• >>
  • Państwo
  • >>
  • PiS: założenia programowe oraz rzeczywiste działania partii rządzącej

Postulaty Prawa i Sprawiedliwości. Analizujemy program oraz działania partii rządzącej

Postulaty Prawa i Sprawiedliwości. Analizujemy program oraz działania partii rządzącej

Prawo i Sprawiedliwość (PiS) od półtora roku ma okazję wcielać swoje pomysły w życie. Czy rzeczywiste działania rządu odpowiadają postulatom zawartym w programie partii? W jakim stopniu teoretyczne założenia znajdują swoje odzwierciedlenie w praktyce?

Prawo i Sprawiedliwość doszło do władzy po wyborach w 2015 roku; partia współtworzy rząd nie pierwszy raz – w latach 2005-2007 sprawowała władzę w koalicji z Samoobroną i Ligą Polskich Rodzin. Od momentu powstania w 2001 roku PiS jest jedną z głównych sił politycznych w Polsce. Od kilkunastu lat ugrupowanie albo tworzy rząd, albo stanowi największą partię opozycyjną. Z ugrupowania wywodzi się trzech z byłych i obecnych premierów (Kazimierz Marcinkiewicz, Jarosław Kaczyński i Beata Szydło) oraz dwóch prezydentów (Lech Kaczyński i Andrzej Duda).

By być precyzyjnym należy wspomnieć, że władzę sprawuje obecnie tzw. obóz Zjednoczonej Prawicy. PiS wystartowało w ostatnich wyborach parlamentarnych wraz z Solidarną Polską Zbigniewa Ziobry i Polską Razem Jarosława Gowina. Nasza analiza dotyczy jednak wyłącznie Prawa i Sprawiedliwości.

Warto prześwietlić założenia programowe partii oraz jej konkretne poczynania na scenie politycznej. Przeanalizujmy podejście członków PiS-u do kwestii obyczajowych, gospodarczych i dotyczących ustroju oraz relacji z Unią Europejską.

Światopogląd, kwestie obyczajowe

Jednostka a wspólnota

W swoim programie z 2014 roku PiS deklaruje przywiązanie do wolności jednostki:

[…] tylko człowiek wolny może skutecznie zabiegać o pomyślność własną i swojej rodziny, osób bliskich oraz wspólnot, do których należy, w tym wspólnoty narodowej.

Choć „wolność” plasuje się wysoko na liście wartości wyszczególnionych w programie partii, to sama jednostka jest w tym kontekście rozumiana nie tyle jako samodzielny byt, a jako część wspólnoty. Wspomina się o jej „indywidualnym” charakterze, ale znacząco wyeksponowano przy tym znaczenie społeczności w wykorzystaniu indywidualnych zdolności. Dostrzec więc możemy pewne elementy umiarkowanego kolektywizmu. Na dowód przytaczamy jeszcze jeden fragment programu:

Byt jednostki jest zarówno indywidualny, jak i wspólnotowy. Każdy z nas może wykorzystać szczególny dar, jakim jest intelekt i zdolność do tworzenia wyższych wartości jedynie dzięki przynależności do wspólnot różnego rodzaju – począwszy od rodziny; poprzez społeczności lokalne i zawodowe, aż do społeczeństwa ukonstytuowanego w wyniku procesu historycznego w naród.

Silna tożsamość narodowa

PiS kładzie szczególnie silny nacisk na potrzebę wzmacniania tożsamości narodowej w społeczeństwie:

Naród, który rozumiemy jako wspólnotę kultury, języka, doświadczenia historycznego, tradycji politycznej i wartości cywilizacyjnych, przeżywanego losu, jest najszerszą grupą społeczną stanowiącą efektywną podstawę dla demokratycznych wspólnot politycznych.

Co istotne, w programie zaznaczono, że członkowie PiS-u nie definiują narodu „w sensie etnicznym”. Oznacza to, że PiS uznaje prymat wspólnej tradycji i kultury nad przynależnością etniczną.

Dążenie do budowania w Polakach przywiązania do narodowej tradycji widzimy chociażby w propozycjach dotyczących oświaty. Szczególny nacisk na nauczanie historii i języka polskiego jest dowodem na chęć kształtowania postaw patriotycznych od najmłodszych lat:

Zadaniem szkoły jest wzmacnianie poczucia tożsamości narodowej, przywiązania do historii i tradycji narodowych

– czytamy w komunikacie MEN dotyczącym projektu podstawy programowej.

Istotna rola Kościoła

PiS deklaruje przywiązanie do wartości chrześcijańskich. Nauka Kościoła katolickiego jest, w przekonaniu jego członków, istotnym źródłem zasad moralnych. Partia nigdy nie opowiadała się za rozdziałem Kościoła od państwa ani za laicyzacją życia publicznego. Zwykle uznaje też autorytet hierarchów kościelnych.

Oto cytat z programu:

Kościół jest po dziś dzień dzierżycielem i głosicielem powszechnie znanej w Polsce nauki moralnej. […] Z tych powodów specyficzny status Kościoła katolickiego w naszym życiu narodowym i państwowym jest wyjątkowo ważny; chcemy go podtrzymać i uważamy, że próby niszczenia i niesprawiedliwego atakowania Kościoła są groźne dla kształtu życia społecznego.

Przekonanie o istotnej roli Kościoła znajduje odzwierciedlenie w praktyce. Partii nieraz zarzucano chęć zagwarantowania Kościołowi uprzywilejowanej pozycji; ostatnio przy okazji projektu ustawy o zgromadzeniach czy nowej opłaty środowiskowej.

Postęp? Tak, ale nie w sferze obyczajowej

Członkowie PiS-u nie akceptują jakichkolwiek przejawów „postępowości” w sferze obyczajowej. Jedyną możliwą do przyjęcia formą postępu jest ten w dziedzinie gospodarki, który jednak nie jest celem samym w sobie – ma on służyć przede wszystkim rodzinom.

Szybki rozwój i zasadnicze unowocześnienie naszej gospodarki są najlepszymi gwarantami poprawy bytu polskich rodzin

– głosi program.

Przykładem niechęci do „postępowości” w sferze światopoglądu jest wyrażony w programie sprzeciw wobec tzw. ideologii gender:

Groźne dla rodziny i społeczeństwa jest też szerzenie się ideologii gender. […] Postawienie barier szerzeniu się ideologii gender jest ważne.

Sprzeciw wobec aborcji, eutanazji i małżeństw homoseksualnych

W programie PiS-u na samym szczycie listy zatytułowanej „Nasze zasady i wartości” umieszczono podpunkt „Prawo do życia”. Czytamy tam:

Prawo do życia określa relację między jednostkami a wspólnotą […]. Współcześnie chodzi o ochronę życia od poczęcia oraz odrzucenie eutanazji. W tych kwestiach stanowisko jest jasne – bronimy i będziemy bronić życia oraz przeciwstawiać się eutanazji.

