje Krześnicki.

Jednoznacznie pozytywnie o dyrektywie wypowiada się europoseł Tadeusz Zwiefka (Platforma Obywatelska), za co – jak twierdzi – „wylewa się na niego hejt i jad”. Zwiefka jest zresztą członkiem komisji, która głosowała nad przyjęciem projektu.

Rosnące zjawisko naruszeń praw własności intelektualnej w Internecie, czyli, ujmując krótko, „piractwo”, wymaga skutecznej reakcji, która pozwoli na uczciwe wynagradzanie twórców za ich dzieła

– uważa europoseł.

Zwiefka uspokaja też emocje związane z artykułem 11: „Nie jest on „podatkiem od linków”! Użytkownik będzie mógł nadal udostępniać w serwisach społecznościach artykuły prasowe, które uzna za interesujące”.

Czy obawy związane z dyrektywą są uzasadnione?

Dodaj komentarz

1 Komentarz do "Większa ochrona praw autorskich czy cenzura w sieci? Różnice w ocenie unijnej dyrektywy"

avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Jakub
Gość

Na pewno wielu ludzi przesadza. Nie jestem zwolennikiem tego prawa, ale jestem pod wielkim szokiem, gdy widzę jak nieironicznie ludzie krzyczą w internecie o tym że następuje koniec dla 90% internetu, a 99,(9)% memów zostanie pochowana w folderach. Nie jestem zwolennikiem tej dyrektywy głównie przez konieczność opracowania algorytmów, które miałyby na celu wychwytywanie treści naruszających prawo, a które mogłyby uprzykrzać niewinnym twórcom życie i być za drogie dla wielu stron zarządzanych przez osoby, których po prostu nie stać na opracowanie takiego algorytmu. Już nie mówiąc o tym że podobna rzecz ma się od dawna na YouTubie i jest to rzecz bardzo… utrudniająca życie twórcom i ich widzom (bo na przykład usunięto film z powodu wykorzystania kilku sekund piosenki jakiegoś rapera) :/

wpDiscuz