PiS od czasu do czasu wysyła sygnały, z których wynika, że kwestionuje obowiązujący w Polsce tzw. kompromis aborcyjny (dopuszczenie aborcji w trzech wyjątkowych przypadkach). W 2013 roku posłowie tego ugrupowania poparli projekt ustawy zakazujący wykonywania aborcji w przypadkach ciężkiego uszkodzenia płodu:

Osoba z niepełnosprawnością ma taką samą godność i takie same prawa w Rzeczpospolitej Polskiej jak osoba pełnosprawna. To, że ktoś być może będzie niepełnosprawny, nie powinno przesądzać o tym, że ta osoba zostanie zabita

– stwierdził poseł PiS Jan Dziedziczak.

Do dziś nie brakuje w PiS-ie głosów postulujących całkowity zakaz aborcji. Ostatni tego typu projekt ustawy (autorstwa Stowarzyszenia Ordo Iuris) został jednak, także głosami posłów PiS-u, ostatecznie odrzucony z powodu oporu społecznego oraz zawartego w projekcie zapisu o odpowiedzialności karnej kobiet, które zdecydowałyby się na dokonanie aborcji. Partia unika zatem wprowadzania drastycznych zmian; rzecz jasna – także z przyczyn politycznych.

Co do legalizacji małżeństw osób tej samej płci to stanowisko PiS-u jest w tej kwestii niezmienne. Partia stanowczo sprzeciwia się nie tylko uznaniu małżeństw homoseksualnych, ale także prawnemu uregulowaniu kwestii tzw. związków partnerskich.

Istotna rola rodziny

PiS podkreśla rolę rodziny jako podstawowej komórki społecznej. Partia zdecydowanie promuje tzw. tradycyjny model rodziny:

Rodzinę, której podstawą jest trwały związek kobiety i mężczyzny, traktujemy jako podstawową strukturę życia społecznego, w której są zaspakajane szczególnie istotne potrzeby człowieka […]. Rodzina jest niemożliwa do zastąpienia – niezależnie od tego, czy spojrzymy na nią z perspektywy religijnej, czy świeckiej.

Największe programy socjalne (przede wszystkim „Rodzina 500 plus”) realizowane obecnie przez partię rządzącą, są dedykowane – jak deklaruje rząd – właśnie polskim rodzinom.

Wsparcie dla rodzin i osób najmniej zarabiających

Partia uznaje konieczność istnienia instrumentów państwowego wsparcia obywateli w wymiarze materialnym. W tym przypadku nie mamy problemów ze wskazaniem priorytetów – szczególnie istotna z punktu widzenia PiS-u jest polityka prorodzinna, której instrumenty miałyby zapewnić odwrócenie niekorzystnego trendu w strukturze demograficznej.

Po wprowadzeniu programu „Rodzina 500 plus” rodzice otrzymują po 500 złotych na drugie i każde kolejne dziecko i to niezależnie od uzyskiwanych dochodów. Poniżej progu dochodowego 800 złotych (i 1200 złotych w przypadku obecności w rodzinie dziecka z niepełnosprawnością) pomoc przysługuje także za pierwsze dziecko. Co istotne, „500 plus” funkcjonuje obok (a nie zamiast) innych form wsparcia – rodzic, który pobiera różnego rodzaju zasiłki z innych źródeł, nadal z nich korzysta, a otrzymywane w ramach programu świadczenie nie wpływa na ich wysokość.

Inna propozycja rządu PiS-u, program „Mieszkanie plus”, jest dedykowana przede wszystkim młodym małżeństwom, których nie stać na własne mieszkanie lub nie mają zdolności kredytowej:

Wiążemy z nim wszyscy ogromne nadzieje, ale przede wszystkim mam nadzieję i wierzę w to głęboko, że spełnię oczekiwania Polaków. Że wreszcie polskie rodziny będą mogły mieć pewność, że stać je będzie na posiadanie własnego, taniego mieszkania i że każda polska rodzina będzie miała szansę żeby stać się właścicielem takiego mieszkania. Żeby młodzi ludzie mogli bezpiecznie planować przyszłość

–  deklarowała premier Beata Szydło.

Od tego roku obowiązuje też wyższa płaca minimalna – 2 000 złotych brutto na umowie o pracę. Podniesiono też minimalną stawkę godzinową do poziomu 13 złotych brutto. To z kolei ukłon w stronę najmniej zarabiających, podobnie jak podwyższenie kwoty wolnej od podatku do poziomu minimum egzystencji.

Gospodarka, podatki, biurokracja

System podatkowy według PiS-u

W swoim programie PiS zawarło podstawowe założenia idealnego – w ich przekonaniu – systemu podatkowego:

System podatkowy musi wyeliminować z polskiego życia patologie unikania opodatkowania i nakładania relatywnie większych danin na podatników osiągających niższe dochody. Musi też zapewnić większe wpływy do budżetu – z jednej strony poprzez zwiększenie efektywności i skuteczności ściągania należności podatkowych, a z drugiej strony poprzez rozszerzenie bazy podatkowej. […] nowy system podatkowy będzie oparty na zasadzie solidarności społecznej.

Przed dojściem do władzy PiS zapowiadało m.in.:

  1. Zmianę kodeksu podatkowego w oparciu o zasadę „3P”: podatki prorozwojowe, przejrzystość i prostota.
  2. Ograniczenie luki w VAT.
  3. Niższe stawki VAT.
  4. Wprowadzenie trzeciej stawki podatku PIT – 39% dla dochodów przekraczających 300 tysięcy złotych rocznie („przy czym podatnik inwestujący, tworzący nowe miejsca pracy, będzie mógł uniknąć tej stawki”).
  5. Podwyższenie kwoty wolnej od opodatkowania z 3 091 zł do poziomu „minimum egzystencji” (ok. 6 000 złotych).
  6. Wprowadzenie 15-procentowej stawki CIT dla mikroprzedsiębiorców.
  7. Wprowadzenie podatku „bankowego” i podatku od sklepów wielkopowierzchniowych.

Polityka fiskalna rządu

Po objęciu władzy PiS zrealizowało obietnicę podwyższenia kwoty wolnej od podatku – choć odbyło się to kosztem osób o najwyższych dochodach, których podatkowe zobowiązania nieznacznie wzrosły.

Z raportu PwC wynika, że w ubiegłym roku udało się w niewielkim stopniu ograniczyć skalę luki podatkowej VAT; głównie za sprawą wprowadzenia pakietu paliwowego oraz zwiększenia liczby „ukierunkowanych” kontroli skarbowych. Nie obniżono natomiast stawek podatku VAT.

Oprócz tego wprowadzono podatek od instytucji finansowych oraz hipermarketów (choć akurat ten drugi zawieszono po jego zakwestionowaniu przez Komisję Europejską).

Zarówno deklaracje programowe, jak i rzeczywiste działania podjęte po objęciu władzy wskazują na silne przywiązanie PiS-u do idei solidaryzmu społecznego. Pomysłem partii na system podatkowy jest przede wszystkim zmniejszenie obciążeń fiskalnych dla najbiedniejszych i przeniesienie większego ciężaru na najbogatszych.

Priorytetem partii rządzącej jest obecnie prowadzenie takiej polityki fiskalnej, by wpływy do budżetu zapewniły finansowanie sztandarowych programów socjalnych.

Krytyka drapieżnego kapitalizmu

W kwestii oceny ogólnego podejścia PiS-u do zagadnień gospodarczych warto oddać głos prezesowi partii. Podczas niedawno zorganizowanej w Toruniu konferencji zatytułowanej „Odpowiedzialność przedsiębiorców za Polskę” skrytykował sposób, w jaki w latach 90. rodził się w Polsce kapitalizm.

[…] jeśli spojrzeć na ostatnie 27 lat, to można powiedzieć, że najpierw mieliśmy do czynienia z taką swobodą, w wielkiej mierze anarchiczną.

Z drugiej strony, Kaczyński docenia rozwój, jaki dokonał się w Polsce po transformacji ustrojowej. Deklaruje, że w obecnej rzeczywistości mógłby on zostać powtórzony, ale przy zachowaniu zasad „idei sprawiedliwości”. Obecnie – z perspektywy lat – prezes PiS zdecydowanie odrzuca koncepcję nieograniczonej wolności gospodarczej stanowiącej cechę tzw. drapieżnego kapitalizmu. Świadczą o tym słowa:

To jest szansa, przed którą stoimy nie mając jednocześnie złudzeń, że możemy w Polsce stworzyć system libertariański, że polskiej kulturze można narzucić taki zupełnie skrajny indywidualizm.

Państwo ustala zasady funkcjonowania podmiotów rynku

Według prezesa PiS-u wolność gospodarczą definiuje relacja między państwem, rynkiem i własnością, przy czym „na pierwszym miejscu trzeba wymienić państwo, bo bez państwa nie mógłby istnieć rynek, ale przede wszystkim nie mogłaby istnieć własność”. Rola państwa na rynku jest więc, jego zdaniem, niebagatelna:

Czy rynek może istnieć bez państwa? Nie może istnieć bez państwa, państwo musi zagwarantować bezpieczeństwo ogólne, osobiste tych, którzy funkcjonują na rynku, bezpieczeństwo obrotu. Musi powołać także różnego rodzaju instytucje, które funkcjonują na rynku, w związku z rynkiem, no i przede wszystkim pieniądz.

Partia generalnie opowiada się za modelem gospodarki wolnorynkowej, przy czym nie wyklucza stosowania pewnych ram ograniczających pełną swobodę gospodarczą – szczególnie, gdy w grę wchodzi szeroko pojmowany „interes społeczny”.

PiS wyjątkowo nieufnie patrzy zarówno na zagraniczne podmioty gospodarcze, jak i te, których skala i możliwości stanowią zagrożenia dla interesów małych firm.

Przykład? Jednym z powtarzanych argumentów za wprowadzeniem podatku od sklepów wielkopowierzchniowych był fakt, że olbrzymią część tej branży stanowią w naszym kraju podmioty z zagranicy.

To dość powszechne zjawisko, że zyski sklepów wielkopowierzchniowych są najczęściej wyprowadzane za granicę

– tłumaczył poseł PiS (obecnie wiceprzewodniczący Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów) Henryk Kowalczyk.

Szerzej na temat zagranicznych graczy na polskim rynku wypowiedział się prezes PiS-u:

Mamy tutaj do czynienia z takimi elementami kolonialnymi, jeżeli chodzi o nasz kraj. Mamy do czynienia z sytuacją, w której te przedsiębiorstwa nie przestrzegają pewnych reguł prawnych, ale także moralnych. Krótko mówiąc, funkcjonują w sposób, który w ich własnych krajach byłby absolutnie niemożliwy do przyjęcia.

Głównym powodem wprowadzenia podatku była jednak chęć ochrony interesów mniejszych sklepów, które nie wytrzymywały konkurencji z wielkimi przedsiębiorstwami. Ugrupowanie dopuszcza zatem państwową ingerencję w rynek w celu zapewnienia „równych reguł gry” tak, aby obok wielkich podmiotów mogły się rozwijać także niewielkie firmy.

Ochrona polskiej własności

Jak wspomniano powyżej, w przekonaniu członków PiS-u państwo powinno gwarantować oraz bronić prawa własności jednostki.

Przyjęta w zeszłym roku ustawa o ziemi rolnej była głośno krytykowana jako zamach na prawo do swobodnego dysponowania prywatną własnością. Od tego roku obowiązuje też nowelizacja dotycząca zakupu ziemi. W praktyce zmiany przepisów oznaczają utrudnienia w zakupie ziemi (przede wszystkim dla podmiotów zagranicznych), a z drugiej strony – ingerowanie w decyzję ich właścicieli dotyczącą tego, komu chcą sprzedać ziemię.

Analizując program PiS-u zauważamy, że słowo „własność” pojawia się najczęściej w kontekście „własności Skarbu Państwa”. Także „ochrona polskiej własności” stanowi w retoryce polityków partii rządzącej istotny akcent.

Interes pracownika ponad interesem przedsiębiorcy

W relacji „pracodawca-pracownik” rząd PiS-u zdecydowanie staje po stronie pracownika. Nie boi się przy tym zwiększać obciążeń przedsiębiorców.

Słucham bredni, że polscy przedsiębiorcy ledwo wiążą koniec z końcem. Z trudem koniec z końcem wiążą polskie rodziny i polscy pracownicy!

– grzmiała niegdyś z mównicy sejmowej minister Elżbieta Rafalska.

Zwiększenie minimalnej stawki godzinowej oraz minimalnego wynagrodzenia, ograniczenie możliwości zatrudniania pracowników tymczasowych, propozycja oskładkowania umów o o dzieło, czy wreszcie plan ograniczenia handlu w niedzielę  – to tylko wybrane przykłady postulatów, których słuszność argumentuje się dobrem pracowników. Ich realizacja oznacza jednak kolejne ograniczenia dla tworzących miejsca pracy przedsiębiorców.

Kontrole skarbowe w imię walki z oszustami

W programie z 2014 roku PiS zapowiadało zaprzestanie „represyjnych działań aparatu skarbowego wobec uczciwych przedsiębiorców”.

Wprowadzenie przez rząd Jednolitego Pliku Kontrolnego reklamowano jako ułatwienie dla osób prowadzących działalność gospodarczą. Odejście od papierowych formularzy oznacza oszczędność czasu dla przedsiębiorców, którzy mogą elektronicznie przesłać organom podatkowym wymagane informacje. Z drugiej strony, pozwala to tym organom na dokonywanie w tym samym czasie większej ilości kontroli.

Od 1 marca funkcjonuje Krajowa Administracja Skarbowa, która stanowi połączenie administracji podatkowej, Służby Celnej i kontroli skarbowej. Urzędnicy KAS otrzymali szerokie uprawnienia – z dostępem do dokumentów za okres nieobjęty kontrolą włącznie. Wątpliwości budzi przepis mówiący, że od wyników kontroli przeprowadzonej przez KAS będzie się można odwołać do… KAS.

Z drugiej strony, w działaniach rządu zauważalna jest lekka tendencja do zwiększania zakresu swobody prowadzenia działalności gospodarczej. Zgodnie z ogłoszoną przez wicepremiera Mateusza Morawieckiego tzw. Konstytucją dla biznesu państwo ma skończyć z represyjnymi praktykami wobec uczciwych przedsiębiorców. Zapowiedziano też powrót do zasady „co nie jest zabronione, jest dozwolone” oraz przyjęcie reguł „domniemanej uczciwości” i „przyjaznej interpretacji przepisów”.

Posunięcia rządu w zakresie kontroli prowadzonej działalności gospodarczej mają na celu przede wszystkim skuteczną walkę z nieuczciwymi przedsiębiorcami (m.in. ograniczenie wyłudzeń VAT) i – w konsekwencji – zwiększenie wpływów budżetowych. Ma się do tego przyczynić ograniczenie czasu trwania kontroli oraz jej kosztów. „Konstytucja dla biznesu” ma stanowić, w zamyśle rządu, nowe otwarcie w relacjach „państwo-przedsiębiorca”. Jednak obawy o to, że częstsze kontrole dotkną także uczciwych podatników, wydają się być uzasadnione.

Model władzy, ustrój, relacje z UE

Aparat państwa – coraz więcej urzędników

Jak wynika z danych GUS, w latach 2005-2007 (okres rządów koalicji PiS-Samoobrona-LPR) liczba urzędników wzrosła – z 556,5 tys. do 580 tysięcy.

Przed wyborami parlamentarnymi PiS deklarowało ograniczenie biurokracji i zmniejszenie liczby urzędników zatrudnionych w administracji publicznej. Tymczasem w 2016 roku wyniosła ona blisko 650 tysięcy – to ponad 5 tysięcy więcej niż rok wcześniej.

Liczba urzędników zatrudnionych w administracji publicznej w latach 2004-2016
Liczba urzędników zatrudnionych w administracji publicznej w latach 2004-2016 (na czerwono zaznaczono lata rządów PiS). Źródło: opracowanie własne na podstawie danych GUS.

Chęci ograniczenia rozmiarów aparatu państwa nie widać także w samym rządzie – w połowie ubiegłego roku liczba ministrów i wiceministrów wynosiła 118 (biorąc pod uwagę ministrów bez teki oraz sekretarzy i podsekretarzy stanu). Pod tym względem polski rząd ustępował w Europie jedynie Węgrom (165) i Wielkiej Brytanii (129).

Zatrudnienia dodatkowych urzędników wymagała chociażby skuteczna obsługa beneficjentów programu „Rodzina 500 plus”. W jego kosztach uwzględniono obciążenia wynikające z zatrudnienia 7 tysięcy nowych pracowników administracji.

Rekordowa produkcja prawa

Jak wynika z badań przeprowadzonych przez firmę Grant Thornton, pierwszy pełny rok rządów Prawa i Sprawiedliwości był rekordowy pod względem produkcji prawa w Polsce. Łącznie uchwalono prawie 32 tysiące stron maszynopisu nowych aktów prawnych, takich jak rozporządzenia czy ustawy.

Stanowi to wzrost o 7,5% w stosunku do roku 2015. Autorzy badania wyliczyli, że gdyby każdy obywatel chciał być na bieżąco ze zmianami w prawie, musiałby poświęcić na czytanie aktów prawnych 4 godziny i 17 minut dziennie (biorąc pod uwagę wyłącznie dni robocze).

Silna władza wykonawcza

W 2010 roku powstał projekt konstytucji autorstwa PiS-u. Postulaty w niej zawarte nie miały rzecz jasna najmniejszych szans na realizację w ówczesnych warunkach politycznych (zresztą dziś koalicja rządząca także nie dysponuje w parlamencie większością pozwalającą na zmianę konstytucji), ale stanowią one cenne źródło informacji dotyczących wizji „państwa według PiS-u”.

W projekcie postulowano zwiększenie kompetencji prezydenta. Miałby on zyskać prawo do skrócenia kadencji parlamentu (bez konkretnego powodu), odmówić powołania premiera bądź ministra (art. 122), a także wnioskować o odwołanie sędziego (którzy dziś mają gwarancję „nieusuwalności”). Na wzór amerykański prezydent miałby co najmniej raz w roku wygłaszać przed parlamentem orędzie o stanie państwa. PiS proponował także zmniejszenie liczby posłów (z 460 do 360) i senatorów (ze 100 do 50).

Projekt konstytucji został ze strony internetowej ugrupowania usunięty, a o realizacji powyższych postulatów nie ma dziś mowy. Jednak od czasu do czasu partia daje do zrozumienia, że w jej wizji idealnego państwa jest miejsce na zwiększenie zakresu kompetencji władzy wykonawczej. W połowie ubiegłego roku Jarosław Kaczyński zdradził:

W tym momencie system kanclerski byłby dla Polski dobry, bo jest poddany większej kontroli. (…) Wydaje mi się, że trzeba iść w stronę systemu kanclerskiego.

Niezależnie od tego, czy większa władza miałaby być skupiona w rękach prezydenta czy premiera (ewentualnie kanclerza), perspektywa rządów jednego, „głównego rozgrywającego” zdaje się być dla polityków PiS-u kusząca.

Ingerencja w władzę sądowniczą?

W działaniach obecnego rządu i posłów PIS-u wielu obserwatorów dostrzega dążenie do osłabienia pozycji bądź upolitycznienia władzy sądowniczej. Takim opiniom sprzyja m.in. chaos związany z Trybunałem Konstytucyjnym, połączenie funkcji szefa resortu sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego oraz planowane zmiany w Krajowej Radzie Sądownictwa.

Podobne propozycje prowokują także reakcje zagranicznych mediów. Na pytanie dziennikarza niemieckiej stacji Deutsche Welle „Czy jest coś ważniejszego od prawa?” wicepremier Mateusz Morawiecki odpowiedział twierdząco, co spotkało się z ostrą krytyką wielu komentatorów. Miało to świadczyć o lekceważącym stosunku rządu PiS-u do prawa. Morawiecki tłumaczył potem, że krytykuje on jedynie „prawniczy pozytywizm”, rozumiany jako bezrefleksyjne egzekwowanie przepisów, a ważniejsza od prawa jest sprawiedliwość.

[…] każdy powinien być sprawiedliwie osądzony bez względu na jego majątek czy pozycję społeczną – tego wymaga równość wobec prawa, której nasz rząd nigdy nie kwestionował, a wręcz odwrotnie – jej pełne urzeczywistnienie jest dla nas priorytetem

– dodał.

Wicepremier nie wszystkich jednak przekonał. Opozycja nieustannie krytykuje posunięcia rządu, twierdząc, że stanowią one zamach na niezależność sądów. PiS odpowiada, że zwalcza jedynie patologie w środowisku sędziów (z których duża część, jak podkreśla, miała związki z komunistycznym systemem).

Tak czy owak: faktem jest, że rządy PiS-u (niezależnie od rzeczywistych intencji) przyniosły ingerencję władzy wykonawczej w sądowniczą na niespotykaną jak dotąd w III RP skalę.

Oddać głos społeczeństwu

Politycy PiS-u podkreślają istotną rolę samych obywateli w procesie tworzenia prawa w Polsce. Partia wielokrotnie krytykowała koalicję PO-PSL za odrzucanie obywatelskich projektów ustaw już na etapie „pierwszego czytania”.

Prawo i Sprawiedliwość postuluje przeprowadzenie reformy debaty publicznej obejmującej […] zmianę charakteru systemu komunikacji społecznej rządu ze społeczeństwem – z propagandowego na partnerski, […] wreszcie rozwój instytucji demokracji bezpośredniej […] takich jak wysłuchanie publiczne, referenda merytoryczne i personalne (odwoławcze) czy obowiązek pierwszego czytania oraz debaty nad obywatelskimi projektami ustaw

– czytamy w programie.

Za przykład realizacji postulatu dotyczącego udziału społeczeństwa w procedurze legislacyjnej może posłużyć powołanie przez prezydenta Andrzeja Dudę Rady Dialogu Społecznego, którego jednym z deklarowanych celów było „wspieranie prowadzenia dialogu społecznego na wszystkich szczeblach jednostek samorządu terytorialnego”. W jej skład weszli, oprócz przedstawicieli Rady Ministrów, prezydenta, NBP i GUS-u, także reprezentacje pracowników i pracodawców.

Z drugiej strony, PiS bywa oskarżany o „pójście na skróty” przy okazji uchwalania własnych projektów ustaw. Ugrupowanie zgłasza rzekomo poselskie projekty, choć w rzeczywistości wiele z nich powstało z inicjatywy rządu. Powód? Procedura uchwalania poselskiego projektu ustawy nie wymaga przebrnięcia przez etap „konsultacji społecznych” – w przeciwieństwie do projektów rządowych.

Powszechny dostęp do opieki zdrowotnej

W swoim programie PiS deklaruje chęć zagwarantowania Polakom dostępu do usług medycznych wysokiej jakości. Wśród postulatów wymieniono m.in. skrócenie kolejek do lekarzy oraz obniżenie cen leków refundowanych. Zapowiedziano też likwidację Narodowego Funduszu Zdrowia i jednoczesne przerzucenie odpowiedzialności za finansowanie systemu służby zdrowia na budżet państwa.

Jak to wygląda w praktyce? W 2018 roku ma nastąpić likwidacja NFZ. Od stycznia natomiast obowiązują nowe przepisy dotyczące dostępności do świadczeń w ramach Podstawowej Opieki Zdrowotnej. Od zeszłego roku funkcjonuje także lista leków bezpłatnych dla osób powyżej 75. roku życia. Rząd przyjął też projekt ustawy zakładający utworzenie tzw. sieci szpitali, co – jak argumentuje resort zdrowia – ma usprawnić proces udzielania świadczeń. Jak widać, wiele zmian w służbie zdrowia dopiero wejdzie w życie, co uniemożliwia pełną ocenę rządowych propozycji.

Państwowa edukacja

PiS nie unika także reform w dziedzinie oświaty. W programie wyrażono przekonanie o ważnej roli państwa w nauczaniu i wychowywaniu młodego pokolenia:

Edukacja jest sprawą o znaczeniu podstawowym dla nas wszystkich […]. Państwo w sposób oczywisty musi więc być tym podmiotem, który za jakość i kształt edukacji ponosi szczególna odpowiedzialność.

Zapowiadana w programie partii likwidacja gimnazjów jest już praktycznie przesądzona (pomimo głośnego sprzeciwu społecznego, przede wszystkim nauczycieli). Priorytety w kwestii nauczania doskonale obrazuje przyjęta podstawa programowa. Minister Anna Zalewska mówiła o niej:

Podstawy programowe […] są nowoczesne, choć szanujące przeszłość i historię. […] Oprócz wiedzy młody człowiek powinien współpracować, powinien odpowiadać nie tylko za siebie, ale też za koleżankę, za kolegę, za wspólnotę, za grupę. […] Będziemy uczyć przedmiotowo, wzmacniając wiedzę, powtarzając wiedzę, dając czas na rozwój młodemu człowiekowi. […] Jednocześnie mówimy o tym, że podkreślamy rolę wychowawczą w szkole. W preambule, która mówi o wszystkich podstawach programowych, wskazujemy na wychowanie, na tolerancję, na szacunek i na godność człowieka.

Polityka zagraniczna i obronność

Polityka zagraniczna rządu charakteryzuje się dążeniem do ścisłej współpracy państw Grupy Wyszehradzkiej oraz budowania mocnej pozycji w UE. Polska dyplomacja bywa krytykowana za niektóre posunięcia lub wypowiedzi kierowane pod adresem partnerów z Zachodu – chociażby tej o Francuzach wygłoszonej przez wiceministra Kownackiego:

To są ludzie, którzy uczyli się od nas jeść widelcem parę wieków temu.

W PiS-ie obserwujemy też silną nieufność wobec poczynań Rosji na arenie międzynarodowej. Antyrosyjska retoryka PiS-u nasiliła się po katastrofie smoleńskiej (negowanie ustaleń rosyjskiego śledztwa, spór o zwrot wraku rządowego Tupolewa).

W kontekście niespokojnej sytuacji geopolitycznej istotnym aspektem polityki rządu jest obronność. PiS już w swoim programie postulowało wzmocnienie armii oraz oparcie polskiego bezpieczeństwa na pogłębionej współpracy z NATO:

Zdolność do obrony terytorialnej musi zostać powiązana z silnymi gwarancjami sojuszniczymi w ramach Paktu […]. Polska pod rządami Prawa i Sprawiedliwości będzie zabiegała o zachowanie przez Sojusz Północnoatlantycki charakteru organizacji, której podstawową funkcją jest obrona.

W ubiegłym roku w Warszawie odbył się szczyt państw członkowskich Sojuszu, na którym strona polska otrzymała gwarancję stałej obecności wojsk amerykańskich na terenie naszego kraju.

Prezes Kaczyński zasugerował niedawno zwiększenie wydatków na obronność do poziomu 3% PKB (obecnie, co do zasady, powinno się przeznaczać na ten cel nie mniej niż 2%). Opowiedział się także za podjęciem działań na rzecz „włączenia Polski w amerykański system obrony atomowej” – choć zastrzegł, że wypowiada się w imieniu swoim, a nie rządu.

Pod koniec ubiegłego roku MON ogłosił, że na zbrojenia w 2016 roku przeznaczono 7 miliardów złotych. Deklarowanym priorytetem rządu w kwestii obronności jest sukcesywne unowocześnianie armii. W tym roku wojska specjalne ma wreszcie zasilić 16 nowych śmigłowców. Na zakup nowego sprzętu i modernizację rząd ma zamiar przeznaczyć w 2017 roku 10 miliardów złotych.

Istotnym posunięciem MON-u było utworzenie Wojsk Obrony Terytorialnej. W jej ramach ochotnicy przechodzą szkolenia, po odbyciu których mają zyskać pełną zdolność do działania w przypadku konfliktu militarnego.

MON we współpracy z prezydentem dokonuje także roszad na szczytach wojskowych struktur. Mają one charakter systemowy – PiS chce zmian nie tylko personalnych, ale także strukturalnych. Planuje m.in. podniesienie rangi szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego (którym do niedawna był gen. Mieczysław Gocuł), który ma być naczelnym dowódcą („pierwszym żołnierzem”) w czasie wojny.

Choć w kwestii polityki obronnej rząd zrobił już dość dużo, to trudno mówić o jednej, spójnej strategii. Dotychczas podjęte działania nie odpowiadają na pytanie, którą z dziedzin obronności PiS uznaje za priorytetową (czy są nią wojska lądowe, siły powietrzne czy inne).

Silna Polska, ale w ramach UE

PiS uznaje konieczność uczestnictwa Polski w strukturach unijnych. Deklaruje przy tym chęć zachowania jak największej autonomii i postuluje model „Europy narodów”, sprzeciwiając się przejawom unifikacji i zwiększania kompetencji władzy w Brukseli kosztem suwerennych państw członkowskich.

Własne suwerenne państwo narodowe jest dla nas wartością kluczową, gdyż bez niego nie mogą być realizowane inne wartości, które uznajemy za podstawowe. […] Jedyną drogą, która może zapewnić siłę i rozwój Europie jest podtrzymywanie […] różnorodności jako trwałej cechy przestrzeni kulturowej. Unifikacja, czy radykalne zubożenie tej różnorodności […] oznacza osłabienie naszego kontynentu.

W ubiegłym roku partia wyemitowała spot, w którym sam prezes Kaczyński przekonuje o euroentuzjazmie PiS-u. Film zatytułowano „Silna Polska w Europie”. Słowa prezesa partii najlepiej oddają stosunek ugrupowania do integracji europejskiej:

Dzisiaj być w Europie to być w Unii Europejskiej. To element naszego bezpieczeństwa. Chcemy być członkiem Unii, bo chcemy mieć wpływ na los Europy. Jednak nasza pozycja zależy przede wszystkim od naszej siły. Musimy zdobyć mocną pozycję, stać się silnym, europejskim narodem.

Partia nie neguje znaczenia wspólnego rynku europejskiego ani europejskiego rynku pracy, choć deklaruje dążenie do zapewnienia w Polsce takich warunków życia, które ograniczą skalę emigracji zarobkowej.

Krytyka UE

Z drugiej strony, PiS sprzeciwia się wielu aspektom prowadzonej przez władze UE polityki. Partia krytykuje nadmierną ingerencję Brukseli w prawodawstwo i gospodarkę krajów członkowskich.

Pierwszym z brzegu przykładem jest brak zgody na unijne limity emisji dwutlenku węgla:

Dekarbonizacja nie powinna w tak silny sposób dotyczyć Polski. […] To (…) być albo nie być dla naszego kraju. I to nie są jakieś górnolotne moje wypowiedzi. To po prostu jest sprawa bytu. To jest autentycznie sprawa bytu narodowego, bezpieczeństwa energetycznego, bytu normalnego funkcjonowania gospodarki itd.

– mówił niedawno wiceminister środowiska Paweł Sałek.

PiS stanowczo odrzuca koncepcję, by Polska zgodziła się na przyjęcie uchodźców w imię solidarności z innymi krajami Europy.

Mamy prawo sami decydować o tym, co jest dla nas dobre, a co jest dla nas złe. Kto jest dla nas gościem, a kto jest dla nas wrogiem. I mamy prawo także do tego, aby głośno o tym mówić – nie kierując się pseudoeuropejską poprawnością polityczną, która tak naprawdę wiedzie na manowce i wiedze do staczania się cywilizacyjnego, a nie do rozwoju

– powiedział prezydent Andrzej Duda.

W kwestii relacji z UE wśród członków PiS-u nie brakuje także opinii skrajnych. Oto fragmenty wywiadu-rzeki z posłanką Krystyną Pawłowicz, wydanego w formie książki „Bez cenzury. O prawie i Unii europejskiej”:

[…] unijne para-państwo walczy zaciekle i z reguły bezprawnie z naszą narodową tożsamością. […] Jedyną właściwie drogą pozwalającą Polsce ocalić resztki niezależności od innych państw jest czekanie, aż Unia Europejska rozpadnie się sama.

Krystyna Pawłowicz weszła zresztą w skład Parlamentarnego Zespołu Eurorealistycznego, powołanego z inicjatywy posłów PiS-u i klubu Kukiz’15.

Jest zasada wzajemności, jeśli ktoś przygląda się nam, my z wzajemnością przyglądamy się instytucjom, do których Polska należy. Warto zrobić bilans wszystkich korzyści i strat związanych z integracją gospodarczą

– mówił poseł Artur Soboń (PiS), członek zespołu.

Większą powściągliwość od posłanki PiS zachowuje szef MSZ Witold Waszczykowski, który podczas tzw. małego expose zadeklarował:

Priorytetem działań tego rządu jest naprawa Unii Europejskiej, a nie jej demontaż. Powrót do Europy egoizmów narodowych byłby równie szkodliwy jak utopie integracyjne, niemające zakorzenienia w realiach społecznych i politycznych naszego kontynentu.

Stosunek ugrupowania do UE jest dosyć niejednoznaczny. PiS-u nie możemy sklasyfikować ani jako partię „prounijną”, ani całkowicie „eurosceptyczną” (na wzór francuskiego Frontu Narodowego czy brytyjskiego UKIP-u). PiS zdaje się być pogodzone z faktem, że uczestnictwo w strukturach unijnych jest z punktu widzenia Polski istotne; podobnie jak walka o to, by w ich ramach Polska zyskała jak najmocniejszą pozycję. Kwestią dyskusyjną dla PiS-u nie jest sama obecność w UE, ale sposób jej funkcjonowania.

Wnioski

Postulaty zawarte w programie Prawa i Sprawiedliwości zasadniczo znajdują potwierdzenie w konkretnych poczynaniach na scenie politycznej. Należy pamiętać, że praktyka sprawowania władzy nie zawsze pozwala na błyskawiczne i bezkompromisowe wprowadzanie proponowanych reform.

Niezależnie od naszego stosunku do wartości wyznawanych przez członków ugrupowania trudno odmówić im konsekwencji.

Pora na skrótowe przedstawienie postulatów Prawa i Sprawiedliwości.


Podsumowanie
1

W sferze światopoglądowej PiS deklaruje przywiązanie do wartości chrześcijańskich i narodowych. Podkreśla rolę rodziny w społeczeństwie, promując przy tym tradycyjny jej model. Sprzeciwia się legalizacji małżeństw homoseksualnych, aborcji i eutanazji oraz prawnego uregulowania kwestii tzw. związków partnerskich. Jednostkę postrzega przede wszystkim jako część wspólnoty.

2

PiS dopuszcza umiarkowany interwencjonizm państwa w gospodarkę w celu zapewnienia równych szans między największymi a najmniejszymi jej podmiotami. Dąży do tego, by zagraniczne firmy „grały według polskich reguł” i nie wyprowadzały zysków za granicę.

3

Preferowany przez ugrupowanie system podatkowy powinien być sprawiedliwy, co w rozumieniu jego członków oznacza mniejsze obciążenia fiskalne nakładane na najbiedniejszych. W relacji „pracodawca-pracownik” partia jednoznacznie staje po stronie pracownika. Istotna z punktu widzenia PiS-u jest też skuteczna ściągalność podatków i walka z nieuczciwymi przedsiębiorcami.

4

PiS od czasu do czasu daje się poznać jako ugrupowanie dążące do wzmocnienia władzy wykonawczej. Obecnie obserwujemy tendencję do osłabiania instytucji władzy sądowniczej. Z drugiej strony, PiS deklaruje wsparcie inicjatyw obywatelskich i uznaje istotną rolę mechanizmów demokracji bezpośredniej.

5

W relacjach z UE PiS proponuje walkę o mocną pozycję Polski w strukturach europejskich oraz przyjęcie modelu „Europy narodów”. Otwarcie sprzeciwia się narzucaniu przez Brukselę zasad postępowania sprzecznych z – subiektywnie pojmowanym – polskim interesem.

Dodaj komentarz

12 komentarzy do "Postulaty Prawa i Sprawiedliwości. Analizujemy program oraz działania partii rządzącej"

avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Miłosz
Gość

Program pisu to zwykły miks ideologii. Trochę tu socjalizmu, trochę konserwatyzmu, nacjonalizmu. Wspólnym mianownikiem jest populizm – dajmy ludziom 500plus, to na paraliż sądownictwa Polak nawet nie zwróci uwagi. Najwyżej się mu powie, że tak trzeba, bo tam patologia i komunisci.

Renfri
Gość

I dokładnie tak to działa. Ludzie albo w ogóle się nie zastanawiają, jak działa PiS w sprawach np. polityki zagranicznej, bo patrzą tylko na to że dostali zasiłek. Reszta ich nie zainteresuje. A nawet jeśli nie bardzo zgadzają się z wieloma posunięciami PiS, to i tak na niego zagłosują „bo 500+”, „bo wiek emerytalny”. Tylko ciekawe czy przy takiej walce z wszystkimi dookoła i robieniu sobie wrogów z całego świata, w ogóle dożyjemy do tej emerytury. Prędzej skończymy w szeregach obrony terytorialnej, która ma małe szanse przetrwać w starciu z prawdziwym wojskiem. Jako żywo, sytuacja sprzed II WŚ. Sojuszników nie mamy żadnych i w razie czego skonczy się na słowach. Zwłaszcza że walczymy z Rosją, kłócimy się z UE, a ta wywołana Grupa Wyszehradzka to jeden wielki konflikt interesów. I nikt nawet palcem nie kiwnie żeby nam pomóc.

A 500+ ? Serio ludzie myślą, że dzieci wychowane w rodzinie która żyła z zasiłków, bo nie opłacało się pracować – że takie dzieci ochoczo rzucą się potem do pracy, sumiennie budując dobrobyt i siłę Polski? No błagam. Wyprodukujemy kolejne pokolenia roszczeniowych zasiłkowiczów. Chyba każdy z was zna rodziny, które od kilku pokoleń pracą się nie skalały, tylko dofinansowania-zasiłki-renty, a to wszystko w mieszkaniach socjalnych i ciuchach z Caritasu. Przypadek? Nie sądzę.

Klaudia
Gość

Dokładnie tak! Dzieci biorą przykład z tego, co jest w domu. „Skoro mama i tata nie pracowali, tylko udało im się od państwa zebrać jakieś zasiłki, to dlaczego ja mam się męczyć?”. Wiecie, ogólnie to 500+ jest dobre dla bardzo biednych rodzin, które mają pensje poniżej progu możliwości egzystencji, ale to, że każdy kto ma drugie (i więcej) dzieci może dostać 500 zł, to już jest co najmniej dziwne.

Renfri
Gość

No właśnie, PENSJE. Są biedne rodziny które się starają i podejmują pracę, tylko po prostu są mniej zaradne albo mniej uzdolnione – i takim ludziom warto pomagać. Ale tacy którzy sobie przekalkulowali, że bardziej opłaci się siedzieć w domu i tylko wyciągać łapę po zasiłki – im bym nie dała ani grosza. Jaki oni dają przykład swoim dzieciom? Myślę że odróżnienie jednych od drugich wcale nie jest takie trudne. Od razu widać, jak te biedne i niezaradne kobiety, co to do trzech nie potrafią zliczyć, po przekroczeniu progu MOPS zmieniają się w chodzące kalkulatory, do tego rozwrzeszczane. Świetnie wiedzą skąd można wyciągnąć jaki zasiłek. Im ktoś bardziej leniwy, tym głośniej krzyczy że „jemu się należy!”. A g***, nic się nie należy. Pomagajmy tym którzy się starają, bo w ten sposób damy jasny sygnał: warto się starać. Nie może być tak, że się dostaje pieniądze za samo łaskawe istnienie.

Klaudia
Gość

Bardzo nie podoba mi się w tym programie wysoka pozycja Kościoła i norm religijnych. Uważam, że ludzi powinno obowiązywać prawo, a prawdziwi chrześcijanie niech stosują się do zasad religijnych. No i już nie wspomnę o sprzeciwie wobec aborcji NAWET w skrajnych przypadkach. Wychodzi na to, że kobiety=inkubatory. Należy zwrócić uwagę na to, że każda wypowiedź przeciw aborcji wychodzi od mężczyzn. I pewnie przez mężczyznę został wymyślony ten pomysł. Cieszę się, że nasz naród tak silnie się postawił wobec projektu tej ustawy.

raison d’etre
Gość

Mary Wagner jest działaczką pro-life, Śp. Anna Walentynowicz wielokrotnie wyrażała sprzeciw wobec pomysłu legalizacji aborcji zas Katarzyna Jachimowicz została zwolniona z pracy ze względu na brak chęci na wykonanie aborcji – wybacz, ale z przeciwnikami aborcji kojarzą mi się przede wszystkim kobiety. Ja zaś zauważyłem, że wszyscy zwolennicy aborcji zdążyli się już urodzić 😀
Przepraszam bardzo ale za projektem ustawy zabraniającej aborcji podpisało się pół miliona ludzi, zaś przeciwko [czarny protest] było ok sto tyś ludzi…. problem polegał na tym, że PiS odrzuciło obywatelski projekt zakazujący aborcji [ale dopuszczający czynności lecznice mogące uśmiercić dziecko w razie zagrożenia życia matki].
wnioski:
– kobiety też są przeciwko aborcji, a czasami są o wiele bardziej gorliwszymi członkami pro life niż mężczyźni;
– zakaz aborcji to pomysł obywatelski;
– PiS nie szanuje Polek i Polaków, gdyż zrezygnowali z podjęcia próby głosowania nad ową ustawą;
– owa ustawa regulowała przypadki tkj zagrożenie życia matka, więc nikt nie robi z kobiet inkubatorów.

Renfri
Gość

Jeśli jakaś kobieta jest przeciwna aborcji, to niech się jej nie poddaje. Proste. Niech każdy decyduje za siebie.

raison d’etre
Gość

1. Tylko, że służba zdrowia jest finansowana w większości państw w mniejszym lub większym stopniu z pieniędzy publicznych, więc i tak osoby pro-life są pozbawione w tej kwestii wolnej woli, bo ich pieniądze też na to idą.
2. Z perspektywy osób będących pro-life jedynym słusznym wyjściem jest maksymalne ograniczenie prawa do aborcji, gdyż takowe jest morderstwem np. gdybyś mógł zapobiec jakiejś tragedii to też nie stałbyś z założonymi rękami, tylko coś próbowałbyś robić. Skoro np. ja uważam, że życie zaczyna się w momencie poczęcia to według mnie lekarz dokonujący aborcji jest odpowiedzialny za morderstwo i powinien dostać taką samą karę jak za każde inne morderstwo.

Renfri
Gość

Ale jest mnóstwo rzeczy na które idą twoje pieniądze, mimo że się z tym nie zgadzasz. Na tym polega państwo i podatki:) Ja się np nie zgadzam z comiesięcznymi wycieczkami pana Kaczynskiego z Warszawy na Wawel. Albo z wczesniejszymi emeryturami dla niektorych grup zawodowych. A moje pieniądze też na to idą.
Ale tutaj jest dość proste rozwiązanie – niech w ramach państwowi opieki zdrowotnej aborcja będzie dostępna tylko w wybranych przypadkach. Np zagrożenie zdrowia matki. Albo gwalt. W pozostałych niech będzie legalna, ale trzeba samemu za nią zapłacić. To rozwiązuje punkt 1. Co o tym myślisz?
Punkt 2 jest trudniejszy, ale do niego też się odniosę.

Renfri
Gość

Punkt 2 ma logiczny sens. Rozumiem, że dla osób które stawiają znak równości między aborcją a morderstwem, calkowity zakaz to jedyne słuszne wyjście. Ale skąd w takim razie zgoda na aborcję przy zagrozeniu życia matki? Czy jednak życie matki jest ważniejsze niż życie dziecka?
Żeby nie było: nie jestem „walniętą feministką” (nie obrażając feministek). W sytuacji wpadki nie poddalabym się aborcji, uznałabym że trzeba poniesc konsekwencje i że sumienie mi na to nie pozwala. Ale MNIE. Biorę pod uwagę że inne kobiety mogą mieć inne podejście i chciałabym, żeby miały do tego prawo. Uważam że to kobieta która jest w tej ciąży, powinna mieć większe prawo do decyzji niż ludzie których to bezpośrednio nie dotyczy.

Michał
Gość

W sytuacji zagrożenia życia matki jasnym jest, że musimy wybierać mniejsze zło. A skoro tak, to dlaczego nie pozwolić matce wybrać? Można też rozpatrywać wtedy aborcję jako obronę konieczną – dziecko byłoby wtedy „napastnikiem” zagrażającym życiu matki. Trudno sobie wyobrazić, by wymagać od kogoś prawnie – poza żołnierzem – by poświęcił swoje życia za kogoś.
Argument „kobieta, która jest w ciąży, powinna mieć prawo wybrać”, nie uwzględnia faktu, że mamy tutaj do czynienia również z „dzieckiem, które rozwija się w tej kobiecie i powinno mieć prawo żyć”. Inni ludzie nakładają na nas zakaz zabijania (poprzez kodeks karny) i nikt nie protestuje, że „potencjalny morderca powinien mieć wybór”.

bio
Gość

Irytuje mnie punkt o oddaniu głosu społeczeństwu.
To przez sytuacje jak likwidacja gimnazjów, gdzie głos tej części społeczeństwa, którą słyszę na co dzień (może jest jakaś inna, ale bez referendum i tak tego nie sprawdzimy) jest inny niż rozwiązania aktualnie wprowadzane.

wpDiscuz